Westchnąłem cicho, odchylając szyję tak, by miał nieco lepszy do niej dostęp. Doskonale wiedziałem, że mogę mu w tym momencie całkowicie zaufać. Że nie przekroczy tej granicy, która zawsze między nami była cienka. Poza tym, skoro pozwalam mu na takie coś, to oczywiście, że musiałem mu ufać. Przecież byle komu bym nie pozwolił siebie utrzymywać o krok od śmierci. A jeśli moja krew ma mu pomóc, to oczywiście, że dam mu jej tyle, ile tylko potrzebuje... no, prawie. Byłem bardziej niż pewien, że mógłby pić w nieskończoność, a tyle krwi to ja w sobie jednak nie miałem.
- Troszkę lepiej. Ale jednak, dalej potrzebujesz troszkę więcej jedzenia i odpoczynku – powiedział, oblizując usta z krwi. - Jadłeś obiad?
- Nie. Bardziej skupiałem się na tym, by do ciebie wrócić. I wrócić do ciepła. Dzisiaj jest paskudnie zimno na zewnątrz – wyznałem zgodnie z prawdą. Czemu w końcu miałbym go okłamywać? Nie miało to absolutnie żadnego sensu, bo zaraz by to odkrył. No i też nie jestem typem, który kłamie.
- Więc nie będzie dzisiaj wieczornego spaceru? - spytał, patrząc na mnie ze smutkiem.
- Wyjdziemy, wyjdziemy. Bo znów mi się zmienisz w małego nietoperza i cię nie znajdę – odpowiedziałem, zapinając guziki koszuli. Troszkę za wysoko. Będę miał mały problem w ukryciu tego ugryzienia... a mówiłem mu, żeby trochę niżej się wbijał. Najlepiej, gdyby to nie było w ogóle na szyi. Może gdzieś przy obojczyku? Już nawet z przedramienia byłoby dobrze, bo mógłbym ukryć rękawem. Świeże ugryzienia zawsze będą wzbudzać pytania.
- Ale wyjdziemy pod warunkiem, że wpierw zjesz obiad – zarządził. No oczywiście, ze będę musiał coś zjeść, Serathion mi nie pozwoli wyjść głodnym.
- Zajdzie słońce, to może zejdziemy razem. Byś nie musiał tutaj być sam – zaproponowałem, uśmiechając się delikatnie do mojego partnera. Nie zauważyłem ani nie usłyszałem, by cokolwiek się miało dziać na dniach, no ale zawsze będzie mógł zobaczyć troszkę inne miejsce, inną kulturę i innych ludzi.
- W porządku. Będę się mógł przekonać, co jesz i ile. Nie mogę pozwolić, by twoja krew ucierpiała i by spadła jej jakość – odpowiedział, nieco zamyślony. Trochę gorszy okres miałem przez chwilę, i on już wszystko wychwytuje i kręci nosem. Naprawdę jest wybredny. I to bardziej wybredny niż początkowo podejrzewałem.
- Jakiż wspaniałomyślny jesteś – pokręciłem z niedowierzaniem głową.
- Oczywiście. To moje drugie imię – puścił mi oczko. - A skoro na zewnątrz jest tak zimno, to jak wrócimy, możemy się ogrzać. Dawno się mną nie zajmowałeś, czuję się troszkę zaniedbany.
- Wybacz mi moje niedopatrzenie. Zwierzaki trochę czasu zajmują. Dzisiejszego wieczoru skupię się tylko na tobie – odpowiedziałem, chwytając jego dłoń i zbliżając ją do swoich ust, by złożyć na jej wierzchu delikatny pocałunek.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz