Nie byłem tego wszystkiego tak pewien, jak był pewien on. Jednego byłem jednak świadomy, coraz bardziej pragnąłem pozbyć się tego przeklętego sukuba. Czułem, że znajduję się już na granicy własnej wytrzymałości. Każda kolejna minuta wystawiała moją cierpliwość na próbę. Z trudem powstrzymywałem się przed tym, by nie zwariować, nie zejść na dół i nie zakończyć tego raz na zawsze.
Gdyby nie słońce wiszące wysoko na niebie, być może już dawno bym to zrobił. Ta myśl nie dawała mi spokoju. Krążyła po mojej głowie niczym natrętna mucha, której nie sposób odpędzić.
A może Elian miał rację?
Może ten drań od samego początku próbował mnie sprowokować. Może właśnie na to liczył, że w końcu stracę panowanie nad sobą, wyjdę z ukrycia i rzucę mu wyzwanie. Może chciał, żebym zaatakował pierwszy, abyśmy mogli rozstrzygnąć między sobą, który z nas jest silniejszy. Który z nas ma większe prawo walczyć o człowieka, którego obaj tak uparcie chcieliśmy zatrzymać przy sobie.
Dla mnie odpowiedź była oczywista.
Jednak sukub najwyraźniej uważał inaczej.
A tego nie mogłem puścić płazem.
Nigdy nie należałem do tych, którzy potrafią się dzielić. Zwłaszcza nie tym, co uważają za swoje. Byłem wampirem, a terytorialność płynęła w mojej naturze równie naturalnie jak głód krwi. Nie tolerowałem rywali na własnym terenie i nie zamierzałem pozwolić, by ktoś odebrał mi coś, co należało do mnie.
Chciałem mieć pewność, że wszystko pozostanie na swoim miejscu. Że nikt nie przekroczy granicy, której nie powinien przekraczać.
A on właśnie to robił. Krok po kroku.
Coraz bardziej wystawiając mnie na próbę.
- Masz pewnie rację. Być może rzeczywiście próbuje mnie sprowokować. Ale coraz bardziej się do ciebie zbliża, a tego nie potrafię znieść. Jesteś mój i nie zamierzam się tobą z nikim dzielić. Zwłaszcza z demoniczną istotą, która może odebrać ci energię witalną, wykorzystać cię, a nawet doprowadzić do twojej śmierci. Może gdybyś był mi obojętny, nie zwracałbym na to uwagi. Może pozwoliłbym ci robić, co tylko zechcesz. Jednak tak nie jest. Kocham cię i nie zniosę myśli, że ktoś mógłby cię skrzywdzić. - Wyznałem cicho, nie odrywając od niego wzroku.
Patrzyłem, jak karmi małą suczkę, poświęcając jej całą swoją uwagę. W jego ruchach było coś niezwykle łagodnego, niemal czułego, co budziło we mnie sprzeczne uczucia. Z jednej strony nie potrafiłem oderwać od niego wzroku, z drugiej zaś czułem narastające ukłucie niepewności. To wszystko co dzieło się wokół przerażało mnie, nie byłem na to zdecydowanie gotów.
Zacisnąłem szczękę i odwróciłem wzrok. Nie chciałem, żeby zauważył, jak bardzo mną to wszystko złości. Jak bardzo bałem się, że pewnego dnia pojawi się ktoś, kto będzie potrafił dać mu więcej ode mnie. Ktoś, kto sprawi, że przestanie patrzeć na mnie tak, jak patrzył teraz.
A ja nie byłem gotów go stracić. Nie jego. Nie chciałem go oddać komukolwiek. Nie po tym, jak stał się dla mnie całym światem.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz