Jak na moje, za dużo myślał, za bardzo się obawiał. I zbyt negatywnie postrzegał świat. Nie jesteśmy pierwszą taką ludzko-wampiryczną parą. Nie, żeby było ich wiele, ale to nie my przecieramy szlaki. Znałem historie i ze szczęśliwym zakończeniem, jak i te nie do końca przyjemne do wysłuchania. A jak się skończy nasza historia? Nie mam pojęcia. Może nie do końca szczęśliwie dla Serathiona, bo w końcu umrę, ale dopóki żyję mam nadzieję, że będzie to najszczęśliwsze kilka lat w jego życiu, a później znajdzie kogoś kto również da mu szczęście. Wiem, że mógłby mi zapewnić życie wieczne, ale nie chciałem zostać wampirem. Nie chciałem wiecznie żyć. To byłoby męczące. No i ile rzeczy musiałbym się wyrzec; snu, jedzenia, słońca... Czyli to, co kochałem w byciu człowiekiem. Oby Serathion tylko to zrozumiał, i nie próbował mnie ratować, jeżeli nagle bym odszedł z tego świata.
– Więc skup się tylko ja mnie. A cała reszta nie ma znaczenia – odpowiedziałem, tuląc go do siebie. Cieszyłem się, że już sobie wyjaśniliśmy pewne rzeczy, i nie jest zły na mnie. Tylko ten sukkub... Jak jutro też go spotkam, i nie będzie potrafił się ode mnie odczepić, chyba szybciej opuścimy to miasto. Wolałem tutaj jeszcze trochę pobyć, dopóki śnieg nie stopnieje, do tego niewiele brakowało, ale nie chciałem, by Serathion się denerwował z jego powodu. Ani by ten sukkub wpadł na jakiś dziwny pomysł. Widać było, że jest sprytny. Już miałem wrażenie, że domyślił się, czemu mu nie uległem.
– Za mało się przejmujesz – mruknął, przytulając się mocniej do mojego ramienia. – Nasza przyszłość zapowiada się niezbyt kolorowo.
– Źle na to patrzysz. Po prostu czerp z naszej relacji wszystko, co najlepsze, i jakoś to będzie – poprosiłem, nie widząc w tym żadnego problemu. Zamiast rozmyślać, jak źle to się skończy, powinniśmy cieszyć się, póki jestem jeszcze ciepły i nawet młody. – Jak skupisz się tylko na tych złych rzeczach, to te dobre ulotnią się, nim zaczniesz się nimi cieszyć.
– A jak Lucerion nie odpuści? – spytał, a jego głos był pełen obaw.
– To ruszymy dalej. Trochę będzie mokro, bo zaczyna się robić plucha, ale też nie chcę go codziennie mijać, i powtarzać mu usilnie, że nie jestem nim zainteresowany. Martwię się tylko trochę o Rosę. Robienie co jakiś czas przerwy, by podgrzać dla niej mleko i ją nakarmić będzie problematyczne i czasochłonne, no ale już lepsze to niż siedzenie z nim – odpowiedziałem, wzruszając ramionami. – Liczę, że jednak się zorientuje znajdzie sobie nową ofiarę. Nie jest głupi, więc na pewno w końcu się pogodzi z nieuchronną porażką – wzruszyłem ramionami, zerkając w stronę gospody. Że też musiał się w naszym życiu pojawić. I jeszcze obrać mnie na posiłek, pośród tyłu innych.
<Różyczko? c;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz