Trochę dziwnie było słyszeć mojego partnera rozmawiającego gdzieś w oddali, z naszym koniem. Z jednej strony brzmiało to zwyczajnie, niemal uspokajająco, w końcu z kim miałby rozmawiać, jeśli nie z nim? Z drugiej jednak strony ta normalność kontrastowała z moją sytuacją aż nazbyt wyraźnie.
Ja nie mogłem nawet wyjść z namiotu. Było to zbyt niebezpieczne. Każdy nieostrożny ruch mógł mnie skrzywdzić, więc pozostawało mi jedynie kryć się w ciemnym i grubym materiale, niemal wtapiając się w jego strukturę, czekając aż zapadnie zmrok, jedyna pora, która dawała mi szansę, by wreszcie opuścić to miejsce bezpiecznie, bez kontaktu ze słońcem które odebrałoby mi życie.
Szczerze mówiąc, był to chyba najdłuższy czas w moim życiu. Minuty rozciągały się w nieskończoność, jakby ktoś celowo spowolnił bieg zegara. W namiocie robiło się coraz bardziej duszno. Powietrze stało w miejscu, ciężkie i lepkie, utrudniając każdy oddech. Materiał nagrzewał się od słońca, zamieniając to schronienie w coś na kształt pułapki. Mimo tego, że słońce bezpośrednio nie uderzało w namiot i tak odrobinę nagrzewało materiał.
Najgorsza była jednak świadomość samotności. Siedziałem tam zupełnie sama, odcięty od świata, zdany wyłącznie na własne myśli. A te, zamiast pomagać, zaczynały działać mi na nerwy.
Każdy dźwięk wydawał się podejrzany, każdy szelest zbyt wyraźny, trochę mnie przy tym drażniąc. Na zewnątrz tak wiele się działo, a ja siedzę i tylko słucham a to wcale nie jest takie przyjemne
W końcu postanowiłem zamknąć oczy. Skupić się na dźwiękach dochodzących z otoczenia, odległych głosach, szumie wiatru, sporadycznym trzasku gałęzi. Liczyłem, że jeśli pozwolę sobie w nich zatonąć, czas zacznie płynąć szybciej. Że te półtorej godziny, które przede mną, przestaną być wiecznością, a staną się czymś, co da się po prostu przetrwać.
- Serathion, możesz już wyjść - Usłyszałem, otwierając oczy.
Zamrugałem kilka razy, zanim ostrożnie rozejrzałem się po wnętrzu namiotu. Na wszelki wypadek, dla własnego spokoju, upewniłem się, że nic się nie zmieniło. Dopiero wtedy sięgnąłem do wejścia i uchyliłem materiał, wychylając się na zewnątrz.
Chłodne powietrze uderzyło mnie w twarz, przynosząc natychmiastową ulgę po długim czasie spędzonym w dusznym wnętrzu.
- Nareszcie… - Mruknąłem, wychodząc w całości. - Już zaczynałem się tam nudzić. Nawet nie miałem z kim pogadać. - Nie byłbym sobą, gdybym choć odrobinę nie ponarzekał.
- Wybacz. Nie jestem w stanie nic na to poradzić - Odpowiedział spokojnie, uśmiechając się do mnie delikatnie - W namiocie jesteś bezpieczny, więc musisz tam zostać i czekać na mrok. Mogę cię jednak pocieszyć, za dwa dni dotrzemy do gospody. Tam będziesz mógł się umyć i przespać w wygodnym łóżku. - Uniosłem brew, patrząc na niego z uwagą.
Umyć się? Owszem, to brzmiało dobrze. Ale przespać?
Prychnąłem cicho.
Przecież wampiry nie śpią. Pomyliło mu się ze sobą i to ewidentnie.
- Wiesz, wydaje mi się, że podświadomie myślisz o sobie. Bo ja, jak dobrze pamiętasz, spać nie muszę - Zauważyłem z lekkim uśmiechem.
- To prawda, spać nie musisz - Przyznał spokojnie. - Ale leżeć na miękkim łóżku już możesz. - Nie mogłem się z tym nie zgodzić.
- Oj, tak… Miło byłoby zaznać odrobiny luksusu. A nawet jeśli nie luksusu, to chociaż zwykłej wygody - Stwierdziłem, przeciągając się lekko, jakby na samą myśl moje ciało próbowało przypomnieć sobie, czym jest komfort.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz