Jaki on był delikutaśny. Przecież Rosa była malutka, jej zapach nawet nie był jeszcze bardzo wyczuwalny. Znaczy, nie był dla mnie, praktycznie nie wyczuwalne, dla niego pewnie inaczej to wyglądało. Byłem pewien, że jeszcze się do tego zapachu przyzwyczai. Jak do naszych podróży, mojego zapachu po kilku dniach bez kąpieli i wielu innych rzeczy.
– Nie przesadzasz? Przytulałem ją do siebie przez płaszcz – odpowiedziałem, unosząc jedną brew.
– Będziesz miał mój węch, to pogadamy. A nie, czekaj, to się nigdy nie wydarzy. Więc nie mów mi, że jakiś smród to nic takiego – burknął, pusząc policzki.
– Też wydaje mi się, że to kwestia tego, że cały praktycznie całe swoje życie spędziłeś w swojej bańce. Każdy zapach, który ci nie podchodzi, będziesz czuł znacznie mocniej. I dlatego wszystko teraz wszystko jest dla ciebie takim szokiem, mój mały arystokrato – odpowiedziałem rozbawiony, poprawiając kosmyki jego włosów.
– Zamiast się tak mądrzyć, to może w końcu skup się na śnie? Masz się wyspać, byś był wypoczęty i smaczny – zarządził. – O ile ten mały kundel ci na to pozwoli.
– Z Futerkiem było podobnie – przypomniałem mu, mówiąc cicho, spokojnie, by się wprowadzić się w ten senny stan.
– Ale Futerko jest wspaniały. I był starszy, więc mniej wymagający.
Ależ on go bronił. Żeby on się nim zajmował tak jak go broni... Nic już nie odpowiedziałem. Przesunąłem go bliżej siebie, zamykając oczy. W końcu miałem jakieś kolejne dwie, trzy godziny, nim jej cichy pisk poruszy me serce i mnie wybudzi z głębokiego snu. Nie wiem, dlaczego tak to na mnie działa, ale budzi mnie od razu.
Tak jak podejrzewałem, znów nie obudziłem się sam. Serathion, ku mojemu zaskoczeniu, już nie leżał obok mnie. Siedział na krawędzi łóżka i wpatrywał się w koszyczek stojący niedaleko kominka, jakby się nad czymś zastanawiał. Ciekawe, co mu w głowie siedziało. Jakby coś rozważał...
– Weź się nią zajmij, bo mnie te piski irytują – burknął. Pewnie rozważał, czy mnie obudzić czy nie.
– No już, już – wymamrotałem, podnosząc się z łóżka i przecierając oczy. Trzeciej pobudki nie zniosę. Chyba na ten moment sobie odpuszczę dalsze próby spania. Zajmę się nią, zrobię pranie, nakarmię Serathiona... no i reszta zwierzaków, muszę się zająć Onyksem, i Futerkiem. I zakupy, muszę mu kupić jakąś książkę na przyszłość. I gdzie ja tu niby znajdę na to czas? – Jak ty strasznie dużo jesz. Ciekawe, czy wyrośniesz na dużego pieska – odezwałem się do Rosy, narzucając na ramiona koszulę, by już nie miał do mnie żadnego problemu. Jakby ta moja klatka piersiowa interesowała tutaj kogokolwiek poza nim. – No jestem, jestem, tak. A jak już cię nakarmimy, to może pójdziemy na dwór? Trzeba cię zaczynać uczyć, jak być czystym pieskiem. Wezmę też chyba Futerko – ostatnie zdanie skierowałem do Serathiona. Już miałem sprytny plan, na tym jednym zejściu na dół zajmę się wszystkimi zwierzakami. Nakarmię Rosę, Futerko, i wyjdę z nimi na dwór. One będą gdzieś obok, a ja zajmę się koniem.
– I ja znów zostanę sam – westchnął niepocieszony.
– Postaram się szybko wrócić. A jak potrzebujesz jakoś zabić czas, byłbym bardzo wdzięczny, gdybyś zrobił pranie. Nie musisz oczywiście, nie czuj się zobowiązany, to tylko twoja dobra wola – poprosiłem, po czym zawołałem do siebie kota i opuściłem pokój.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz