Pokręciłem głową z cichym rozbawieniem, oddając się ciszy, która zapadła między nami. Tym razem jednak nie była niezręczna ani ciężka przeciwnie, wydawała się dziwnie przyjemna. Po rozmowie, po wyjaśnieniu sobie kilku spraw, wszystko stało się jakby prostsze. Nawet milczenie nabrało nowego znaczenia i nie ciążyło już tak bardzo jak wcześniej.
Nie chciałem wracać do tematu moich rodziców. Nie byli złymi ludźmi… a raczej wampirami, zawsze mieli swoje własne oczekiwania, zasady i wyobrażenia o tym, kim powinienem być. Kochali mnie, byłem tego pewien, ale gdzieś głęboko w środku czułem, że nie potrafiliby zaakceptować tego, kim stałem się teraz. Zmieniłem się bardziej, niż kiedykolwiek mogliby przypuszczać.
I chyba właśnie tego bałem się najbardziej.
Nie takiego syna chcieli wychować. Nie takim wampirem miałem się stać. Czasami miałem wrażenie, że gdyby mogli mnie teraz zobaczyć, w ich oczach pojawiłoby się rozczarowanie zamiast dumy.
Na szczęście już tego nie zobaczyli.
Bo gdyby żyli… prawdopodobnie sam byłbym dziś zupełnie innym wampirem.
Reszta podróży minęła nam spokojnie. Rozmawialiśmy od czasu do czasu, ale omijaliśmy temat rodziców i rodzin tych, których oboje tak naprawdę już nie mieliśmy. Były rzeczy zbyt bolesne, by wypowiadać je na głos, nawet przy sobie nawzajem.
- Czy to nie jest przypadkiem jakaś wioska? - Zapytałem zaskoczony, choć niemal od razu poczułem narastającą radość.
Sama myśl o zatrzymaniu się choćby na jeden dzień była kusząca. Ciepła kąpiel, prawdziwe łóżko, chwila spokoju bez ciągłego oglądania się za siebie… właściwie niczego więcej nie potrzebowałem. No, może poza jedzeniem dla Eliana i kota, oni w przeciwieństwie do mnie, musieli normalnie jeść.
Na tę myśl uśmiechnąłem się pod nosem.
- Tak, Różyczko. To mała wioska - Potwierdził z lekkim rozbawieniem.
Ekscytacja natychmiast rozlała się po moim ciele przyjemnym ciepłem. Tęskniłem za wszystkim, co choć trochę przypominało normalność.
- Cudownie… nareszcie będziemy mogli się wykąpać - Mruknąłem z wyraźnym zadowoleniem.
Już sama wizja gorącej wody sprawiała, że czułem się lżej, jakby zmęczenie ostatnich dni zaczynało powoli opuszczać moje ciało i myśli. Przez krótką chwilę mogłem niemal uwierzyć, że wszystko jeszcze kiedyś będzie dobrze, gdy dotrzemy do wyznaczonego miejsca.
Po dotarciu do niewielkiej wioski szybko znaleźliśmy gospodę, w której mogliśmy bezpiecznie zostawić Onyxa. Koń został zaprowadzony do małej stajenki, gdzie czekała na niego świeża woda, siano i chwila zasłużonego odpoczynku po długiej podróży.
Nam pozostało wejść do gospody i poprosić o pokój oraz ciepły posiłek dla Eliana i naszego kota, który również coraz wyraźniej domagał się jedzenia.
Gospoda była niewielka, ale przytulna. W powietrzu unosił się zapach pieczonego mięsa, drewna i ziół, a ciepło bijące od kominka przyjemnie otulało zmęczone ciało. Po tylu nocach spędzonych pod namiotem samo przebywanie w normalnym budynku wydawało się czymś niemal luksusowym.
Kiedy w końcu weszliśmy do wynajętego pokoju, westchnąłem z wyraźną ulgą.
- Nareszcie… chociaż jeden dzień spędzony gdzieś indziej niż pod namiotem - Powiedziałem zadowolony, rozglądając się po niewielkim pomieszczeniu.
Pokój nie był szczególnie elegancki, ale i tak wyglądał o wiele lepiej niż stary dwór czy prowizoryczne obozowisko, do których zdążyliśmy już przywyknąć. Stało tam szerokie łóżko przykryte grubym kocem, niewielki stolik i misa z wodą ustawiona przy ścianie. Dla wielu byłoby to zwyczajne miejsce, ale dla mnie w tamtej chwili wydawało się niemal idealne.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz