Może ma rację, a może nie powinienem się aż tak martwić. Ale co miałem zrobić, kiedy w moim życiu po raz pierwszy pojawił się ktoś, kogo naprawdę pokochałem? Ktoś, kto stał się dla mnie rodziną, której od lat nie miałem. Teraz... teraz po prostu nie chcę go stracić. Tak naprawdę to dzięki niemu znów potrafię żyć pełnią życia i czerpać z niego szczęście. Tak właśnie powinienem był żyć od dawna, i pewnie bym żył, gdyby nie śmierć moich rodziców oraz odtrącenie przez resztę rodziny. Rodziny, która nie chce mieć ze mną nic wspólnego tylko dlatego, że jestem sobą. I wiem, że to nigdy się nie zmieni. Ja po prostu już zawsze będę czarną owcą w naszej rodzinie..
Ciężko westchnąłem i odwróciłem wzrok. Nie chciałem dłużej wracać do tych wspomnień. Każde kolejne słowo tylko rozdrapywało rany, które ledwie zaczęły się goić. Dzisiaj chciałem skupić się na czymś innym. Na kimś innym. Na mężczyźnie który dawał mi to czego już dawno nie miałem i nie czułem, dawał mi miłość która dodawała mi skrzydeł.
- Może już o tym nie rozmawiajmy. Tym razem zdecydowanie lepiej będzie pomilczeć, niż znów wracać do tematu tego chłopaka - Przyznałem cicho, starając się zachować spokój. Nie chciałem się denerwować. Chciałem po prostu spędzić czas z Elianem, nacieszyć się jego obecnością i choć na chwilę zapomnieć o wszystkim, co mnie bolało.
Na ustach Eliana pojawił się łagodny uśmiech.
- Oczywiście, Różyczko, jeśli tylko tego pragniesz - Wyszeptał delikatnie muskając ustami moje czoło, a ten drobny gest sprawił, że napięcie, które od dłuższego czasu ściskało moje serce, nieco zelżało. W jego obecności nawet cisza wydawała się bezpieczna. Nie musieliśmy nic mówić. Wystarczyło, że był obok.
Spacer z Elianem był naprawdę bardzo przyjemny. Miło było po prostu spędzać z nim czas rozmawiać, spacerować u jego boku i cieszyć się jego obecnością. Ku mojemu zaskoczeniu nawet Rose nie działała mi już tak na nerwy jak wcześniej. Chyba powoli zaczynałem się do niej przyzwyczajać. A może po prostu starałem się to zrobić, wiedząc, jak bardzo zależy na niej Elianowi. To właśnie jego szczęście było dla mnie najważniejsze i tylko ono miało znaczenie.
Mimo wszystko, choć coraz bardziej akceptowałem obecność Rose, nadal nie czułem się przy niej swobodnie. Wolałem, żeby to Elian się nią zajmował. Ja zdecydowanie bardziej odnajdywałem się w towarzystwie naszego kota, mogłem bez wahania wziąć go na ręce, pogłaskać, podrapać za uchem czy pozwolić mu zwinąć się na moich kolanach.
Do psa wciąż nie zdążyłem się przyzwyczaić. Jeszcze nie na tyle, by bez skrępowania brać Rose na ręce czy okazywać jej tyle czułości, ile okazywałem kotu. Sama jej obecność przestała mi przeszkadzać, ale otworzenie się na nią było zupełnie inną sprawą. Potrzebowałem czasu.
Rozejrzałem się dookoła, chłodny wiatr coraz częściej dawał o sobie znać. A to mimo wszystko trochę mnie martwiło.
- Zastanawiam się, czy nie powinniśmy już wrócić do pokoju - Odezwałem się po chwili. - Na zewnątrz robi się coraz zimniej, a to raczej nie jest komfortowe ani dla ciebie, ani dla zwierzaków. Poza tym Rose jest jeszcze mała i pewnie odczuwa niską temperaturę bardziej niż my. A mimo wszystko nie chciałbym, żebyś się przeziębił. - Gdy tylko skończyłem mówić, dostrzegłem uśmiech pojawiający się na twarzy Eliana. Wyglądał na wyjątkowo zadowolonego.
Westchnąłem ciężko i od razu uniosłem ostrzegawczo palec.
- Nawet tego nie komentuj. Ani słowa. Po prostu ciesz się, że ją toleruję. - W jego oczach zatańczyły rozbawione iskierki, jakby doskonale wiedział, o czym myślę.
Odwróciłem wzrok, udając obojętność.
Przecież nie lubiłem psów. I raczej nic nie wskazywało na to, żeby miało się to zmienić...Prawda?
Ciężko westchnąłem i odwróciłem wzrok. Nie chciałem dłużej wracać do tych wspomnień. Każde kolejne słowo tylko rozdrapywało rany, które ledwie zaczęły się goić. Dzisiaj chciałem skupić się na czymś innym. Na kimś innym. Na mężczyźnie który dawał mi to czego już dawno nie miałem i nie czułem, dawał mi miłość która dodawała mi skrzydeł.
- Może już o tym nie rozmawiajmy. Tym razem zdecydowanie lepiej będzie pomilczeć, niż znów wracać do tematu tego chłopaka - Przyznałem cicho, starając się zachować spokój. Nie chciałem się denerwować. Chciałem po prostu spędzić czas z Elianem, nacieszyć się jego obecnością i choć na chwilę zapomnieć o wszystkim, co mnie bolało.
Na ustach Eliana pojawił się łagodny uśmiech.
- Oczywiście, Różyczko, jeśli tylko tego pragniesz - Wyszeptał delikatnie muskając ustami moje czoło, a ten drobny gest sprawił, że napięcie, które od dłuższego czasu ściskało moje serce, nieco zelżało. W jego obecności nawet cisza wydawała się bezpieczna. Nie musieliśmy nic mówić. Wystarczyło, że był obok.
Spacer z Elianem był naprawdę bardzo przyjemny. Miło było po prostu spędzać z nim czas rozmawiać, spacerować u jego boku i cieszyć się jego obecnością. Ku mojemu zaskoczeniu nawet Rose nie działała mi już tak na nerwy jak wcześniej. Chyba powoli zaczynałem się do niej przyzwyczajać. A może po prostu starałem się to zrobić, wiedząc, jak bardzo zależy na niej Elianowi. To właśnie jego szczęście było dla mnie najważniejsze i tylko ono miało znaczenie.
Mimo wszystko, choć coraz bardziej akceptowałem obecność Rose, nadal nie czułem się przy niej swobodnie. Wolałem, żeby to Elian się nią zajmował. Ja zdecydowanie bardziej odnajdywałem się w towarzystwie naszego kota, mogłem bez wahania wziąć go na ręce, pogłaskać, podrapać za uchem czy pozwolić mu zwinąć się na moich kolanach.
Do psa wciąż nie zdążyłem się przyzwyczaić. Jeszcze nie na tyle, by bez skrępowania brać Rose na ręce czy okazywać jej tyle czułości, ile okazywałem kotu. Sama jej obecność przestała mi przeszkadzać, ale otworzenie się na nią było zupełnie inną sprawą. Potrzebowałem czasu.
Rozejrzałem się dookoła, chłodny wiatr coraz częściej dawał o sobie znać. A to mimo wszystko trochę mnie martwiło.
- Zastanawiam się, czy nie powinniśmy już wrócić do pokoju - Odezwałem się po chwili. - Na zewnątrz robi się coraz zimniej, a to raczej nie jest komfortowe ani dla ciebie, ani dla zwierzaków. Poza tym Rose jest jeszcze mała i pewnie odczuwa niską temperaturę bardziej niż my. A mimo wszystko nie chciałbym, żebyś się przeziębił. - Gdy tylko skończyłem mówić, dostrzegłem uśmiech pojawiający się na twarzy Eliana. Wyglądał na wyjątkowo zadowolonego.
Westchnąłem ciężko i od razu uniosłem ostrzegawczo palec.
- Nawet tego nie komentuj. Ani słowa. Po prostu ciesz się, że ją toleruję. - W jego oczach zatańczyły rozbawione iskierki, jakby doskonale wiedział, o czym myślę.
Odwróciłem wzrok, udając obojętność.
Przecież nie lubiłem psów. I raczej nic nie wskazywało na to, żeby miało się to zmienić...Prawda?
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz