poniedziałek, 9 marca 2026

Od Haru CD Daisuke

 To uczucie, które mu towarzyszyło, było całkowicie normalne. Nie dlatego, że tak właśnie powinien się czuć, lecz dlatego, że w tej sytuacji prawie każdy odczuwałby coś podobnego. Był jeszcze osłabiony. Kilka godzin temu urodził dzieci, a raczej urodziła je i jej ciało oraz umysł wciąż potrzebowały czasu, aby dojść do siebie. Potrzebowała chwili na regenerację, na uporządkowanie myśli, na oswojenie się z tym, co właśnie się wydarzyło.
W takich momentach łatwo zobaczyć więcej wad niż jasnych stron. Zbyt łatwo skupić się na zmęczeniu, strachu czy niepewności, a zbyt trudno dostrzec to, co w tym wszystkim najważniejsze. A przecież na świecie pojawiły się nasze dzieci. Nasze maleństwa. I to właśnie powinno być dla nas najważniejsze. Nic na tym świecie nie powinno mieć większego znaczenia niż ten moment.
- Czujesz się tak, bo jeszcze nie oswoiłeś się z wydarzeniami ostatnich godzin - Moja mama zwróciła się do Daisuke spokojnie jako pierwsza - Potrzebujesz chwili, żeby dojść do siebie. Żeby się uspokoić, żeby znów poczuć się bezpiecznie… i żeby zrozumieć, jak bardzo jesteś niesamowity. - Na wypowiedziane słowa przez moją mamę uśmiechnąłem się lekko, słuchając ciąg dalszy jej wypowiedzi.
- Poświęciłeś swoje ciało dla tych dwóch maluchów. Przez dziewięć miesięcy dbałeś o siebie i o nie, nosiłeś je pod sercem, znosiłeś zmęczenie, ból i wszystkie trudne chwile. Musisz zacząć bardziej siebie doceniać. Naprawdę na to zasługujesz. Zasługujesz na to, żeby nie być dla siebie tak surowym. - Moja mama mówiła bardzo mądrze… Była niezwykle mądrą kobietą. Czasem wydawało mi się, że wiedziała więcej niż my oboje razem wzięci. Dobrze, że była częścią naszej rodziny. Dzięki niej wszystko wydawało się prostsze… a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.
Westchnąłem cicho.
- Mama miała rację. Oswoisz się z tym wszystkim. Z czasem przestaniesz czuć się w ten sposób. - Spojrzałem na niego z ciepłem. - Jesteś cudowny. I naprawdę powinieneś zacząć bardziej w to wierzyć. - Powiedziałem to, delikatnie głaszcząc mojego synka po pleckach i czekając cierpliwie, aż wreszcie mu się odbije po jedzeniu. W pokoju panowała cisza, przerywana jedynie jego cichym oddechem i spokojnym rytmem naszego wspólnego, nowego życia, które właśnie się zaczęło.
Od razu dało się zauważyć po minie mojego panicza, że nie do końca był przekonany naszymi słowami. W jego oczach wciąż czaiła się niepewność. Jednak co mogliśmy na to poradzić? Taki już był. Te wszystkie wątpliwości były w nim znacznie silniejsze, niż sam by tego chciał.
Nigdy specjalnie w siebie nie wierzył. Może tylko kiedyś, dawno temu, na samym początku, gdy jeszcze uważał się za pięknego i potrafił spojrzeć na siebie bez tej surowości, która z czasem tak mocno się w nim zakorzeniła. Od tamtej pory wiele się zmieniło.
A jednak w moich oczach wciąż był tak samo piękny jak wtedy. I to nigdy się nie zmieni. Nigdy nie będę uważał go za kogoś niewystarczającego czy mniej pięknego. Niezależnie od tego, jak sam na siebie patrzy, dla mnie jest po prostu ideałem. Kocham go. I będę kochać ponad wszystko.
- Teraz jestem zmęczony i wyglądam, jakby coś mnie przejechało - Mruknął w końcu, zerkając na mnie kątem oka. - Jak możesz uważać, że wyglądam pięknie? - Uśmiechnąłem się lekko, słysząc w jego głosie tę znajomą nutę niedowierzania.
- Bo dla mnie zawsze będziesz piękny. Już ci to mówiłem. Bez względu na to, co ty o sobie myślisz. Dla mnie jesteś ideałem. I jestem ci wdzięczny… za nasze dzieci, za wszystko, co mi kiedykolwiek dałeś, i za to, że jesteś częścią mojego życia. - Zbliżyłem się do niego powoli, składając na czole delikatny pełen miłości pocałunek.

<Panicznu? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz