czwartek, 7 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Czując, jak spłata nasze dłonie, mimowolnie zacząłem gładzić wierzch jego dłoni kciukiem. Naprawdę złagodniał... i to było niesamowite. Ile to wystarczyło, by zaczął myśleć o świecie w trochę inny sposób? Naprawdę niewiele. Byłem z niego naprawdę dumny. Z każdej dobrej rzeczy, którą kiedykolwiek uczynił i uczyni, będę dumny. Z każdego nieegoistycznego postępku i myśli będę dumny. Drobne kroczki, i ma szansę stać się tym moralnie lepszym wampirem, a to nie jest spotykane wśród wampirów. Przynajmniej nie niższych, a jak chodzi o wyższe, to raczej na nie nie poluję. Raczej, bo najczęściej tkwią w tych swoich wielkich zamczyskach, otoczonych zaczarowanymi sługami. Są wyjątki, samotnie podróżujące i tak samo mordercze, i na te wyjątki zdarzało mi się polować, ale je też mogłem liczyć na palcach jednej ręki. 
– Gdybyś nie śmierdział, to byłaby naprawdę magiczna chwila – powiedział w pewnym momencie, a ja zaśmiałem się cicho. Ta chwila była magiczna, dopóki nie powiedział tego na głos, ale chyba nie powinienem o tym mówić mu teraz.
– Oboje pachnieny prawie tak samo – przypomniałem mu, trzymając go mocno przy sobie. Szkoda, że był taki nijaki, jak chodzi o temperaturę. Nie mogłem go ogrzać swoim ciałem, nie przyjmowało ono mojego ciepła. Może też dlatego, że wokół było za zimno. Gdybym w tym momencie mógł się przytulić do kogoś ciepłego, byłaby to dla mnie duża ulga. Ale jakoś to przeżyję. Skoro tyle lat podróżowałem bez nikogo i dałem sobie radę. Teraz też z pewnością przeżyję. 
– Wiem, że oboje śmierdzimy, nie musisz mnie jeszcze bardziej dobijać – westchnął ciężko, niepocieszony. 
– Nie powiedziałem, że śmierdzimy. Powiedziałem, że pachniemy tak samo. Smród to ty poczujesz, jak znajdziemy się w moim mieście. Slumsy stanowią większą część tego miasta – odparłem spokojnie, rozglądając się dookoła. Absolutnie nic tu nie widziałem, i nie podobało mi się to. Zdecydowanie, wolałbym podróżować za dnia, ale wiem, że Serathion by chyba pierdolca w nocy dostał. Już teraz dostaje, więc aż bałem się, co takiego mógłby zrobić, jakby został w nocy beze mnie. 
– Ty mnie nauczysz poprawnego zachowania, a ja ciebie odróżniania zapachów. Jak ktoś pachnie, to znaczy, że czuć od niego przyjemny zapach. A jak ktoś śmierdzi, to masz ochotę zwymiotować. Chociaż, ja wymiotować nie mogę, chyba, że zjadłbym jakieś ludzkie jedzenie w większej ilości... ale czując to, co czuję, to nawet lepiej, bo nie mógłby się powstrzymywać – otrząsnął się z obrzydzeniem. Domyślałem się, że czuje więcej niż taki ja, ale też bez przesady. Naprawdę nie jest źle. Mam nadzieję, że wkrótce to zrozumie. 
– Dla mnie pachniesz. Mój zapach świetnie leży na twojej skórze. I jak dla mnie mógłbyś pachnieć tylko mną – wyszeptałem mu do ucha, a następnie ucałowałem go w policzek. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz