Ależ on stąpał po cienkim lodzie.
Ja podobny do tego przeklętego sukkuba? Nie ma nawet mowy. Po pierwsze, miał zupełnie inny kolor oczu. Po drugie, jego włosy nijak nie przypominały moich. Do tego dochodziła cera i rysy twarzy. Jakim cudem Elian w ogóle mógł mnie z nim porównać?
To była jakaś kpina.
Miał szczęście, że siedzieliśmy w towarzystwie innych ludzi. Gdyby nie to, chyba rozniósłbym ich obu.
- Ty już lepiej nic nie mów. Tylko bardziej się pogrążasz - Mruknąłem chłodno, nie mając najmniejszej ochoty słuchać jego tłumaczeń.
Każde kolejne słowo działało mi na nerwy. Im bardziej próbował się wybronić, tym większą czułem irytację. Dla własnego dobra powinien po prostu zamilknąć, zanim naprawdę wyprowadzi mnie z równowagi. A wtedy mogłoby skończyć się kłótnią, której żaden z nas nie chciał. Przynajmniej miałem nadzieję, że nie chciał.
Elian, widząc moją minę, w końcu zamilkł. Spojrzał tylko na młodą dziewczynę, która właśnie postawiła przed nim talerz naleśników.
I dobrze.
Niech skupi się na jedzeniu. To zdecydowanie lepiej mu wychodziło niż szukanie wymówek.
Mój partner zabrał się za posiłek w milczeniu, najwyraźniej uznając, że dalsze drażnienie mnie nie jest najlepszym pomysłem. Ja natomiast siedziałem sztywno na swoim miejscu, co chwilę przenosząc wzrok z niego na tego przeklętego sukkuba.
A sukkub wcale nie pomagał mojemu nastrojowi.
Nie raczył nawet na moment oderwać wzroku od Eliana.
To doprowadzało mnie do szału.
Za każdym razem, gdy ich spojrzenia przypadkiem się krzyżowały, czułem, jak zaciskają mi się szczęki. W głowie zaczynały pojawiać się coraz mniej przyjemne pomysły dotyczące tego, co mógłbym zrobić, żeby wreszcie przestał się tak bezczelnie gapić.
To był mój partner. Mój.
I nie miałem najmniejszego zamiaru dzielić się nim z kimkolwiek, a już na pewno nie z jakimś nadętym sukkubem, który najwyraźniej nie rozumiał znaczenia słowa „granice”.
Naprawdę powinien sobie odpuścić.
Dla własnego dobra.
Elian spokojnie dokończył swój posiłek, a potem zajął się tym małym psiakiem. Wyciągnął dla niego kilka kawałków jedzenia i nakarmił go z taką troską, jakby było to najważniejsze stworzenie na świecie.
Obserwowałem to z boku, udając całkowity brak zainteresowania.
Musiałem jednak przyznać, choć niechętnie, że zaczynałem się do tego kundla odrobinę przyzwyczajać. Tylko troszeczkę. Nie oznaczało to oczywiście, że go polubiłem. Wciąż był zwykłym, głupim psem, który gubił sierść, plątał się pod nogami i nieustannie domagał się uwagi.
Mimo to jego obecność przestawała być aż tak irytująca jak na początku.
Kiedy Elian skończył się nim zajmować, wreszcie mogliśmy ruszyć w dalszą drogę. Opuściliśmy gospodę, zostawiając za sobą gwar rozmów, zapach jedzenia i wszystkich jej gości.
A przede wszystkim sukkuba.
Wychodząc, jeszcze raz zerknąłem przez ramię, chcąc upewnić się, że ten przeklęty typ zostaje na swoim miejscu. Miałem szczerą nadzieję, że nie wpadnie mu do głowy podążanie za nami. Wystarczająco działał mi na nerwy podczas obiadu a może raczej kolacji i nie zamierzałem znosić jego towarzystwa przez resztę dnia.
Niestety, coś podpowiadało mi, że los nie będzie dla mnie aż tak łaskawy.
A jeśli sukkub rzeczywiście postanowi nas śledzić... Cóż.
Dla jego własnego dobra powinien dwa razy się nad tym zastanowić. Bo nasze spotkanie może zakończyć się naprawdę źle..
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz