Chodziłem bez większego celu, włócząc się tu i tam, obserwując wszystko i wszystkich wokół siebie. Wsłuchiwałem się w urywki rozmów, odgłosy miasta i przypadkowe dźwięki życia toczącego się obok mnie. Robiłem to właściwie tylko po to, żeby zabić czas i nie dopuścić do siebie myśli, które od dłuższego czasu działały mi na nerwy.
Bo kiedy nie jestem rozdrażniony, staję się spokojniejszy. A spokojniejsza wersja mnie nie wybucha bez powodu agresją ani złością. Nie rzuca słowami, których później trzeba żałować.
A ja… szczerze mówiąc, trochę żałowałem tego, co się wydarzyło.
I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od głupiego psa.
Westchnąłem cicho, przeczesując dłonią włosy. Nieważne, jak bardzo próbowałem odsunąć od siebie tamtą sytuację, wracała uparcie, drażniąc mnie bardziej niż chciałem przyznać.
W końcu postanowiłem wrócić do pokoju. Sam nie wiedziałem, co mną kierowało. Może chciałem porozmawiać z Elianem a może po prostu miałem już dość samotnego błąkania się i udawania, że wszystko jest w porządku.
Nie zdążyłem jednak zrobić wielu kroków.
Zapach.
Zatrzymałem się niemal odruchowo.
Wampir.
Nieznany mi wampir.
To akurat było zaskakujące. Nie spodziewałem się, że już pierwszego dnia po naszym przybyciu będę miał okazję spotkać kogokolwiek z ich gatunku. Zwłaszcza tutaj.
Zapach był wyraźny ciężki, metaliczny, podszyty czymś niepokojącym.
Krwią.
I to nie świeżą krwią ofiary polowania. Nie.
To był odór śmierci i okrucieństwa, który znałem aż za dobrze.
Jak się okazało, osobnik, którego wyczułem, równie szybko wyczuł mnie. Zamiast jednak zachować dystans, zaczął się zbliżać. Bez pośpiechu. Jakby celowo.
Trochę niepotrzebnie.
Zmrużyłem oczy, obserwując sylwetkę wyłaniającą się z półmroku.
Nie wiedziałem, co próbował udowodnić. Co chciał sprawdzić. A może po prostu był wystarczająco bezczelny albo głupi, żeby wejść mi w drogę.
Zatrzymał się dokładnie tam, gdzie nie powinien.
W oddali dostrzegłem Eliana. Wszystko wskazywało na to, że dostał zlecenie właśnie na tego wampira. Nie było w tym nic dziwnego, ten śmierdział krwią tak mocno, że nawet człowiek mógłby wyczuć, że coś jest nie tak. Nie zabijał z głodu.
Zabijał dla zabawy.
A wampiry, które atakowały ludzi dla własnej przyjemności, prędzej czy później zawsze przyciągały łowców.
Spojrzałem na niego chłodno.
- A ty kłopotów szukasz? - Zapytałem spokojnie, choć napięcie już powoli rozchodziło się po całym moim ciele.
- Kłopotów? - Parsknąłem cicho, a na mojej twarzy pojawił się cień drwiącego uśmiechu. - To ty pojawiłeś się na mojej drodze - Przez moment mierzyliśmy się spojrzeniami. - Poza tym myślisz, że to twoja ziemia, bo co? Kupiłeś ją może - Kolejny głupiec.
Ilu już takich spotkałem? Wampirów przekonanych, że kilka ulic, las czy opuszczone ruiny czynią z nich królów własnych małych królestw. Jakby sama obecność i rozlana krew dawały im prawo własności.
Prychnąłem pod nosem, gdy wampir zmrużył oczy.
Celowo przeciągałem rozmowę. Każde słowo było tylko zasłoną, cienką warstwą pozornej prowokacji, pod którą kryło się coś znacznie ważniejszego.
Czas.
Wiedziałem, że w tym samym momencie mój partner powoli skraca dystans. Ostrożnie. Bez zbędnego hałasu. Im dłużej tamten skupiał uwagę na mnie i swoim urażonym ego, tym łatwiejszym stawał się celem.
A ten typ wyglądał na kogoś, kto własną dumę stawiał wyżej niż instynkt przetrwania.
Nie spuszczałem z niego wzroku.
- Wiesz - Dodałem chłodno - Zawsze fascynowali mnie tacy jak ty. Rozlewacie krew, straszycie ludzi i nagle zaczyna wam się wydawać, że kilka przecznic należy do was. - Uśmiechnąłem się lekko, choć w uśmiechu nie było ani odrobiny ciepła. - Naprawdę urocze złudzenie. - Westchnąłem rozbawiony.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz