sobota, 16 maja 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Dopiero gdy Elian wyszedł, żeby przygotować się do drogi, dotarł do mnie jeden, z pozoru błahy fakt, właściwie nie miałem pojęcia, co ze sobą zrobić.
Nie miałem żadnych obowiązków. Żadnego zajęcia, którym mógłbym zabić czas.
Nie mogłem nawet nakarmić zwierząt, bo musiałbym opuścić pokój, a to oznaczałoby kontakt ze słońcem. Dla mnie byłaby to śmierć, prosta, bardzo bolesna może nawet szybko i nieunikniona. Nie było więc sensu nawet rozważać takiej możliwości.
Sprzątanie również odpadało. W pokoju panował porządek. Jedyne, co pozostało do zrobienia, to pościelenie łóżka, ale to mogło poczekać, aż w końcu z niego wstaniemy. A właściwie aż ja z niego łaskawie wstanę.
Mógłbym też się spakować… choć prawda była taka, że Elian zrobiłby to lepiej. Ja pewnie wrzuciłbym wszystko byle jak, a on i tak musiałby później poprawiać mój chaos. Lepiej więc było oszczędzić nam obu dodatkowej pracy i straconego czasu.
W efekcie pozostało mi jedynie leżenie w łóżku i korzystanie z jego miękkości tak długo, jak tylko mogłem.
Nie musiałem jeść. Nie potrzebowałem dbać o higienę w taki sposób jak ludzie. Moje ciało się nie pociło, nie brudziło i nie wydzielało żadnego zapachu. No… może poza wonią śmierci, która pojawiała się po zbyt długim kontakcie ze światem zewnętrznym i zbyt krótkim z przyjemnymi aromatami osiadającymi na mojej skórze oraz ubraniach.
Elian wykonywał każdego ranka dziesiątki drobnych czynności, o których ja nawet nie musiałem myśleć. Jedzenie, mycie się, szykowanie ubrań, pakowanie rzeczy, wszystko to należało do świata żywych.
Ja mogłem jedynie czekać.
I ewentualnie pomagać wtedy, gdy naprawdę była taka potrzeba.
Naszą małą łazienkę, o ile tak w ogóle można ją nazwać, wysprzątałem tylko dlatego, że mnie o to poprosił. Gdyby teraz potrzebował pomocy przy czymś innym, spróbowałbym mu pomóc najlepiej jak potrafię… choć wciąż nie miałem pewności, czy robię to dobrze.
Nadal uczyłem się być taki jak on.
Takim zwyczajnym, a jednocześnie wyjątkowym w tym wszystkim człowiekiem.
A to nie było łatwe, kiedy przez całe swoje istnienie było się wampirem.
Obaj doskonale zdawaliśmy sobie z tego sprawę.
- Muszę przyznać, że bardzo ładnie posprzątałeś za parawanem. Myślałem, że jednak tego nie zrobisz - Powiedział wracając do mnie na krótki moment.
Na te słowa moje policzki natychmiast się napuszyły, zdradzając niezadowolenie.
- Mówiłem ci, że to przecież nie jest takie trudne. Poza tym zdążyłem się już czegoś nauczyć obserwując ciebie - Wyjaśniłem z lekkim oburzeniem.
Elian uśmiechnął się pod nosem, najwyraźniej rozbawiony moją reakcją.
- Oczywiście, ani trochę w to nie wątpię. Skoro więc tak dobrze idzie ci sprzątanie, może zechcesz spakować nas do drogi? - Gdy tylko dotarł do mnie sens jego słów, spojrzałem na niego z niedowierzaniem. No nie… chyba jednak trochę przesadzał. Posprzątałem po nas, i to powinno w zupełności wystarczyć. Pakowanie zdecydowanie należało do niego. Niech on też zrobi coś pożytecznego.
- Bardzo chętnie, ale… hm… cóż… Myślę, że gdybym to ja nas pakował, i tak musiałbyś później wszystko poprawiać - Stwierdziłem w końcu. - Nie jestem zbyt dobry w układaniu rzeczy w plecaku. Lepiej będzie, jeśli ty się tym zajmiesz. - Oczywiście przedstawiłem to w taki sposób, żeby zabrzmiało rozsądnie i praktycznie, a nie jak zwykła próba wymigania się od obowiązków. W końcu miałem swoją dumę.
Poza tym Elian i tak układał wszystko według własnego dziwnego porządku. Ja wrzuciłbym rzeczy tam, gdzie akurat byłoby miejsce, a on później godzinami poprawiałby każdy szczegół, mrucząc pod nosem, że „tak będzie wygodniej” albo „łatwiej będzie coś znaleźć”.
Szczerze mówiąc, oszczędzałem nam tylko niepotrzebnej pracy.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz