środa, 10 czerwca 2026

Od Soreya CD Mikleo

 Uśmiechnąłem się do niego lekko, chociaż bez przekonania. W końcu, stałem przed nim ukryty iluzją, o to jeszcze trochę podrasowaną. Skoro już mogłem, to chciałem pozbyć się tych mankamentów, które to miał mój anielski wygląd. Wszystko po to, by być jak najatrakcyjniejszy dla Mikleo. I to działa, a jednak... nie cieszyło mnie to. Czułem się trochę jak jakiś oszust. Na początku to był dla mnie bardzo dobry pomysł, a teraz... Cóż, lepiej już nic w tej mojej iluzji nie grzebać. 
– Cieszę się, że iluzja spełnia swoją rolę – powiedziałem, podchodząc do niego trochę niepewnie. 
– Gdyby jej nie było, też uważałbym cię za przystojnego – powiedział lekko, skracając dystans między nami i kładąc na moim policzku swoją chłodną dłoń. – Kocham cię, i wygląd nie ma dla mnie znaczenia – dodał, na co uniosłem w niedowierzaniu brew. 
W tak piękne kłamstwo to ja nigdy nie uwierzę. Wygląd ma znacznie. Dla niektórych większe, dla niektórych mniejsze. Ja należałem do tej drugiej grupy, chociaż. Na wygląd Mikleo nie mogę narzekać, jest on przepiękny. Czułem jednak, że... to nie dlatego go pokochałem. Ciężko mi stwierdzić, co to konkretnie było, kompletnie tego nie pamiętałem. Za to doskonale pamiętałem, co poczułem, kiedy wróciłem z nieba jako anioł. I co też poczułem, kiedy zobaczyłem go po raz pierwszy po powrocie. Cokolwiek między nami jest, jest to coś więcej niż tylko miłość. 
– No dobrze, może odrobinkę zwróciłem uwagę na twój wygląd. Ale to nie on sprawił, że się w tobie zakochałem – dodał, gładząc moją rozgrzaną skórę. Jego dotyk był taki przyjemny... Nie cierpiałem chłodu, ale jego dotyk zawsze był dla mnie kojący. Bardziej martwiłem się, kiedy jego dotyk był ciepły, chyba, ze było to po seksie. Po seksie zawsze był rozgrzany. – Jak dla mnie równie dobrze możesz nie mieć tej iluzji. Nie przeszkadzałoby mi to. 
– Może na początku. Ale później nie mógłbyś na mnie patrzeć. A dzieciaki dopiero by się mnie bały – dodałem ze smutkiem. Byłem tego bardziej niż świadom. Moja energia już źle na nich działała. A jeśli bym się nie krył ze swoim paskudnym wyglądem... Nie moglibyśmy tutaj normalnie funkcjonować. I tak ciężko nam idzie być jakąś normalną rodziną. Wszystko, czego się nie dotknę, zaraz to psuję, jakby moją specyficzną mocą był wszechobecny pech. 
– Powinieneś się bardziej na nas otworzyć. Kochamy cię. I nie odtrącimy cię z tak błahego powodu – odpowiedział, po czym stanął na palcach, by móc złożyć pocałunek na linii mojej żuchwy. Łatwo mu mówić. Ciągle muszę się pilnować, by nie wybuchnąć. By gniew nie zawładnął całkowicie moim umysłem, a to potrafi się stać z powodu byle błahostki. Ostatnio coraz lepiej mi to wychodzi, jednakże nigdy nic nie wiadomo. Każdy w końcu pęka. W piekle mogłem się niejednokrotnie wyżyć. A tutaj? Muszę wszystko chować w sobie. 
– Odpowiedziałbym, że powinniście, ale znam twoje zdanie na to temat i zamiast tego zaproponuję ci pomoc z obiadem. Lepiej, żeby dzieci miały obiad, kiedy wrócą ze szkoły – zaproponowałem, gotów do roboty. Wystarczy tylko, że powie mi, co mam robić, i ja to uczynię. A że ostatnio mają wracać prosto do domu, także żadnych dodatkowych minut nie będziemy mieć. A jak się skupię na robocie, nie będę myśleć o moich planach. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz