Niecierpliwie czekałem, aż mój mąż przebierze się w czyste, pachnące i co dla mnie równie ważne, piękne ubrania, zamiast tych spranych i zniszczonych, które nosił każdego dnia, nie przywiązując większej wagi do własnego wyglądu.
Jak dobrze, że kupiłem mu coś nowego. Dzięki temu choć przez krótką chwilę będzie wyglądał tak, jak w moich oczach zawsze powinien zadbany, dostojny i piękny.
Mój przystojny, ukochany mąż… Szkoda tylko, że sam nie potrafi zobaczyć siebie tak, jak ja go widzę.
Rozumiem jednak. Jako demon nosi w sobie idealną iluzję mężczyzny, którego znałem, gdy był jeszcze człowiekiem i aniołem, obraz dawnego siebie, może bezpieczny, może znajomy. I choć ta iluzja trwa, nie przeszkadza mi ona ani trochę.
Bo jeśli kiedyś opadnie, jeśli ukaże przede mną swoje prawdziwe, demoniczne oblicze, moje uczucia się nie zmienią. Nadal będę go kochał.
Kocham całego jego, każdą część jego istnienia. Nie za wygląd ani za to, jaką formę przybiera, lecz za to, że po prostu jest przy mnie. Był wtedy, gdy najbardziej go potrzebowałem. Chronił mnie przez całe życie, tak samo jak ja starałem się chronić jego.
Jesteśmy jednością, spleceni losem, wspomnieniami i miłością, której nie potrafi złamać ani czas, ani natura, ani to, czym się staliśmy. I wierzę, że tak pozostanie już zawsze. Na zawsze.
Sorey wrócił do mnie po kilku minutach, ubrany w nowe rzeczy, które wybrałem specjalnie dla niego. Musiałem przyznać, że efekt przeszedł moje oczekiwania. Każdy element stroju pasował do niego idealnie, podkreślając jego urodę i sylwetkę.
Przez krótką chwilę po prostu stał przede mną, jakby niepewny, co powinien zrobić. Wyprostował się lekko i spojrzał na mnie wyczekująco, czekając na moją opinię. Wyglądał przy tym tak uroczo, że trudno było mi powstrzymać uśmiech.
- Cóż... wyglądasz naprawdę przystojnie - Powiedziałem w końcu, pozwalając sobie przez chwilę nacieszyć oczy tym widokiem. - Przyznam, że bardzo podoba mi się to, co widzę. - Na twarzy Soreya nie pojawiła się jednak radość, której się spodziewałem. Zamiast tego zmarszczył lekko brwi i spojrzał na mnie z wyraźnym niedowierzaniem, jakby nie był pewien, czy mówię poważnie.
Westchnąłem cicho. Czy naprawdę sądził, że próbuję go oszukać? Że prawię mu komplementy tylko z uprzejmości?
Ta myśl nie była przyjemna.
Nie miałem przecież żadnego powodu, by go okłamywać. Każde wypowiedziane przeze mnie słowo było szczere. Naprawdę podobało mi się to, jak wyglądał w tych ubraniach. Co więcej, trudno było mi oderwać od niego wzrok.
- Hej, mówię serio - Dodałem łagodniejszym tonem. - Nie próbuję ci schlebiać. Naprawdę wyglądasz świetnie. - Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Miałem tylko nadzieję, że dostrzeże szczerość w moich słowach i w końcu uwierzy, że nie powiedziałem tego bez powodu.
- Jesteś pewien? Bo mnie się wydaje, że nie wyglądam aż tak dobrze. Poza tym to tylko iluzja, która ukrywa moje prawdziwe, obrzydliwe oblicze - Stwierdził, wzruszając ramionami, jakby moje słowa nie miały dla niego większego znaczenia.
No i co ja miałem z nim zrobić?
Czasami odnosiłem wrażenie, że próbuję przebić głową mur. Nieważne, ile razy mówiłem mu coś dobrego, i tak znajdował sposób, żeby podważyć każde moje słowo. Jakby nie potrafił uwierzyć, że ktoś może patrzeć na niego inaczej niż on sam.
- Dla mnie po prostu jesteś przystojny i nic tego nie zmieni - Odpowiedziałem spokojnie. - A te ubrania leżą na tobie wręcz rewelacyjnie. Naprawdę nie rozumiem, jak możesz tego nie dostrzegać. - Stwierdziłem, podziwiając to co widzę.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz