poniedziałek, 15 czerwca 2026

Od Mikleo CD Soreya

Sorey miał rację, powinienem w końcu zabrać się do pracy. Co prawda zaproponował, że mi pomoże, ale czy naprawdę tej pomocy potrzebowałem? Szczerze mówiąc, nie do końca. Byłem przekonany, że poradziłbym sobie sam, tak jak robiłem to wiele razy wcześniej. Z drugiej strony, jeśli uważał, że wspólne działanie będzie dobrym pomysłem, nie zamierzałem protestować. W końcu było to znacznie lepsze niż siedzenie zamkniętym w pokoju i nieustanne analizowanie tego, kim jest, co zrobił w przeszłości i jak wpłynął na życie innych ludzi. Takie rozmyślania prowadziły donikąd i tylko niepotrzebnie zajmowały mi głowę.
- Dobrze, w takim razie przygotujmy razem jakiś obiad dla dzieci - Zgodziłem się po chwili namysłu.
Nie miałem jednak żadnego konkretnego pomysłu. Najłatwiej byłoby zrobić to samo co zwykle, sprawdzony posiłek, który zawsze pojawiał się na stole. Problem w tym, że nawet najlepsze danie z czasem staje się nudne. Dzieci potrzebowały czegoś więcej niż ciągłego powtarzania tych samych smaków. Obawiałem się, że kolejny identyczny obiad spotka się z ich niezadowoleniem.
Teoretycznie nie powinno mnie to aż tak obchodzić. Wystarczyłoby, żeby jedzenie było pożywne i zdrowe. Mimo to nie potrafiłem przejść nad tym do porządku dziennego. Zależało mi na naszych dzieciach bardziej, niż chciałem się do tego przyznać. Chciałem dbać nie tylko o ich zdrowie fizyczne, ale również o samopoczucie. Nawet tak drobna rzecz jak wspólny posiłek mogła sprawić, że ich dzień stanie się odrobinę lepszy. A jeśli mogłem im zapewnić choć trochę radości, uważałem, że warto było się postarać.
- Tylko nie wiem, co powinniśmy dla nich zrobić. Może duszonego fileta z ziemniakami i sałatką? - Zaproponowałem, kierując się w stronę kuchni. Po drodze zastanawiałem się, na co mogłyby mieć ochotę nasze pociechy, które właściwie trudno już było nazywać dziećmi. Dorastały coraz szybciej i z każdym dniem stawały się bardziej samodzielne, ale dla mnie wciąż pozostawały tymi samymi maluchami, o które chciałem dbać najlepiej, jak potrafiłem.
- Myślę, że cokolwiek byś nie przygotował, i tak będzie dobrze. Dzieci uwielbiają twoje jedzenie, więc będą zadowolone z każdego obiadu, który dla nich zrobisz - Stwierdził z przekonaniem.
Jak zwykle potrafił znaleźć odpowiednie słowa. Jego komplementy były szczere i zawsze poprawiały mi humor, nawet jeśli nie do końca w nie wierzyłem. Miło było słyszeć, że ktoś docenia moje starania, jednak nie potrafiłem pozbyć się wątpliwości.
A jeśli tym razem mógłbym zrobić coś lepiej? Coś, co naprawdę sprawiłoby dzieciom przyjemność? Nie chodziło nawet o samo jedzenie. Chciałem, żeby poczuły, że o nich myślimy, że zależy nam na ich szczęściu i komforcie. W końcu wspólny obiad był czymś więcej niż tylko zaspokojeniem głodu. Był chwilą spędzoną razem, okazją do rozmowy i odpoczynku po całym dniu..
Dlatego, mimo słów otuchy, nadal zastanawiałem się, czy nie warto przygotować czegoś bardziej wyjątkowego niż zwykle. Choćby niewielkiej odmiany, która wywołałaby na ich twarzach uśmiech, gdy zasiądą przy stole.
- Masz rację, przygotuję im tego fileta, nie będę już wymyślał - Stwierdziłem, wyciągając mięso, chcąc jak najbardziej zabrać się do pracy.

<Pasterzyku? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz