sobota, 2 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 I co ja z nim miałem robić...? Chociaż bardzo chciałem, musiałem spać, a że jeszcze była zima, spałem trochę dłużej niż zazwyczaj, zwłaszcza po całej nocy w siodle. Uda i pośladki bolały mnie niemiłosiernie, nie byłem za bardzo przyzwyczajony jeszcze do siodła i minie trochę czasu, nim przywyknę.
– Trzeba było mnie obudzić, jak już się bardzo nudziłeś – odpowiedziałem, przeciągając się leniwie. Trochę bolały mnie mięśnie, bądź co bądź to spanie na ziemi, a ja w ostatnich tygodniach zaznałem całkiem wygodnego łóżka, moje mięśnie się trochę przyzwyczaiły do miękkiego i wygodnego. 
– I co byśmy robili, jakbyś się obudził? Za dużo tu rzeczy robić nie możemy. Co najwyżej tylko sobie pogadać – powiedział, krzywiąc się niechętnie. – Ale trochę wywietrzyć ten namiot trzeba – dodał niechętnie. 
– Nie rozumiem. Naprawdę nie jest tak źle. Zszedł ten zapach z olejku różanego ze mnie i po prostu pachnę sobą – odpowiedziałem, niekoniecznie tym zrażony, a bardziej rozbawiony. Miałem wrażenie, że dopiero teraz poznaje prawdziwe życie, a nie to szlacheckie, udawane, ukryte za fałszywymi uśmiechami, zapachami i ładnymi falbankami. 
– Faktycznie. Śmierdzisz jak w dniu, w którym cię poznałem – skrzywił się. 
– Już zaraz umyję się najlepiej, jak mogę – powiedziałem, sięgając po swój plecak. – Pójdę po wodę, dla siebie i konia.
– Tylko... uważaj przy wychodzeniu – ostrzegł mnie. Nie musiał mi za każdym razem przypominać, że mam uważać na słońce. Wiem, z kim się związałem i wiem, co go może zabić. 
– Nie musisz mi przypominać o tym za każdym razem – odpowiedziałem spokojnie, zakładając na ciało swoją kurtkę. – Wiem, że słońce cię zabije. I zrobię wszystko, byś tego słońca nigdy nie zaznał. 
– Strach przed śmiercią jest trochę silniejszy – mruknął niechętnie. 
– Wiem. Ale przy mnie tego strachu czuć nie musisz – powiedziałem, chwytając jego dłoń i zbliżając ją do swoich ust. – Myślę, że możesz spokojnie wyjść. Słońce jest za wzgórzem, nie dosięgnie cię. 
– Zastanowię się – mruknął, zerkając niepewnie na wyjście z namiotu. 
– Więc się zastanawiaj – powiedziałem krótko, po czym opuściłem namiot. Najpierw zebrałem drewno i rozpaliłem małe ognisko, i dopiero po tym wybrałem się nad rzekę, by zebrać wodę i dla siebie, i na resztę potrzeb. Podczas, kiedy podgrzewałem wodę, zajmowałem się koniem zastanawiając się, co takiego zrobić sobie i Futerko do jedzenia. Miałem trochę suszonego jedzenia... ale czy kociak to zje? Do tej pory jadł tylko świeże mięso. Może powinienem zapolować? Ale czy zdążę? Domyślam się, że wraz z zachodem słońca Serathion będzie chciał natychmiast wyruszyć. Nawet jeżeli dzisiaj nic nie upoluję, jutro będę musiał na pewno coś złapać. Potrzebowałem chociaż co drugi dzień jakiegoś porządnego posiłku. 
– Faktycznie jest bezpiecznie – Serathion w końcu opuścił namiot pomimo tego, że słońce jeszcze nie zaszło. Postawił Futerko na śniegu, a on od razu zaczął rozglądać się dookoła. 
– Aż tak mi nie wierzysz? – spytałem rozbawiony, wyciągając z plecaka szare mydło, które zdecydowanie nie pachniało jak jego ulubiona róża. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz