środa, 10 czerwca 2026

Od Daisuke CD Haru

 Trochę było mi przykro, że Haru tak źle postrzegał swoje urodziny. To nie był tylko zwykły dzień. W końcu, to było jego święto, dzień, w którym przyszedł na ten świat. Bez niego... bez niego byłoby mnie, i naszych dzieci. Uzupełnialismy się idealnie. Ratowaliśmy siebie wzajemnie. Bez niego nie byłoby drugiego, więc tak, to był ważny dzień. Dla mnie jeden z najważniejszych, jeśli mam być szczery. Jego urodziny, urodziny dzieci, nasza rocznica, i moje urodziny, chociaż w tym ostatnim liczyła się pamięć. 
– Więc chcesz bardziej rodzinne urodziny niż romantyczne – odpowiedziałem, zaskoczony jego odpowiedzią. Myślał w zupełnie innych kategoriach, niż ja. 
– A ty chciałeś bardziej romantycznie ten dzień spędzić? – spytał, przyglądając mi się z uwagą. 
– Rozważałem tę opcję, ale dlatego, że brakuje mi takiego czasu sam na sam. Myślałem, że czujesz podobnie – odpowiedziałem, patrząc w bok. Najwidoczniej źle odczytałem jego zamiary. – Ale to ma być Twój dzień. Więc może zrobimy piknik na zewnątrz. Już powinno być ciepło, i dzieci będą większe, bardziej odporne. Tylko nasza rodzina. Tak, jak chcesz – dodałem, odwracając głowę w jego stronę, by uśmiechnąć się do niego delikatnie, tak jak on lubił. Na pewno będę starał się dążyć do takich sytuacji, w których to będziemy mieć tylko siebie do towarzystwa. – W kiedy dzieci zasną, pójdziemy może na cmentarz. Odwiedzimy twoją babcię – dodałem, doskonale pamiętając, jak ważne było to dla niego. 
– Nie będziesz się bał wyjść w tej postaci? – spytał, unosząc brew. 
– Cmentarz jest na obrzeżach. Nie ma też żadnego święta zmarłych. Nie wydaje mi się, aby było specjalnie dużo ludzi, więc mógłbym ci towarzyszyć. O ile będziesz tego chciał – powiedziałem cicho, patrząc wszędzie, tylko nie na niego. Chciałem, by podjął decyzję na postawie swoich uczuć, tego, czego on chce, a nie patrząc się na mnie. Ja się w tym dniu idealnie do niego dostosuję. Zresztą, jako kobieta nie mam za wiele do powiedzenia. 
– Byłbym zaszczycony, gdybyś ze mną poszedł – odpowiedział, po czym mnie ucałował w czubek głowy. Zatem postanowione. Muszę tylko dopilnować, by wszystko się zgadzało, i było idealnie. I jeszcze w tym wszystkim się jakoś utrzymać przy życiu. Chociaż, ja to tam pal licho, liczą się dzieci, je muszę utrzymać przy życiu, zbyt bardzo na mnie polegają. Ta presja jest trochę wyniszczająca, zbyt bardzo mi to wszystko na umyśle siada. 
– To ja jestem zaszczycony, że mogę ci towarzyszyć w tak ważnym dla ciebie dniu – powiedziałem zgodnie z prawdą. Odkąd tylko go poznałem, co roku odwiedzam z nim jego babcię, jakby się tak nad tym zastanowić. 
– Uroczy jesteś – powiedział cicho, zdecydowanie za bardzo rozczulony. – I kochany. 
– Przesadzasz. Chcę być po prostu dla ciebie wsparciem. To chyba normalnie – wzruszyłem ramionami, nie do końca przyjmując do siebie ten komplement. On zrobiłby dla mnie dokładnie to samo. – Dzieci coś za długo śpią. Muszę do nich zajrzeć – powiedziałem nagle, podnosząc się z balii. Muszę tam do nich podejść, zobaczyć, czy oddychają, czy wszystko w porządku. Nie powinienem ich zostawiać sam, i to jeszcze na tak długo. Są małe, zbyt małe, ktoś zawsze powinien tam przy nich być, ja zawsze tam powinienem przy nich być, w końcu za nie odpowiadam. 

<Piesku? c;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz