Nie daję mu tego, czego chce, i już chce szukać innego? Daję mu wszystko, co tylko mogę. Staram się spełniać każdą zachciankę, wszystkie te jego perfumy, olejki, ładne rzeczy, a on chce wyjść, flirtować z innymi, by następnie wbić się w ich skórę i wypić ich krew. Nie podobało mi się to, zwłaszcza, że doskonale wiedziałem, jakie uczucie wywołuje Serathion, kiedy wgryza się w skórę. Raz się zgodziłem, bo nie miałem wyjścia, on musiał coś zjeść, a ja byłem zbyt słaby, by dać mu swoją krew. Teraz było jednak trochę inaczej, a i tak mną wzgardzał.
– Pewnie, lepiej z kimś poflirtować i od niego wziąć krew – mruknąłem pod nosem, czując na niego złość, że w ogóle wpadł na taką propozycję.
– Przepraszam bardzo, jaki jest twój problem? – spytał, a w jego głosie usłyszałem już znaną mi nutkę zdenerwowania.
– O to, że chcesz już lecieć do innych – przyznałem zgodnie z prawdą. Nie podobało mi się to, że uciekał do innych. Nie, kiedy miał mnie. Już nie mówiąc o tym, że takim ugryzieniem dawałby innym seksualną przyjemność, i nie obchodziło mnie to, że jest to mechanizm, którego nie może tak po prostu wyłączyć. Dla mnie to już podchodziło pod zdradę.
– Nie zamierzam głodować albo cię męczyć, kiedy wokół jest tyle smakowitych kąsków – odpowiedział, kompletnie niezrażony. A mnie z kolei zdenerwowały te jego „smakowite kąski“.
– Skoro te kąski są takie smakowite, to sobie do sobie do nich idź – warknąłem. Człowiek sobie żyły wypruwa, głowi się i robi wszystko, ale nie, lepiej patrzeć na innych.
– A wiesz co? Może pójdę. Oni przynajmniej nie marudzą, nie oskarżają o dziwne rzeczy i nie mają śmierdzących kundli – odpowiedział równie zdenerwowany, co ja, i po moich słowach zmienił się w nietoperza i zniknął w szybie wentylacyjnym.
Musiałem wykorzystać całą swoją siłę woli, by przypadkiem nie zacisnąć pięści, a nie mogłem tego zrobić, kiedy trzymam sunię w dłoniach. Skoro nie daję mu tego, czego potrzebował, pomimo tego, że dawałem mu wszystko, to niech idzie. Nie wiem, gdzie teraz pójdzie, skoro świeci słońce, ale... skłamałbym, gdyby powiedział, że mnie to nie obchodziło. Zdenerwowanie, zmęczenie, nieodpowiednio dobrane słowa, i wyszło, co wyszło. A ja po prostu... się bałem. Bałem, że skoro czegoś mi w tej chwili brakuje, to znajdzie kogoś lepszego. Jakiś inny smakowity kąsek, skoro ja dla niego już nim nie jestem. I on był zdenerwowany, najpewniej przez psa, więc łatwo uległ emocjom. Byle... byle by mi się nic nie stało. W tej chwili tylko to miało dla mnie znaczenie.
– Głupi jestem, malutka. Bardzo głupi – powiedziałem do suni, masując jej brzuszek. Piesek wyciągnął zadowolony łapki, cicho wzdychając. Taka krucha i malutka. Zupełnie jak Serathion. Mają ze sobą więcej wspólnego niż mógłbym przypuszczać. Tak samo atencyjni, i tak samo delikatni. – Mam nadzieję, że nic mu się nie stanie – dodałem do siebie, kładąc sunię do jej małego gniazdka.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz