piątek, 15 maja 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Bardzo kochane z jego strony było to, że chciał się mną zaopiekować, karmiąc mnie własną krwią tyle, ile tylko był w stanie oddać, całkowicie zapominając przy tym o sobie. Jakby moje potrzeby były dla niego ważniejsze niż jego własne życie, jakby nie miało znaczenia to, że z każdą kolejną kroplą sam staje się coraz słabszy.
A przecież obaj doskonale wiemy, jak jest naprawdę. Wiemy, że bez krwi nie potrafi normalnie funkcjonować, że ona jest dla niego czymś więcej niż tylko potrzebą, jest siłą, oddechem, czymś, co pozwala mu istnieć. Nie musi poświęcać się dla mnie aż tak bardzo. Naprawdę jestem silny. Potrafię wytrzymać znacznie więcej, niż mu się wydaje.
Nawet jeśli jego krew daje mi ukojenie, nawet jeśli tylko ona naprawdę mnie nasyca, to przecież nie jest jedyną, która może utrzymać mnie przy życiu. Mogę pić również krew innych ludzi, zwierząt czy innych żyjących istot. Poradzę sobie. Może nie będzie to to samo, może nie przyniesie mi takiego spokoju jak jego obecność i smak jego krwi, ale przetrwam.
I właśnie dlatego tak bardzo boli mnie świadomość, że gotów jest wyniszczać samego siebie tylko po to, bym ja nie cierpiał. Bo prawda jest taka, że dużo łatwiej zniosę brak jego krwi niż on zdoła wytrzymać bez niej sam. Nie chcę, żeby dla mnie gasł. Nie chcę być powodem jego słabości ani powolnego upadku.
- Jesteś przeuroczy i kocham cię bardziej, niż potrafiłbym opisać, ale nie możesz przedkładać mojego dobra ponad własne. Naprawdę musisz bardziej uważać na siebie. Ja sobie poradzę… Mogę napić się krwi każdego człowieka, każdego zwierzęcia. Gdziekolwiek się znajdę, zawsze odnajdę choć odrobinę ukojenia dla głodu i pustki w brzuchu - Wyjaśniłem cicho, po czym pocałowałem go w policzek i uśmiechnąłem się do niego najczulej, jak potrafiłem.
- Wiesz, że to nie ma dla mnie żadnego znaczenia? I tak dam radę - Odpowiedział bez wahania.
Jakby w ogóle nie dopuszczał do siebie myśli, że sam również ma swoje granice. Jakby zupełnie nie myślał racjonalnie, a przecież powinien. Zdecydowanie powinien. W jego głosie nie było strachu ani zawahania, jedynie upór i ta nieznośna gotowość do poświęcenia wszystkiego dla mnie. I właśnie to martwiło mnie najbardziej.
Westchnąłem cicho, kręcąc głową. Zdecydowanie przesadzał. Musiał zacząć myśleć również o sobie, a ja, jeśli będzie trzeba, będę mu to powtarzał tak długo, aż wreszcie to zrozumie.
- Rozumiem, że chcesz być dla mnie dobry. Rozumiem też, że kochasz mnie nad życie, tak samo jak ja kocham ciebie… ale zacznij w końcu patrzeć także na siebie i zwracaj uwagę na własne zdrowie. Martwy na nic mi się nie przydasz - Powiedziałem spokojnie, muskając opuszkami palców jego dłoń. - Naprawdę lubię twoją krew… i jej cudowny smak, więc dobrze byłoby, gdybyś przeżył trochę dłużej niż rok czy dwa tylko dlatego, że notorycznie cię z niej wypijam. - W moim głosie pobrzmiewało lekkie rozbawienie, ale pod nim kryła się szczera troska. Zamknąłem oczy, pozwalając sobie na chwilę ciszy, by całkowicie oddać się wsłuchiwaniu w bicie jego serca. Spokojne, ciepłe i kojące. Ten dźwięk uspokajał mnie bardziej niż cokolwiek innego. Był dowodem na to, że wciąż żyje, że nadal jest obok mnie. I właśnie dlatego nie mogłem pozwolić mu tak lekkomyślnie się poświęcać.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz