środa, 17 czerwca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Nie okazując zdenerwowania, zszedłem na dół. Nie mogę przecież się cały czas ukrywać przed tym sukkubem, jakby to wyglądało? Muszę żyć normalnie. Muszę jeść, pić, wychodzić z Serathionem, bo przecież by mi tutaj zwariował w zamkniętym pomieszczeniu. I żaden głupi sukkub mi w tym nie przeszkodzi. 
Kiedy tylko zszedłem na dół, pierwsze kroki skierowałem do lady. Nie rozglądałem się dookoła, nie obchodziło mnie to. Może i w tej chwili moja ochrona była dziurawa, ale mam jeszcze kilka innych murów, które ten zjeb musi przebić. No i jeszcze moja psychika, nie uważam, żeby była ona słaba. Nie dam mu się tak łatwo, jak to sobie wyobraża. 
Jako, że było już późno, gospodyni i jej pomocnicze miały trochę roboty, nie pospieszałem ich. Czekałem cierpliwie na swoją kolej, dyskretnie obserwując otoczenie. Sukkub był tutaj, siedział w kącie z jakimś innym, młodym mężczyzną. Możliwe, że już się mu znudziłem. Albo czeka, aż mój umysł będzie najbardziej bezbronny, jak właśnie sen. Albo seks. Podczas seksu w końcu nie myślę, tylko oddaję się chwili. Jeżeli by spróbował mnie zaatakować w takim momencie... Przeszedł mnie zimny dreszcz. Obym się mylił. 
W końcu odebrałem tacę z moim zamówieniem i wróciłem na górę. Ledwo otworzyłem drzwi a już poczułem, jak ktoś się do mnie przytula. Gdyby nie mój refleks i nie uniósłbym wyżej tacy, byłoby po moim śniadaniu. 
– W końcu! Bałem się o ciebie – usłyszałem pełen ulgi głos Serathiona. 
– Mówiłem ci, że idę tylko po śniadanie – powiedziałem, nieco rozbawiony jego reakcją. Powitał mnie, jakbym wrócił z jakiejś wojny co najmniej. 
– Długo nie wracałeś. Bałem się, że coś ci zrobił – powiedział, wtulając się mocniej w moje ciało. Bardzo chciałem go przytulić, ale z powodu zajętych rąk nie za bardzo jak mogłem to uczynić. 
– Była kolejka. Zresztą, nawet do mnie nie podszedł – uspokoiłem go łagodnym głosem. 
– Nie musi podchodzić, by próbować zawładnąć twoim umysłem – odparł, dalej się ode mnie nie odsuwając. 
– No to niech sobie próbuje. Możesz mnie puścić? Zaraz się poprzytulamy, ale najpierw muszę nakarmić zwierzaki, nim zaczną na nas krzyczeć – zwróciłem mu uwagę, na co od razu się ode mnie odsunął. 
– To nie będzie to dłużej trwało. Załatwię to z nim dzisiaj wieczorem – stwierdził, odsuwając się ode mnie i pozwalając mi się ruszyć. 
– Nic się nie dzieje takiego, byś musiał interweniować. A nie chcę, by coś ci się stało. Jeden zły sen nie świadczy o tym, że coś złego się dzieje – uspokoiłem go, stawiając tackę na stoliku. – Nie daj mu wygrać i nie daj się mu sprowokować. To wszystko – dodałem, chwytając za buteleczkę i podchodząc do mojej małej kruszynki, która to rosła jak na drożdżach. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz