środa, 10 czerwca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Tak jak myślałem, Serathion był na mnie zły, a przecież nic złego nie zrobiłem. Chciałem go trochę pocieszyć, uspokoić, a zamiast tego tylko się pogrążam, jak to stwierdził. Całkowicie olał moje wyznanie miłości do niego, skupił się na tych najgorszych rzeczach. Jakby to była moja wina, że sukkub sobie mnie wziął na cel. Jakbym miał zgadywać... to może wybrał mnie ze względu na Serathiona? Jakaś cicha wojna międzyrządowa, czy coś? Tak mi się wydawało, bo on mówił o nim bardzo źle, a i sam Lucerion wydawał się być wrogo nastawiony do niego i nie zdziwiłbym się, gdyby na mnie się skupił z czystej złośliwości. Bo czemu akurat ja z tych wszystkich ludzi? Miał mnóstwo innych opcji, lepszych, może nawet bezpieczniejszych. Nie, żebym był specem od potworów, ale jako łowca wampirów troszkę mogę być w stanie się obronić. 
Założyłem kaptur na głowę i zerknąłem na Serathiona. Z jednej strony, chciałem się do niego zbliżyć. Wsunąć dłoń w jego, przysunąć go do siebie, i po prostu wspólnie sobie spacerować tymi nawet urokliwymi ulicami. Z drugiej... on chyba był na mnie obrażony. A może i nie? Nie wiem, co mam z nim zrobić, byłem trochę tak w kropce. Obydwa mi się, a nic nie robiłem. A może zrobiłem, bo nie przytaknąłem mu, że ten chłopak nie był urokliwy? No ale jakbym to zrobił, to bym skłamał. Oboje byli piękni. Musieli być piękni, by ofiary same do nich lgnęły, to chyba całkowicie normalne. 
– Co, teraz nie chcesz się do mnie przyznawać? – mruknął cicho, kiedy jednak zdecydowałem się zachować dystans. 
– Trochę nie mam pojęcia, jak cię traktować – odpowiedziałem cicho, zmniejszając ten dystans pomiędzy nami, tak, jak chciał. – Mam wrażenie, że obrywa mi się za nic. I nie chcę cię bardziej irytować. 
– Nie obrywa ci się na nic. Obrywa ci się za głupotę – burknął, co chwila się odwracając, jakby upewniał się, czy ten sukkub nas nie śledzi. 
– Daj już spokój. Nie chcę, by jakiś głupi demon nam popsuł wieczór – odpowiedziałem, także zerkając za ramię. Staram się o nim zapomnieć, no ale Serathion mi na to nie pozwalał, cały czas na niego patrząc, obserwując, coś tam sobie mrucząc pod nosem. Czemu nie mógł go zignorować? Udawać, że go nie ma? Im bardziej się na niego piekli, tym bardziej ten drugi będzie próbował mnie poderwać, chociaż coś mam takie nieprzyjemne wrażenie, że będzie próbował odkryć, co mnie chroni przed jego urokiem, nim zaatakuje po raz drugi. 
– Trzeba było go interesować? – burknął, spinając mięśnie, jakby w każdej chwili był gotów do ataku, który pewnie nigdy nie nadejdzie. 
– Różyczko, nie mam ochoty się kłócić. Po prostu skupmy się na spacerze, dobrze? Jesteśmy sami, i tylko to cię powinno interesować – poprosiłem, trochę zmęczony jego humorkami, za którymi nie nadążałem.

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz