Martwiłem się o niego. Co, jeśli zachowuję się w ten sposób z mojej winy? W końcu obaj doskonale wiedzieliśmy, że codzienne spijanie krwi nie jest dla niego zdrowe. A jednak nieustannie mnie do tego zachęcał, namawiał, bym kosztował jego krwi. I ja, jak kompletny głupiec, ulegałem za każdym razem.
Powinienem odmawiać. Powinienem być stanowczy, nieugięty, postawić wyraźną granicę. Zamiast tego dawałem się podejść jak dziecko. Wystarczało kilka słów, jedno spojrzenie, a cała moja determinacja rozpływała się bez śladu.
Później przychodził strach. Strach, że pewnego dnia posunę się za daleko. Że zrobię mu krzywdę.
Oddawanie krwi nie powinno odbywać się tak często. Każdy rozsądny człowiek wiedziałby, że organizm potrzebuje czasu, by się zregenerować. Tymczasem Elian pozwalał mi pić swoją krew regularnie, zdecydowanie zbyt regularnie. I choć zdawałem sobie z tego sprawę, nie potrafiłem tego przerwać.
- Myślę, że przemyślę twoją propozycję i złożę odpowiedni wniosek, który w ciągu dwunastu dni zostanie rozpatrzony - Stwierdziłem możliwie najpoważniejszym tonem.
Spojrzenie Eliana mówiło więcej niż tysiąc słów. Wyraźnie nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Przez krótką chwilę wyglądał wręcz, jakby próbował zrozumieć, czy mówię poważnie, czy jedynie z niego żartuję.
Cóż, życie uczyło, że czasem należy spodziewać się niespodziewanego.
- W takim razie będę musiał zachęcić cię do szybszego i, rzecz jasna, pozytywnego rozpatrzenia tego wniosku - Odparł.
Na jego ustach pojawił się cień uśmiechu, a w głosie pobrzmiewała pewność siebie granicząca z bezczelnością.
Ja jednak nie odwzajemniłem tego rozbawienia.
Doskonale wiedziałem, że żartujemy tylko na pozór. Pod lekkimi słowami kryło się coś znacznie cięższego. Byłem świadomy ryzyka, świadomy własnych słabości i tego, jak łatwo traciłem przy nim zdrowy rozsądek.
A jeśli pewnego dnia nie zdołam się powstrzymać? Jeśli pewnego dnia naprawdę zrobię mu krzywdę? A ta myśl nie opuszczała mnie ani na chwilę.
Westchnąłem cicho, nie mając pojęcia, co powinienem powiedzieć. Jak przekonać go, że to naprawdę głupi pomysł, żebym tak często spijał jego krew? Miałem wrażenie, że żadne argumenty do niego nie trafiają.
- Chyba zacznę rozglądać się za trumną dla ciebie. Jeśli dalej będziesz mnie do tego zachęcał, to szybko zejdziesz z tego świata - Stwierdziłem, posyłając mu gorzki uśmiech. Mimo żartobliwego tonu w moim głosie kryło się więcej prawdy, niż chciałbym przyznać. Nie podobało mi się to. Nie podobało mi się, jak lekko podchodził do własnego zdrowia, jakby jego życie nie miało żadnej wartości. A dla mnie miało. I to większe. Zdecydowanie większą, niż był w stanie sobie wyobrazić.
- Czy ty przypadkiem odrobinę nie dramatyzujesz? - Zapytał, unosząc jedną brew. Przytulił mnie mocniej, gdy zauważył sukkuba, który wciąż krążył po gospodzie, najwyraźniej poszukując swojej kolejnej ofiary.
- Nie dramatyzuję. Po prostu dostrzegam rzeczy, o których ty najwyraźniej w tej chwili nie myślisz. A powinieneś. Jesteś tylko człowiekiem, Elian. Nie jesteś tak wytrzymały ani długowieczny jak ja - Stwierdziłem. Nie próbowałem nawet ukrywać troski pobrzmiewającej w moim głosie. Martwiłem się o niego i nie widziałem powodu, by udawać, że jest inaczej.
- Dla ciebie to może być drobnostka, ale dla mnie nie. Każdym razem, gdy pozwalasz mi napić się swojej krwi, zastanawiam się, czy nie posuwamy się o krok za daleko. I szczerze mówiąc, nie podoba mi się to.
- Zacisnąłem szczękę i odwróciłem na moment wzrok.- Jeszcze mniej podoba mi się fakt, że wydajesz się tym kompletnie nie przejmować. - Wytłumaczyłem gdy znaleźliśmy się w pokoju sam na sam
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz