Sukkub natychmiast przykuł moją uwagę. Przez jego pojawienie się niemal przestałem słuchać pytania Eliana. Mój wzrok uparcie śledził tego irytującego chłopaka, który z pewnym siebie uśmiechem rozglądał się po sali, obdarzając spojrzeniami mijających go mężczyzn. Wyglądał, jakby kogoś szukał.
Po chwili okazało się, że tym kimś był Elian.
Młody inkub ruszył prosto w naszym kierunku. Jego blond włosy połyskiwały w świetle świec a na ustach błąkał się uśmiech, który od pierwszej sekundy działał mi na nerwy. Co gorsza, był dokładnie w takiej postaci, jaka najwyraźniej miała przypaść do gustu mojemu partnerowi.
- A więc mówisz, że to nie twój typ? - Mruknąłem, nie odrywając od niego wzroku.
Elian spojrzał na mnie i wzruszył ramionami, jakby w ogóle nie zauważył zbliżającego się blondyna.
- Nie jest. - Stwierdził wzruszając delikatnie ramionami
- Doprawdy? - Nie zdążył odpowiedzieć. Inkub zatrzymał się przy naszym stoliku i oparł dłoń o jego krawędź.
- Witaj, przystojniaku - Odezwał się melodyjnym głosem, patrząc prosto na Eliana.
Poczułem, jak moje dłonie zaciskają się pod stołem.
Elian zmarszczył lekko brwi.
- Przepraszam, ale spędzam czas ze swoim chłopakiem. Poza tym nawet cię nie znam. - Przez krótką chwilę miałem nadzieję, że to wystarczy, by się odczepił.
Niestety.
Uśmiech blondyna jedynie się poszerzył.
- Nazywam się Lucerion. Ty jesteś Elian, więc można powiedzieć, że już trochę się znamy. - Pokazał przy tym rząd nienaturalnie białych kłów.
- Skąd wiesz, jak mam na imię? - Zapytał Elian, unosząc brew.
Lucerion przechylił głowę na bok, a w jego oczach błysnęło coś niepokojącego.
- Wiem o tobie znacznie więcej, niż ci się wydaje. - Poczułem, jak w mojej piersi narasta gniew. Każde jego słowo, każdy uśmiech i każde spojrzenie posyłane Elianowi działały mi na nerwy. Coś było z nim nie tak. Nie chodziło już nawet o sam fakt, że flirtował z moim partnerem.
On wyglądał, jakby przyszedł tutaj z konkretnym celem.
A ja coraz bardziej nabierałem przekonania, że tym celem był właśnie Elian.
Jeżeli Lucerion zamierzał sprawić mu kłopoty, popełniał ogromny błąd.
Bo nie miałem najmniejszego zamiaru pozwolić mu się do niego zbliżyć.
- A więc wyjawisz mi, co zamówiłeś dla mnie na śniadanie? - Zapytał Elian, całkowicie ignorując mężczyznę stojącego przy naszym stoliku.
Skupił całą swoją uwagę na mnie, co szczerze mówiąc, trochę mnie zaskoczyło. Spodziewałem się, że przynajmniej przez chwilę będzie rozmawiał z inkubem, zwłaszcza że tamten najwyraźniej robił wszystko, by zwrócić na siebie jego uwagę. Tymczasem Elian zachowywał się tak, jakby Lucerion w ogóle nie istniał.
Nie ukrywam, że bardzo mi się to podobało.
- Poprosiłem dla ciebie o naleśniki z odrobiną słodkich dodatków - Odpowiedziałem, odwzajemniając jego spojrzenie.
Podobnie jak on starałem się całkowicie ignorować sukkuba. Nie było to łatwe, zwłaszcza gdy czułem na sobie jego wzrok, ale nie zamierzałem dawać mu satysfakcji.
Lucerion przez chwilę jeszcze stał obok naszego stolika. Próbował wtrącić się do rozmowy, rzucał zaczepne uwagi i posyłał Elianowi uśmiechy, które najwyraźniej miały działać uwodzicielsko. Mój partner jednak nawet na niego nie spojrzał.
Po kilku minutach blondyn w końcu zrezygnował.
Na jego twarzy nadal widniał ten sam pewny siebie uśmiech, gdy odwrócił się i odszedł między stolikami.
Odprowadzałem go wzrokiem, dopóki nie zniknął mi z oczu.
Mimo to nie potrafiłem się rozluźnić.
Coś mi mówiło, że to nie było nasze ostatnie spotkanie.
Sukkuby i inkuby słynęły ze swojej przebiegłości. Były cierpliwe, uparte i niezwykle skuteczne w osiąganiu swoich celów. Kiedy czegoś lub kogoś zapragnęły, rzadko odpuszczały.
A sposób, w jaki Lucerion patrzył na Eliana, nie pozostawiał mi żadnych złudzeń.
On jeszcze wróci.
I miałem bardzo złe przeczucie, że następnym razem nie odejdzie tak łatwo.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz