Byłem naprawdę dumny z mojej Różyczki, że jednak się przemogła. I wdzięczny, że pozwoliła mi na nieco dłuższy sen, nawet jeżeli lepiej dla mnie byłoby, gdyby mnie wybudził z tego snu wcześniej. Skąd jednak miał wiedzieć, że aż tak mnie on będzie męczył? Tyle dobrego, że się broniłem w tym śnie. Gorzej bym się ze sobą czuł, gdybym mu uległ. Chyba nie mógłbym sobie spojrzeć w oczy, a co dopiero Serathionowi.
- Dziękuję – powiedziałem z wdzięcznością, po czym skróciłem dystans pomiędzy nami i złożyłem na jego czole delikatny pocałunek. Moje słodkie maleństwo. - Jeżeli jednak tak bardzo nie chcesz się nią zajmować, obudź mnie, jak nie będę czegoś słyszał. To moja odpowiedzialność, i nie mam problemu z tym, by się nią zająć – powiedziałem, gładząc jego mięciutki, chłodny policzek.
- Musiałeś odpocząć. Znaj moją łaskę – stwierdził, prychając cicho, ale zauważyłem ten jego uśmieszek. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, Serathionowi podobały się moje słowa. Trochę nie rozumiałem, dlaczego, to były zwykłe słowa wdzięczności, a sprawiały mu taką przyjemność...
- Doceniam ją. I mogę cię zapewnić, że ci to wynagrodzę – wymruczałem, i następnie ucałowałem go w ucho. Zauważyłem, że takie zwykłe pocałunki, czy to w ucho, czy to w skroń, czy to w ramię, bardzo mu się podobają. A mi to nie przeszkadzało. Jeżeli w taki prosty sposób mogę sprawić, że będzie czuł się kochany, mogę obdarować całe jego ciało takimi pocałunkami. Dla mnie to czysta przyjemność. - Chyba poszedłbym coś zjeść. I napić się – dodałem, zerkając na zegar. Do zmierzchu jeszcze mnóstwo czasu, i jak bez jedzenia bym wytrzymał, tak bardzo mi się pić chciało. Muszę poprosić o jakiś dzbanek wody do pokoju, na właśnie takie sytuacje.
- Jestem pewien, że ten głupi sukkub już na ciebie czeka. Już czuję jego smród – prychnął cicho, pusząc policzki. - Jeśli tylko się do ciebie zbliży, daj mi znać. Ja już się z nim rozliczę. Nauczę go, że nieswoich rzeczy się nie tyka – warknął już bardziej do siebie. Był bardzo terytorialny. Chociaż, nie powinno mnie to dziwić, to jedna z podstawowych informacji, jak chodzi o krwiopijców. Zawsze jednak uważałem, że to się bardziej tyczyło dosłownie terytorium, a nie jeszcze ludzi związanych z nimi.
- Poproszę o szybkie śniadanie, jedzenie dla zwierzaków i przyjdę z tym wszystkim tutaj na górę. Nie może przecież siedzieć całymi dniami na dole i mnie wypatrywać. Musi udawać życie normalnego człowieka, by nie wzbudzać podejrzeń – uspokoiłem go, uśmiechając się delikatnie, byleby tylko się nie martwił. Ja to wszystko jakoś ogarnę, a nie chcę przecież, by się narażał dla mnie. Wiem, że jest wampirem, silnym wampirem, ale sukkub to demon. Nie mam pojęcia, co może być silniejsze, nie chcę się przekonywać, więc muszę jakoś temu zapobiec. - A jak będzie nawet na dole, to go zignoruję. Jak zawsze.
- A może założę płaszcz i z tobą zejdę? - zaproponował, co mnie zaskoczyło. No takiej propozycji to ja się nie spodziewałem.
- Nie będziemy narażać twojego życia z powodu jakiegoś głupiego demona. To nie jest tego warte, dam sobie radę – nie mogłem się zgodzić. To nie była sytuacja, która wymagała jego wyjścia na słońce, a ja nie mogę mu pozwolić tak się narażać. To była zwykła głupota.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz