piątek, 12 czerwca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Gdyby był inny sposób, wprowadziłbym go w życie. Ale jak zacznie gryźć innych, zacznie siać panikę, już nie mówiąc o tym, że nie chcę, by gryzł innych. Nienawidzę tego. A zwierzęta? Widzę przecież, że to tylko sposób na zagłuszenie głodu, nie na jego pozbycie się. W ich krwi jest zdecydowanie za mało składników odżywczych, w przeciwnym razie nie byłby tak wygłodzony przez tyle lat. Wychodzi więc na to, że zostałem mu tylko ja. I jakoś sobie z tym muszę prowadzić. Nie dostrzegam u siebie żadnych niepokojących objawów; w głowie mi się nie kręci jak wstaję, nie jestem jakoś osłabiony czy chronicznie zmęczony. Jak będzie jadł regularnie, małe porcje, po troszeczku, mój organizm zacznie się przyzwyczajać i się już powolutku wyrabia. Wydaje mi się, że póki nie zacznie pić więcej, utrzyma się przy tej ilości, nie będę miał problemów... a przynajmniej na to po cichu liczyłem. Na razie wszystko na to wskazuje. 
– Nie zauważyłem u siebie żadnych niepokojących symptomów, a już trochę ze mnie spijasz – odpowiedziałem spokojnie, podchodząc do wiklinowego koszyczka, który był jej chwilowym łóżeczkiem. Jak dla mnie mogłaby spać ze mną, w naszym łóżku, ale Serathion chyba by mnie na podłogę wywalił. 
A może nie? 
Wydaje mi się, że już ta jego niechęć do niej się skończyła. Bardzo szybko się skończyła, tak swoją drogą. Jeszcze moment i ją polubi, ale dla zachowania pozorów będzie udawał, że wcale tak nie jest, jak to przecież miało miejsce z dziećmi. Nie rozumiem, czemu tak bardzo się upierał, że ich nie lubi. Bawił się wtedy z nimi świetnie... no ale też trzeba było przyznać, dzieciaki były dobrze wychowane, a to też wiele zmienia. Gdyby na pierwszy ogień miał się opiekować rozwydrzonymi bachorami, zdecydowanie ta jego nienawiść byłaby uzasadniona. 
– A twoje zmęczenie? – zauważył, krzyżując ręce na piersi. 
– Moje zmęczenie wynika z innych czynników – odpowiedziałem spokojnie, skracając dystans między nami. – Zapewniam cię, że kiedy zmieni się pora roku, ja też odżyję. Nie musisz się o to martwić – dodałem, kładąc dłoń na jego policzku. 
– Boję się, że się nie powstrzymam i cię skrzywdzę – przyznał cicho, patrząc gdzieś w bok. 
– I ta obawa sprawia, że ci ufam – wyszeptałem, po czym załączyłem nasze usta w namiętnym, powolnym pocałunku. Serathion bez wahania go odwzajemnił, zarzucając ręce na mój kark. Zadowolony z jego reakcji przesunąłem swoje dłonie na jego pośladki i uniosłem go do góry. Moja Różyczka bezbłędnie odczytała moje zamiary i zaraz oplotła swoje nogi wokół moich bioder. Zdecydowanie niech się skupi na czymś innym, a nie na tym, czy mnie krzywdzi swoim gryzieniem czy nie. Trzymając go mocno i blisko siebie, usiadłem z nim na łóżku, sadzając go na swoich kolanach. – Śmiało. Napij się trochę – dodałem, kiedy oderwałem od niego swoje usta. 
– Ale tylko kapkę – powiedział cicho, po chwili wahania. 
– Oczywiście. Mały łyczek – potwierdziłem, odchylając szyję. Łyczek też będzie dobry. 
Serathion wbił ostrożnie kły w moją skórę. Westchnąłem cicho, czując przyjemne dreszcz przebiegający wzdłuż mojego kręgosłupa. I się dziwić, że ludzie nie chcą uciekać, kiedy dopadnie je wampir, skoro przy gryzieniu towarzyszy im takie uczucie. 
– Wiesz, że są inne sposoby, żebyś stwardniał? Nie muszę cię gryźć – odpowiedział rozbawiony, odsuwając się ode mnie bez większego problemu. Jego siła woli była godna podziwu. 
– Może i, ale przez gryzienie łącze przyjemne z pożytecznym – przyznałem zgodnie z prawdą, uśmiechając się zaczepnie. 
Nie czekając na jego odpowiedzi znów go pocałowałem; usta, policzki, linię żuchwy, szyję. W międzyczasie zacząłem pozbywać się jego ubrań, by w końcu dobrać się do jego klatki piersiowej. Kiedy w końcu się to udało, uśmiechnąłem się pod nosem. Mój, calutki mój. 
– Przepiękny jesteś – wymruczałem, po czym złożyłem na jego obojczyku delikatny pocałunek. Oj, zdecydowanie dzisiaj nie zamierzam się spieszyć, tylko smakować jego piękne ciałko powoli. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz