Usiadłem na łóżku i ciężko westchnąłem. Gdy wypowiedział to na głos, nie potrafiłem odmówić mu racji. Co ja mogłem poradzić na to, że lubiłem siadać na jego kolanach, A tak dokładnie na jego wielkim nabrzmiałym kutasie, zwłaszcza wtedy, gdy był już odpowiednio rozgrzany, twardy i gotowy do działania. Szkoda tylko, że podczas podróży tak rzadko mieliśmy ku temu okazję. Brakowało miejsca, czasu i chwili prywatności. A przecież sam wcale bym nie narzekał, gdyby każdego dnia znalazło się choć kilka minut na odrobinę przyjemności i odprężenia. Bliskość była przecież najlepszym sposobem, by choć na moment zapomnieć o zmęczeniu i całym świecie dookoła, a właśnie tego potrzebowałem teraz najbardziej.
Przeczesałem dłonią włosy i oparłem się plecami o ścianę, obserwując go uważnie.
- Nie mogę odmówić ci racji. Taki już jestem, lubię dobrze się bawić. A jeszcze bardziej lubię być dobrze wyruchanym, bo tylko wtedy życie ma choć odrobinę lepszy smak - Stwierdziłem z cichym rozbawieniem.
Patrzyłem, jak krząta się po pokoju, zajęty swoimi sprawami. Nawet coś tak zwyczajnego potrafiło skutecznie odciągnąć moje myśli od nudy. Sam jego widok wystarczał, żebym poczuł się odrobinę lepiej. Chodził od jednego kąta do drugiego, poprawiając swoje rzeczy i zajmując się tymi wszystkimi „ważnymi sprawami”, które najwyraźniej tylko on potrafił traktować aż tak poważnie. A ja? Ja po prostu korzystałem z okazji, by na niego patrzeć.
- Wiem to doskonale, Różyczko - Odpowiedział z rozbawieniem.
Ruszył w stronę wyjścia, ale zanim opuścił pokój, zatrzymał się jeszcze na moment przy drzwiach. - Niedługo wrócę. Idę sprawdzić, co u Onyxa, a potem przejdę się z kotem na spacer. A kiedy wrócę… - Urwał znacząco i posłał mi szybki, zadziorny uśmiech. - Jeśli będziemy mieli trochę czasu, na pewno dobrze go wykorzystamy. I to na tyle dobrze aby się nie mógł usiąść na tyłku tak długo jak to tylko będzie możliwe - Parsknąłem cicho pod nosem, ale nim zdążyłem odpowiedzieć, zniknął za drzwiami, pozostawiając mnie samego.
Cisza, która nagle wypełniła pokój, wydała mi się nieznośnie ciężka. Opuściłem wzrok na własne dłonie i skrzywiłem się lekko. W takich chwilach naprawdę brakowało mi książki albo czegokolwiek, czym mógłbym zająć myśli. Nawet robienie na drutach nie wydawało się już tak nudne jak siedzenie samemu ze sobą i własnymi myślami.
A to już było naprawdę złym znakiem.
Opadłem na łóżko i wlepiłem leniwe spojrzenie w sufit, próbując znaleźć sobie jakiekolwiek zajęcie. Problem polegał jednak na tym, że gdy zostawałem sam w pokoju, kompletnie nie wiedziałem, co zrobić z własnym czasem. Mogłem jedynie gapić się w sufit i szukać ratunku we własnych myślach, choć one również nie zawsze były dobrym towarzystwem.
Paradoksalnie właśnie wtedy wszystko wydawało się ciekawsze, każda najmniejsza rzecz, każdy dźwięk zza ściany czy nawet spacer przechodzących się ludzi po korytarzu nagle stawały się bardziej interesujące niż siedzenie w milczeniu samemu, co prawda, nadal siedzę sam i milcza ale chociaż słucham otoczenia. Nuda sprawiała, że człowiek a w tym wypadku wampir tak jak ja, zaczyna dostrzegać wartość w rzeczach, na które normalnie nawet nie zwróciłby uwagi.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz