czwartek, 28 maja 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Długa kąpiel trochę mnie uspokoiła. Ciepła woda zmyła ze mnie napięcie i brud minionych godzin, a wraz z nimi część ciężkich myśli. Gdy przebrałem się w czyste ubrania, od razu poczułem się choć odrobinę lepiej lżej, spokojniej, jakbym na moment odzyskał kontrolę nad własnym ciałem i umysłem.
Mogłem w końcu opuścić łazienkę.
Niestety, wystarczyło jedno spojrzenie, by ten kruchy spokój zaczął się rozsypywać.
Pies leżał szczelnie opatulony na łóżku.
Humor momentalnie mi się zepsuł. Zdecydowanie nie jego chciałem oglądać zaraz po wyjściu z kąpieli. Jednak spał i był cicho, więc nie mogłem się czepiać. Oczywiście bez większego problemu znalazłbym jakiś powód, choćby tylko po to, by wbić tę drobną szpileczkę i dać upust własnej irytacji. Miałem jednak dziwne przeczucie, że jeszcze przyjdzie na to pora.
Ten szczeniak po kilku godzinach opieki wyglądał zdecydowanie lepiej.
I właśnie to drażniło mnie najbardziej.
Doskonale wyczuwałem energię, która od niego biła. Czułem też charakterystyczny zapach psa ciężki, wilgotny i drażniący dla mojego wyczulonego zmysłu węchu. Jednocześnie nie mogłem ignorować czegoś jeszcze, wracały mu siły witalne. Na moje nieszczęście kundel nie tylko przeżyje, ale najpewniej zostanie z nami na dłużej.
Ta myśl działała mi na nerwy bardziej, niż chciałem przyznać.
Gdybym wtedy nie usłyszał jej skowytu… gdybym nie zareagował… tego psa nie byłoby teraz z nami.
Westchnąłem ciężko, opierając głowę o fotel.
Ale z drugiej strony nie byłem mordercą.
Ta świadomość nie przynosiła mi jednak szczególnej ulgi.
Najbardziej drażniło mnie coś zupełnie innego Elian. Wiedział przecież doskonale, że jako wampir nie przepadam za psami ani wilkami. A mimo to chciał ją zostawić, jakby mój komfort nie miał najmniejszego znaczenia. Jakby liczyło się wyłącznie to, czego on pragnie.
Bierze sobie psa, bo on tego chce.
I nawet przez chwilę nie zastanawia się nad tym, że ja tego nie chcę.
To właśnie bolało najbardziej.
Zająłem miejsce w fotelu i zerknąłem na zegarek. Chyba pierwszy raz tak bardzo pragnąłem opuścić pokój szybciej, niż było to w ogóle możliwe. I pewnie próbowałbym to zrobić, gdyby nie ten znajomy, głęboko zakorzeniony strach.
Słońce.
Jedno jego spojrzenie mogło zakończyć mój żywot.
Dlatego pozostało mi jedynie siedzieć w ciszy, obserwować śpiącego psa i odliczać minuty, próbując ignorować irytację, która coraz mocniej rozlewała się pod moją skórą.
Elian w końcu wrócił z torbami, co mogło oznaczać tylko jedno, był na zakupach.
Ciekawe, co takiego kupił.
Mimo wcześniejszego niezadowolenia podszedłem bliżej, kierowany zwykłą ciekawością. Mój wzrok od razu powędrował ku zawartości toreb, a gdy zajrzałem do środka, uniosłem brwi ze zdziwieniem.
Oprócz płaszcza dla mnie znajdowało się tam coś jeszcze.
Perfumy.
Przez moment patrzyłem na nie w milczeniu, zaskoczony bardziej, niż chciałem to okazać. Nie spodziewałem się podobnego gestu. Bez zastanowienia sięgnąłem po flakon i ostrożnie ująłem go w dłoń.
Od razu odkręciłem korek.
Zapach dotarł do mnie niemal natychmiast.
- Różany… - Wmruczałem z wyraźnym zadowoleniem, przymykając oczy i wciągając woń głęboko do płuc.
Delikatny, elegancki aromat otulił moje zmysły, skutecznie rozpraszając resztki irytacji, które jeszcze przed chwilą we mnie buzowały. Ku własnemu zaskoczeniu poczułem, jak złość zaczyna ustępować.
Unosząc spojrzenie na Eliana, pozwoliłem sobie na ledwie zauważalny uśmiech.
- Postarałeś się - Stwierdziłem, nie kryjąc autentycznego zadowolenia.
I choć nie miałem zamiaru przyznawać tego na głos, ten drobny gest trafił dokładnie tam, gdzie powinien.

<Elianie? C;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz