Trochę martwiłem się o Eliana. Nie wyglądał, jakby wszystko było w porządku, wręcz przeciwnie. Miałem nieodparte wrażenie, że dręczy go jakiś koszmar. To było dziwne, bo wcześniej nigdy nie zauważyłem, żeby tak niespokojnie spał.
Czyżby winę ponosił ten przeklęty sukkub?
W gruncie rzeczy mogło coś w tym być. Nie wiedziałem dokładnie, jak działają tego rodzaju demony, ale byłem pewien jednego potrafią wpływać na osoby, które sobie upatrzą. A skoro wybrał właśnie Eliana, kto wie, czy już nie próbował powoli zatruwać jego umysłu, wkradać się do jego snów i omamiać go szeptami.
Na samą myśl zacisnąłem szczękę.
Jeśli naprawdę próbował dobrać się do Eliana, lepiej dla niego, żeby natychmiast przestał. W przeciwnym razie będzie musiał zmierzyć się ze mną. A tego spotkania raczej by nie polubił.
Przyjrzałem się uważnie twarzy Eliana. Nawet teraz wyglądał na zmęczonego, choć próbował to ukryć.
- Jesteś pewien? - Zapytałem cicho. - Wyglądałeś, jakbyś przez sen z kimś walczył albo przed czymś uciekał. Ciągle się wierciłeś i coś mamrotałeś. Kilka razy kazałeś komuś się odsunąć. Przyznam, że zaczynam być ciekaw, co ci się takiego śniło. - Przez chwilę milczałem, po czym dodałem. - A jeśli chodzi o Rose, nic jej nie jest. Obudziła się tylko raz, ale już znowu śpi. - Naprawdę się o niego martwiłem. Sen miał przecież służyć odpoczynkowi. Co jednak, jeśli nawet podczas snu nie potrafił znaleźć spokoju? Co, jeśli każda noc stawała się dla niego kolejną walką?
Nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć, a jeszcze mniej wiedziałem, jak mu pomóc.
Elian spojrzał na mnie i uśmiechnął się łagodnie. Potem pochylił się i złożył delikatny pocałunek na moim czole.
- Nie martw się, skarbie. Wszystko ze mną w porządku - Powiedział spokojnie. - Po prostu miałem dziwny sen. Nic więcej. - Przesunął dłonią po moich włosach. - A jeśli chodzi o Rose, nie słyszałem, żeby piszczała. - Prychnąłem cicho. Oczywiście. Jak zwykle musiał zmienić temat na psa, jakbyśmy nie rozmawiali właśnie o czymś znacznie ważniejszym.
- Bo nie zdążyła piszczeć - Oparłem. - Zająłem się nią, zanim zdążyła cię obudzić. - Wytłumaczyłem, wzruszając ramionami.
- Chwileczkę. - Uniósł brew, a w jego oczach pojawiły się rozbawione iskierki. - Chcesz mi powiedzieć, że sam z własnej woli zaopiekowałeś się tym okropnym psem? - Dopytał, unosząc wysoko jedną brew.
- Tak - Znów wzruszyłem ramionami, odwracając głowę w inną stronę.
- Tym samym psem, który według ciebie śmierdzi? - Dopytał, zaczynając mnie irytować.
- Tak. - Mruknąłem, zaciskając dłonie w pięści.
- Tym samym psem, którego nie lubisz i powiedziałeś że nigdy nie dotkniesz? - Tego było już za dużo, zaraz mu przywalę.
- Elian... - Fuknąłem a on nie wytrzymał i parsknął śmiechem.
-Jestem pod wrażeniem. - Przyznał, całując mnie w czoło.
- Nie przyzwyczajaj się. Nie będę robił tego zbyt często - Burknąłem przewracając oczami, choć kąciki moich ust mimowolnie drgnęły ku górze. Mimo wszystko cieszyło mnie, że się uśmiechał. Jednak nawet wtedy nie potrafiłem całkowicie pozbyć się niepokoju.
Bo kiedy na niego patrzyłem, nadal miałem wrażenie, że coś przede mną ukrywa.
A ja coraz bardziej obawiałem się, że ten koszmar był dopiero początkiem.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz