wtorek, 2 czerwca 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Elian udał się do jadalni, a ja szczerze miałem nadzieję, że znajdzie tam śniadanie, którego tak bardzo potrzebował. Czułem emanującą od niego energię i nie miałem wątpliwości, był głodny. Jako jego partner powinienem się nim zaopiekować, nawet jeśli czasami trudno było mi to okazywać wprost.
Gdy wygoniłem go z pokoju, usiadłem ciężko w fotelu i zacząłem wyczekiwać jego powrotu. Od czasu do czasu zerkałem na zwierzaki śpiące w koszyku, wtulone ciasno w siebie, jakby cały świat poza nimi przestał istnieć. Obserwowałem je jedynie z daleka, nie chcąc po pierwsze ich obudzić, a po drugie, uniknąć pisków psa.
To, że akceptowałem jego obecność, nie oznaczało jeszcze, że go polubiłem. Nie lubiłem go i szczerze wątpiłem, by miało się to kiedykolwiek zmienić. Obiecałem jednak Elianowi, że będę miły i tolerancyjny. Zaznaczyłem przy tym wyraźnie, że nie zamierzam pomagać przy opiece nad nim, a raczej nad nią. Chciałem, żeby był świadomy tego faktu od samego początku. 
Tłumaczyłem mu to już wcześniej. Wyjaśniłem sytuację i swoje stanowisko. Jeśli nie chciał, żebym niepotrzebnie się złościł, powinien to uszanować i nie naciskać, bym zajmował się psem. Zresztą sam Elian zdawał się to rozumieć. Widać było po nim, że nie zamierza mnie do niczego zmuszać. Chciał jedynie, abym zaakceptował jego obecność nic więcej.
A ja… z całej dobroci swojego serca mogłem zrobić właśnie tyle i może aż tyle.
Elian wrócił do mnie. Od razu zauważyłem, że tym razem był już najedzony, a właśnie to miało dla mnie największe znaczenie. Widok, że nie jest już głodny ani wyczerpany z walki o przetrwanie, przyniósł mi cichą ulgę.
Wiedziałem jednak, że był skrajnie zmęczony. Każdy jego ruch wydawał się cięższy niż zwykle, jakby ostatnie godziny odebrały mu resztki sił. Postanowiłem więc trochę mu pomóc.
Przygotowałem dla niego ciepłą kąpiel, mając nadzieję, że choć odrobinę zmyje z niego zmęczenie. A nawet więcej, pomogłem mu się wykąpać, delikatnie i bez pośpiechu, tak aby mógł szybciej trafić do łóżka. Chciałem, by był czysty, pachnący i przede wszystkim najedzony. Żeby choć przez jedną noc nie musiał myśleć o niczym więcej.
Gdy wszystko było już gotowe, Elian położył się do łóżka. Wyglądał na wyczerpanego, lecz spokojniejszego niż wcześniej.
- Dobranoc - Zwróciłem się do niego cicho.
Mimo zmęczenia przyciągnął mnie lekko do siebie. Zanim zamknął oczy, zerknął jeszcze w stronę koszyka, w którym spał mały piesek, jakby upewniał się, że i jemu niczego nie brakuje.
Nie skomentowałem tego. Jedynie przymknąłem oczy i pozwoliłem sobie zostać przy nim.
Sen nigdy nie miał nadejść dla mnie, nie był mi dany ani potrzebny. Wiedziałem jednak, że dzięki mojej obecności Elian będzie mógł zasnąć spokojnie. I to w tamtej chwili było wystarczające.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz