Oczywiście, że nie mogłem się wyspać. Nie, kiedy mam pod opieką szczeniaka, no i kota. On też miał swoje limity, jak chodzi o siedzenie w jednym miejscu. Nie do końca zadowolony odsunąłem się od Serathiona i podniosłem się do siadu. Słońce dopiero wstawało, więc jak wrócę, będę mógł się na chwilę położyć, i wtulić się w mojego partnera, który tej nocy był wyjątkowo spokojny. Jak się do niego przytuliłem po seksie, tak się teraz obudziłem, a to przecież nieczęsto się zdarza, by przez kilka godzin leżał dokładnie w tej samej pozycji.
- Cichutko, już idę – powiedziałem ciepłym głosem, zakładając bieliznę i spodnie. Może i byłem zaspany do granic możliwości, ale jednak podstawy podstaw pamiętać trzeba. Chociaż, jakbym nie zapamiętał, to Serathion zaraz by mi przypomniał. Moja Różyczka nie pozwoliłaby mi wyjść do ludzi, gdyby chociaż kawałek mojego ciała był dla nich widoczny.
- Gdybyś nie miał psa, nie musiałbyś w tej chwili wstawać – odpowiedział złośliwie Serathion, przeciągając się na łóżku. Nie miał na sobie nic, przez co wyglądał bardzo kusząco.
- Musiałbym w tej chwili zająć się kotem – mruknąłem, zarzucając na ramiona koszulę. - Jak wrócę, może przygotuję nam kąpiel. Przydałaby się nam obu.
- Doskonały pomysł. Dawno nie miałem okazji poczuć róży na sobie – wymruczał, nie spuszczając ze mnie wzroku, kiedy podchodziłem do koszyczka. Jak wrócę, będę musiał jeszcze dorzuć drewna do ognia. Już nie dla mnie, ale dla Rosy, potrzebowała znacznie więcej tego ciepła.
- No już maleńka, idziemy. Najpierw na dwór, później coś zjemy – mówiłem do suni, biorąc ją na ręce. Miała nabrzmiały brzuszek, zdecydowanie muszę się pospieszyć. - Do zobaczenia niedługo.
Futerko na moje szczęście już się nauczył, że kiedy opuszczam pokój, on biegnie za mną. Trochę mnie to zaskakiwało, nie sądziłem, że on się tak nauczy i przyzwyczai do mnie jako jego właściciela. Koty raczej mi się kojarzyły jako indywidualiści, a on do nas bardzo się przyzwyczaił. Przynajmniej na razie. A co to będzie później, jak już będzie ten okres, co kotki w ruję wchodzą? Cóż, zobaczymy.
Kiedy zwierzaki załatwiły swoje potrzeby, wróciliśmy do środka. Gospodyni zagaiła ze mną trochę rozmowę, podgrzała mleko dla Rosy, i po tym zająłem miejsce blisko pieca, by spokojnie nakarmić moje małe maleństwo. Zresztą, kot też się załapał na parę przysmaków.
- W końcu mamy chwilę, by sobie pogadać – usłyszałem już tak odrobinkę znany mi głos. Podniosłem głowę i kiedy zauważyłem, że mam do czynienia z sukkubem, skupiłem się na piesku.
- Moje nastawienie do ciebie się nie zmieniło – odpowiedziałem, od razu chcąc zaznaczyć, że nie jestem zainteresowany jego towarzystwem.
- Twoje oddanie jest godne pochwały. Tylko, czy jest właściwe? On jest dla ciebie jedynym. Ale ty zdecydowanie nie byłeś jedynym dla niego – mówił spokojnie, a ja wyczułem, że to jego gra, która nie sprawiała na mnie wielkiego wrażenia. - Chyba zasługujesz na poznanie innego, lepszego doświadczenia.
- I przy okazji stracenie życia? Wiem, czym jesteś – rzuciłem, mając dosyć jego podchodów. Zauważyłem zaskoczenie w jego oczach.
- Nie interesuje mnie zabijanie. Trochę sobie twojej energii zapożyczę, by samemu przetrwać, i w zamian dam ci niezapomniane wspomnienia. Jestem o wiele lepszy, niż twój kochanek – uśmiechnął się zadziornie, nachylając się do mnie.
- Zdecydowanie spasuję – powiedziałem do niego, podnosząc się z krzesła. - Jeszcze raz się do mnie zbliżysz, a dopilnuję, by twoja głowa była rozdzielona z szyją.
- To się jeszcze okaże – odpowiedział, uśmiechając się do mnie szeroko, zbyt szeroko. Jakby wiedział coś, o czym nie wiem ja Zmrużyłem oczy, ale ominąłem go i po prostu skierowałem się na górę. Miałem go już serdecznie dosyć.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz