Naprawdę bardzo chciałem się odezwać i powiedzieć mu, że z dziećmi wszystko jest w porządku, że nie musi się martwić ani stresować. Śpią spokojnie, oddychają równym rytmem, a ja jako wilkołak, słyszę i wyczuwam każdy najdrobniejszy dźwięk oraz zmianę. Wiem jednak, że chyba każda mama, zwłaszcza przy pierwszym dziecku, przechodzi przez podobne obawy. To naturalne, że troska czasem bierze górę nad rozsądkiem.
Dlatego pozostaje mi po prostu wspierać go najlepiej, jak potrafię, opiekować się nim i naszymi dziećmi, dbać o to, by wszystko układało się dobrze. Bez zbędnych pretensji, bez narzekania i bez dokładania kolejnych zmartwień do tych, które już nosi w sobie.
Zresztą, jeśli chodzi o narzekanie, to nigdy nie było ono moją mocną stroną. Zwykle staram się przyjmować życie takim, jakie jest. Akceptuję rzeczywistość, nawet jeśli nie zawsze jest łatwa, i nie oczekuję od świata więcej, niż jest gotów mi dać. Może właśnie dlatego łatwiej jest mi pogodzić się z tym, czego nie potrafię zmienić.
Mój partner jednak, odkąd jest kobietą, wydaje się znacznie bardziej skomplikowany. Nie mówię tego ze złością ani z pretensją. Myślę raczej, że odczuwa teraz więcej emocji, więcej uczuć, dostrzega więcej niuansów i rozumie rzeczy, które dla mnie często pozostają nieuchwytne. Czasem mam wrażenie, że przeżywa wszystko intensywniej niż dawniej.
I chyba właśnie dlatego zdarza mi się tęsknić za dawnym Daisuke. Za tym, którego pokochałem, którego rozumiałem bez słów i przy którym wszystko wydawało się prostsze. Nie dlatego, że kocham go dziś mniej, ale dlatego, że czasami brakuje mi tej bliskości i tej łatwości porozumienia, które kiedyś mieliśmy.
Teraz często czuję się zagubiony. Patrzę na to, co dzieje się wokół mnie, i nie zawsze potrafię to zrozumieć. Chciałbym pojąć jego uczucia, jego sposób myślenia i wszystkie zmiany, które w nim zaszły, ale nie zawsze wiem, jak to zrobić. Mimo to próbuję. Bo niezależnie od tego, jak bardzo wszystko się zmieniło, nadal go kocham i nadal chcę być przy nim. Chcę wspierać go tak samo mocno jak kiedyś, nawet jeśli droga do wzajemnego zrozumienia stała się dziś znacznie bardziej skomplikowana.
Od razu wyszedłem za moją panienką z balii, bo czym właściwie byłaby taka kąpiel bez niej? Poza tym, skoro uważała, że w tej chwili powinniśmy pilnować naszych maluchów i być przy nich, nawet jeśli spały spokojnie i grzecznie, to nie zamierzałem się z tym spierać. Dla niej ich bezpieczeństwo było najważniejsze, a ja doskonale to rozumiałem.
Nie miałem też zamiaru zostawiać jej samej. Wiedziałem, że potrzebuje mojej obecności, mojego wsparcia i poczucia, że nie musi mierzyć się ze wszystkim samodzielnie. Nawet jeśli nie mówiła tego głośno, znałem ją wystarczająco dobrze, by dostrzec to w jej zachowaniu.
- W porządku. W takim razie będę pilnował maluchów razem z tobą. Gdybyś potrzebowała pomocy, jestem tutaj. - Stwierdziłem spokojnie.
Na siebie założyłem jedynie krótkie spodenki. Nic więcej nie było mi potrzebne. Od zawsze było mi gorąco, a w domu czułem się swobodnie. Poza tym wiedziałem, że taki widok jej się podoba. Niejednokrotnie przyłapywałem ją na ukradkowych spojrzeniach, a czasem nawet otwarcie przyznawała, że lubi, kiedy chodzę w samych spodniach. Nie ukrywam, że bardzo mi to odpowiadało. Miło było wiedzieć, że wciąż potrafię przyciągać jej uwagę i wywoływać na jej twarzy ten charakterystyczny uśmiech, który tak bardzo lubiłem.
Usiadłem więc obok niej, pozostając czujny i gotowy do działania, choć wszystko wskazywało na to, że dzieciom nic nie grozi. W pokoju panował spokój, a ich równy oddech był najlepszym dowodem na to, że śpią bezpiecznie. Mimo to zostałem przy niej, bo czasem sama obecność drugiej osoby znaczy znacznie więcej niż jakiekolwiek słowa.
<Paniczu? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz