środa, 17 czerwca 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Zerknąłem na niego kątem oka, na razie nie koncentrując jego słów. Naprawdę się martwi. A przecież nic się jeszcze nie działo. Jeszcze. I ja już dopilnuję, by nic mi w mojej głowie nie grzebało. Powinienem jak najszybciej pójść na te zakupy, wpierw jednak muszę trochę uspokoić Serathiona. Jeszcze wpadnie na jakiś głupi pomysł, że kiedy ja będę spać, to on jakoś wymsknie się z mojego uścisku i pójdzie mu rzucić wyzwanie. A gdyby tak coś mu się stało... nie przeżyłbym tego. A bardzo bym się bał, że ten okropny demon coś mu mógłby zrobić. 
– Wszystko jest w porządku. Nie musisz się martwić, ani reagować agresją. Musisz też pamiętać o sobie, nie możemy pozwolić na to, by ludzie dowiedzieli się, że jesteś wampirem – przypomniałem mu, masując brzuszek małej Rosie. 
– To mnie najmniej interesuje – mruknął cicho, a mnie jego słowa aż zmroziły mi krew w żyłach. Zatem, on był w stanie zaryzykować wszystko dla mnie? Tak być nie może. Na to to ja nie pozwolę. 
– Jeśli twoja tożsamość wyjdzie na jaw, będziemy musieli uciekać. Oboje. Chociażby z tego powodu powinieneś się tym interesować – powiedziałem, delikatnie przytulając do siebie szczeniaka, by poszedł spać. A kiedy wstanie, zabiorę go na dwór. I to tak będzie z każdym, kolejnym razem, dopóki nie będzie brykać wesoło dookoła, bo jak na razie to tylko sobie uroczo człapie, moje małe maleństwo. 
– I oboje będziemy uciekać zdrowi – mruknął, pusząc policzki. – Nie przejmuj się. Ja już to załatwię. I nikt się nie dowie, że miała miejsce mała wojna dwóch ras. 
– Ja się dowiem, jak do mnie wrócisz, albo i nie – powiedziałem spokojnie, zbliżając do niego, i nie przejmując się tym, że zbliżam się do niego wraz z Rosą na rękach. Skoro już sam z własnej woli się nią zajmował, to aż tak cięty na nią nie jest. Jedynie udaje, by zachować twarz. Przed kim? Nie mam pojęcia, bo ja go akceptuję całego, z jego wadami i z zaletami, a jednak odrobinkę ich poznałem. 
– Dam sobie z nim radę. Nie wierzysz we mnie wystarczająco – mruknął, ale mimo tego wtulił się od razu w moje ramię. Oparłem policzek o jego głowę. Zapach róży uderzył w moje nozdrza, wywołując we mnie wewnętrzny spokój. Róża i jej zapach to jest coś, czego muszę się trzymać zawsze, czy to we śnie czy na jawie. 
– Nie chodzi o to, czy w ciebie wierzę czy nie. Ja się martwię. To jest duża różnica – odpowiedziałem spokojnie, po czym ucałowałem jego policzek. – Wyjdziemy może poza miasto, co? Kiedy tylko nastanie wieczór. Nad rzekę. Tylko ty, ja... no i zwierzaki. Przecież te zazdrośniki nam nie odpuszczą – dodałem, po czym ucałowałem go w policzek. Gdzieś pod czaszką czułem niepokój. Że coś złego się w tym momencie ze mną dzieje. Nie byłem w stanie powiedzieć, co... ale czułem się w tej chwili nieco inaczej. Jakby coś było tuż obok mnie, ale nie Serathion, czy Rosa, czy Futerko... coś innego. Coś, czego nie potrafiłem nazwać. Ale nie mogę mu tego powiedzieć, bo zacząłby działać irracjonalnie, a na to nie mogę pozwolić. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz