Mimo, że już delikatnie dawał mi znać, że jego cierpliwość się kończyła, nie było to coś, co chciałem usłyszeć. Zdecydowanie nie. Dlatego więc dalej go drażniłem, podgryzałem, zasysałem jego skórę, na której zostawiałem czerwone ślady. Specjalnie omijałem te miejsca, które były najbardziej wrażliwe, by tylko go coraz bardziej irytować, popchnąć do jego granicy. Teraz ten seks między nami był zupełną odwrotnością do tego, jak wyglądał on między nami do tej pory. I chyba się mu to bardziej podobało, przynajmniej miałem takie wrażenie.
- Elian... - wyjęczał pod raz drugi, kiedy składałem pocałunki na wewnętrznej, bardzo wrażliwej części uda. Uniosłem na niego wzrok, z pewną satysfakcją obserwując jego twarz. Oj, był na granicy. A może już ją przekroczył?
- Hmm? - mruknąłem, na moment wracając do jego podbrzusza, by zaraz delikatnie tam podgryźć jego skórę. To wywołało w nim ciche jęknięcie. Rany, jaki on był cichy. Zdecydowanie potrafi lepiej.
- Włóż go już – powiedział, ale nie takim tonem, jaki to chciałem usłyszeć.
- Tylko jak ładnie poprosisz – odparłem, po czym złożyłem pocałunek na główce jego penisa. Myślałem, że tutaj zwariuje. Szarpnął biodrami do góry, gwałtownie wdychając powietrze. Ależ był łakomy.
- Proszę, potrzebuję cię – wymamrotał, zagryzając dolną wargę.
- To nie jest słowo, które chciałem usłyszeć – mruknąłem, uśmiechając się do niego uroczo, niespiesznie przesuwając palcem po całej jego długości.
- Okropny jesteś – odpowiedział, starając się powstrzymać drżenie światła, co tak średnio mu wyszło. Złośliwa odpowiedź cisnęła mi się na koniuszek języka, ale wolałem ją zachować dla siebie. Wspomnienie o czyhającym na mnie sukkubie mogłoby mu się nie spodobać, a ja zdecydowanie nie chciałbym niszczyć tej chwili.
- Masz szczęście, że jestem wspaniałomyślny, i dam ci ostatnią szansę – na moment odsunąłem się od niego i zabrałem swoje dłonie. Zauważyłem błysk paniki w jego oczach.
- Błagam, weź mnie w końcu. Mam dosyć tych pieszczot – powiedział w końcu, wstrzymując oddech.
Nic nie odpowiedziałem. Uśmiechnąłem się zwycięsko, a następnie położyłem dłonie na jego biodrach, a następnie przekręciłem go na brzuch. Serathion sam się nastawił, będąc bardzo, ale to naprawdę bardzo niecierpliwym. Nie pozostało mi więc nic innego, jak tylko spełnić jego małą prośbę. Wszedłem w niego bez wahania, jedną z dłoni zaciskając na jego biodrze, a drugą przenosząc na jego przyjaciela i zacząłem go masować. Od razu z ust Serathiona wyrwał się cichy, pełen przyjemności krzyk. Tak, zdecydowanie było to, co chciałem usłyszeć.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz