Już zaczął marudzić, że nie lubi psów i tego psa nie polubił, ale nawet jej nie poznał. Ani nie mamy pewności, czy jej oddech się utrzyma. Czy mleko, które jej podawałem, wystarczy, by urosła silna. Staram się najlepiej, jak mogłem, ale czasem nawet tyle to jest za mało. Mimo wszystko, nie zamierzam się poddać, i będę walczył o to, by przeżyła.
– Tak właściwie, pies w podróży może się przydać. Jak mi gdzieś zaginiesz, pomoże mi ciebie szukać, zwłaszcza, jak nie zdążysz do mnie wrócić przed wschodem słońca i będziesz zmuszony ukryć się w jakiejś dziupli pod postacią nietoperza. Albo jak będziesz mi przynosił zwierzęta, tak, jak jest teraz z tą sarną. Póki jest mróz, jeszcze nie jest źle, to mi się się nie popsuje. Ale jak będzie cieplej? Akurat w tym przypadku dodatkowa gęba się przyda – stwierdziłem, na co Serathion prychnął cicho.
– Tak, jeszcze ja na tego małego obiboka mam harować. Po moim trupie – burknął, zadzierając dumnie nosek.
– Po pierwsze, już jesteś trupem, skarbie – zaśmiałem się cicho. – A po drugie, jeżeli tak bardzo nie będziesz tego chciał, to też to zrozumiem. I sam będę polował. O ile w ogóle przeżyje do momentu, w którym będzie mogła jeść mięso – dodałem, wzruszając ramionami. Oczywiście, jako właściciel wziąłbym za nią odpowiedzialność.
– Mhm. A później się będziesz mi na nogach słaniał, bo będziesz zmęczony, harując na siebie, na zwierzaki i jeszcze na mnie – pokręcił z niedowierzaniem głową. – Jeżeli z nami zostanie, ma się do mnie nie zbliżać.
– Wiesz, że póki jest taka mała, to będzie z nami spać? Tak, jak było z Futerkiem – przypomniałem mu grzecznie.
– O nie. Będzie z tobą spać. Na podłodze. A ja będę się wylegiwał na mięciutkim łóżku. Z tym czymś pod jedną kołdrą leżeć nie będę – zaznaczył, na co zaśmiałem się cicho. Jakie ma wymagania. Gorsze niż książę.
– W porządku. Mogę spać i na podłodze – stwierdziłem, nie przejmując się tym. Jeśli takie byłyby jego wymogi, dostosowałbym się. – Ewentualnie zacząłbym prosić o pokój z dwoma łóżkami – dodałem, myśląc już teraz nad taką ewentualnością. Wyszłoby mnie trochę drożej, ale za to moje plecy by mi podziękowały. A skoro za kilka godzin dotrzemy do miasta, dobrze wiedzieć, o jaki pokój będę musiał poprosić.
– Dziwny jesteś. Najłatwiej byłoby tego zwierzaka komuś oddać, a nie się z nim męczyć przez kolejne tygodnie – pokręcił z niedowierzaniem głową, dalej chyba nie mogąc przyjąć do wiadomości tego, że raczej nie chce się z tym zwierzakiem rozstawać.
– Nie lubię łatwych rzeczy – wzruszyłem ramionami. – Powinieneś o tym wiedzieć, skoro się zdecydowałem związać z tobą – dodałem. Był zdecydowanie najbardziej skomplikowanym, co mnie w życiu spotkało, ale nie przeszkadzało mi to. Uczenie go, pokazywanie mu wszystkiego, otwieranie go na nowe przeżycia... To było na swój sposób satysfakcjonujące.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz