środa, 3 czerwca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Byłem zaskoczony jego pomysłami na imię. Spodziewałem się, że wyjdzie z jakimś ogonem czy nosem, a tu proszę, całkiem kreatywnie. Może się czegoś przy mnie nauczył. Ewentualnie przyjął krytykę do serca, kiedy go zbeształem ostatnim razem przy kopycie. Wiem, że dla zwierzaka to bez znaczenia, że to tylko słowo, na które ma zareagować, ale jako, że jesteśmy istotami rozumnymi... cóż, chciałem, by nasze zwierzaki miały jakieś normalne imiona. 
Pogłaskałem Rosę ostrożnie po łebku, powolutku wprowadzając ją w ten spokojny, senny stan. Najchętniej wziąłbym ją do łóżka, przytulił ją, ogrzał ciepłem swojego ciała, bo może w końcu za bardzo zmarznie, ale wiem, że Serathion wygoniłby mnie na dwór razem z nią. Nie rozumiem, do czego ma taki problem. Przecież była najsłodszym, czym może istnieć.
Na koniec opatuliłem ją jeszcze kawałkiem starego płaszcza Serathiona, który postanowiłem wykorzystać właśnie na nią, i na sprzątanie brudów po niej. I tak nadawał się tylko do wywalenia, więc zanim to zrobię całkowicie go wykorzystam. Chociaż, jak już otwiera oczy i próbuje chodzić to podejrzewam, że będzie panowała coraz lepiej nad swoimi potrzebami i będzie je załatwiać poza miejscem spania. I wtedy zacznie się nauka. 
– No skończ już i do łóżka wracaj – usłyszałem rozkazujący głos Serathiona.
– Ale ty się niecierpliwy zrobiłeś – odpowiedziałem rozbawiony, w końcu wstając z klęczek. Po drodze do łóżka jeszcze zdjąłem tę nieszczęsna koszulę, którą tak bardzo chciał, bym założył. 
– Bo muszę się tobą dzielić z jakimś psem. Nie podoba mi się to – wyznał, wtulając się w moje ciało, kiedy tylko położyłem się na materacu. 
– Ale kiedy się zajmowałem kotem, to nie narzekałeś – zauważyłem, unosząc jedną brew. 
– Bo kot jest lepszy, to jest niezaprzeczalny fakt i nawet nie próbuj mnie przekonywać do tego, że jest inaczej – burknął, okrywając mnie kołdrą. 
– No proszę, nie sądziłem, że ze wszystkich istot na świecie to o psa będziesz zazdrosny – odpowiedziałem z cichym śmiechem, tuląc go do siebie. 
– Nie jestem zazdrosny – prychnął, a ja naprawdę mocno musiałem się powstrzymać, żeby się nie zaśmiać. To zabrzmiało bardzo wiarygodnie. Dla mnie taka zazdrość była po prostu zwykłą głupotą. To oczywiste, że w tej chwili trochę więcej poświęcałem uwagi Rosie, bo jej potrzebowała, by przeżyć. Nie była jeszcze na tyle samodzielna. Trzeba było ją dalej karmić, ogrzewać, sprzątać po niej, i po prostu przy niej być, by prawidłowo się rozwijała. Trochę jak z dzieckiem, ale zwierzaki miały taki plus, że znacznie szybciej rosły. Wiązało się to też z minusem, zwierzaki znacznie szybciej odchodziły. 
– Kocham cię, wiesz? – zapytałem cicho, przytulając go mocniej do siebie. Moje małe, zazdrosne maleństwo. – Miałeś coś zjeść, pamiętasz? I się nie upomniałeś. Niegrzeczny z ciebie wampirek – dodałem, kreśląc na jego chłodnym ciele nieregularne kształty. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz