piątek, 15 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Jego odpowiedź mnie troszkę rozbawiła. Aż tak się przejmuje swoim karmnikiem? Chociaż w sumie, troszkę racji może mieć. Im dłużej będę żyć, tym dłużej będzie mógł ze mnie spijać. Do czasu. W końcu jednak mój organizm staje się coraz słabszy, gorszy pod każdym względem, więc i moja krew będzie coraz to gorszej jakości. I będzie musiał sobie znaleźć kogoś innego, bo ja przestanę być potrzebny. Zanim się to stanie chyba lepiej, by już wszystko co we mnie najlepsze wykorzystał.
– Jeśli coś ma mnie zabić, to nie ty. A poza tym, lepiej, żebyś wykorzystał tę krew, bo jak jakimś cudem dożyję podeszłego wieku, to już nie będzie taka dobra dla ciebie – powiedziałem całkowicie poważnie. Nie ma w ogóle celu żadnego w tym, że długo przeżyję. Na starość nie dość, że nie będę przydatny, to i stanę się dla niego problemem. Będę nawet problemem dla siebie. Starość... starość mnie przeraża. Nigdy nie chciałbym jej przeżywać. Już wolę zbyt wcześnie odejść z tego świata niż czuć na własnej skórze, jak staję się coraz bardziej zależny od kogoś, jak przestaję sobie radzić z rzeczami, które do tej pory nie sprawiały mi żadnych problemów. 
– Jakim cudem możesz być tak mądry, a jednocześnie takie głupoty pierdolisz – pokręcił z niedowierzaniem głową. – Masz żyć, jak najdłużej. To nie podlega dyskusji. 
– Zobaczymy, co na te plany powie świat. On ma swój własny plan – odpowiedziałem, cicho wzdychając. 
– Jak będziesz faktycznie o siebie dbać, to nic nie powie. I jak jeszcze raz powiesz coś w tym stylu, to ci przyłożę. A jak ja ci przyłożę, to ci się wszystkie klepki w głowie poprzestawiają – zagroził mi, co przyjąłem z uśmiechem. Zawsze tylko tak sobie gadał, i co? Wątpiłem, by kiedyś faktycznie coś takiego się wydarzyło, ale pogrozić sobie zawsze może. – I żeś teraz wszystko zniszczył. A tak miło mi było. 
– Wybacz, Różyczko. Chcę po prostu, żebyś czuł się jak najlepiej – uśmiechnąłem się delikatnie. – Jeszcze będziemy mieć mnóstwo miłych chwil. Mogę ci to obiecać. 
– O ile dożyjesz – mruknął, podnosząc się do siadu. – Ale teraz serio powinniśmy się zbierać. Zanim ty się ogarniesz, i zjesz, i zbierzesz wszystko, to akurat już będziemy mogli wyruszać. 
– Pewnie, zrozumiałem aluzję – mruknąłem niechętnie, po czym rozciągnąłem się leniwie. Pewnie miał rację. 
– Już, już. Nie pali się przecież – mruknąłem, niechętnie wstając z łóżka. I tyle by było z odpoczynku... od razu odruchowo poprawiłem swoje włosy, i ruszyłem za nasz malutki parawanik, który w sumie był złożony, by się powoli ogarnąć, umyć twarz, zęby, spiąć moje wspaniałe włosy. Myślę, że w przeciągu godziny będziemy gotowi. A czy za godzinę zachodzi słońce? Nie wiem, to określę, jak zejdę na dół. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz