Nie okazując zdenerwowania, zszedłem na dół. Nie mogę przecież się cały czas ukrywać przed tym sukkubem, jakby to wyglądało? Muszę żyć normalnie. Muszę jeść, pić, wychodzić z Serathionem, bo przecież by mi tutaj zwariował w zamkniętym pomieszczeniu. I żaden głupi sukkub mi w tym nie przeszkodzi.
Kiedy tylko zszedłem na dół, pierwsze kroki skierowałem do lady. Nie rozglądałem się dookoła, nie obchodziło mnie to. Może i w tej chwili moja ochrona była dziurawa, ale mam jeszcze kilka innych murów, które ten zjeb musi przebić. No i jeszcze moja psychika, nie uważam, żeby była ona słaba. Nie dam mu się tak łatwo, jak to sobie wyobraża.
Jako, że było już późno, gospodyni i jej pomocnicze miały trochę roboty, nie pospieszałem ich. Czekałem cierpliwie na swoją kolej, dyskretnie obserwując otoczenie. Sukkub był tutaj, siedział w kącie z jakimś innym, młodym mężczyzną. Możliwe, że już się mu znudziłem. Albo czeka, aż mój umysł będzie najbardziej bezbronny, jak właśnie sen. Albo seks. Podczas seksu w końcu nie myślę, tylko oddaję się chwili. Jeżeli by spróbował mnie zaatakować w takim momencie... Przeszedł mnie zimny dreszcz. Obym się mylił.
W końcu odebrałem tacę z moim zamówieniem i wróciłem na górę. Ledwo otworzyłem drzwi a już poczułem, jak ktoś się do mnie przytula. Gdyby nie mój refleks i nie uniósłbym wyżej tacy, byłoby po moim śniadaniu.
– W końcu! Bałem się o ciebie – usłyszałem pełen ulgi głos Serathiona.
– Mówiłem ci, że idę tylko po śniadanie – powiedziałem, nieco rozbawiony jego reakcją. Powitał mnie, jakbym wrócił z jakiejś wojny co najmniej.
– Długo nie wracałeś. Bałem się, że coś ci zrobił – powiedział, wtulając się mocniej w moje ciało. Bardzo chciałem go przytulić, ale z powodu zajętych rąk nie za bardzo jak mogłem to uczynić.
– Była kolejka. Zresztą, nawet do mnie nie podszedł – uspokoiłem go łagodnym głosem.
– Nie musi podchodzić, by próbować zawładnąć twoim umysłem – odparł, dalej się ode mnie nie odsuwając.
– No to niech sobie próbuje. Możesz mnie puścić? Zaraz się poprzytulamy, ale najpierw muszę nakarmić zwierzaki, nim zaczną na nas krzyczeć – zwróciłem mu uwagę, na co od razu się ode mnie odsunął.
– To nie będzie to dłużej trwało. Załatwię to z nim dzisiaj wieczorem – stwierdził, odsuwając się ode mnie i pozwalając mi się ruszyć.
– Nic się nie dzieje takiego, byś musiał interweniować. A nie chcę, by coś ci się stało. Jeden zły sen nie świadczy o tym, że coś złego się dzieje – uspokoiłem go, stawiając tackę na stoliku. – Nie daj mu wygrać i nie daj się mu sprowokować. To wszystko – dodałem, chwytając za buteleczkę i podchodząc do mojej małej kruszynki, która to rosła jak na drożdżach.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz