Trochę zdawałem sobie sprawę z tego, że moje zachowanie może mu nie odpowiadać. W końcu on nie był mną, a ja nie byłem nim.
Przez całe życie miałem wszystko, czego chciałem i szczerze? Nigdy mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Lubiłem wygodę i komfort, a dzięki swoim mocom mogłem mieć je zawsze na wyciągnięcie ręki. Nie widziałem w tym nic złego. Po co odmawiać sobie rzeczy, które czynią istnienie łatwiejszym i przyjemniejszym?
On jednak był inny.
I nie było w tym nic złego.
Wybrałem sobie człowieka, który był dobry albo przynajmniej starał się taki być. Czasami miałem wrażenie, że chciał uszczęśliwić wszystkich dookoła, nawet kosztem samego siebie. Jakby dźwigał na barkach nie tylko własne sumienie, ale i ciężar całego świata. Nie zawsze to rozumiałem.
Czasem naprawdę zastanawiałem się, czy w ogóle do siebie pasujemy.
Patrzyłem na świat zupełnie inaczej niż on. Dla mnie liczyło się to, co namacalne, spokój, bezpieczeństwo, przyjemność i możliwość życia według własnych zasad. On natomiast kierował się czymś trudniejszym do uchwycenia. Moralnością, obowiązkiem i wiarą, że nawet najbardziej zagubionym należy dać szansę.
A jednak coś nieustannie przyciągało nas do siebie.
Może była to zwykła fascynacja odmiennością, a może coś znacznie głębszego więź, której żadne z nas nie potrafiło nazwać ani rozsądnie wyjaśnić. Trwaliśmy przy sobie mimo lepszych i gorszych dni, mimo kłótni, różnic i wszystkich powodów, dla których nie powinniśmy być razem.
Bo ja byłem wampirem.
A on człowiekiem. Co więcej łowcą.
Samo to powinno wystarczyć, byśmy się nienawidzili.
Wiele nas różniło, a równocześnie zaskakująco wiele łączyło. Oboje byliśmy uparci. Oboje potrafiliśmy walczyć o to, co uznawaliśmy za ważne. I może właśnie dlatego, choć rozsądek podpowiadał coś zupełnie innego, kochaliśmy się.
Nikt, kto nie żył między dwoma tak odmiennymi światami, nie byłby w stanie tego naprawdę zrozumieć.
- Wiesz… ja lubię wszystko, co jest proste i przyjemne. A proste i przyjemne zazwyczaj okazuje się najlepsze - Stwierdziłem, posyłając mu zadziorny uśmiech.
Mój partner westchnął cicho, lecz nie odpowiedział od razu. Wiedział, że rzadko zmieniam zdanie, tak samo jak ja wiedziałem, że on nie porzuci swoich przekonań. Byliśmy jak dwa różne światy, światy, które nigdy nie powinny się spotkać.
A jednak się wydarzyły.
- Oczywiście, Różyczko. To jest przyjemne - Przyznał mi rację - Ale też nudne. Wszystko, co leży na wyciągnięcie ręki, prędzej czy później traci swoją wartość. - Znów myślał inaczej niż ja.
- Dla mnie to wcale nie jest nudne - Odparłem bez wahania. - Po coś dostałem te moce, prawda? Żeby z nich korzystać, a nie udawać, że ich nie mam. - Pokręcił lekko głową, jakby spodziewał się dokładnie takiej odpowiedzi. - Ty po prostu jesteś zbyt moralny - Ciągnąłem, nie kryjąc rozbawienia. - I choć czasem mam wrażenie, że próbujesz mnie zmienić… są rzeczy, których nie zdołasz we mnie zmienić - Chciałem, żeby to zrozumiał. Nie mówiłem tego ze złości ani przekory. To była zwykła prawda. - Nie wszystko, co we mnie ci się nie podoba, wymaga naprawy. - Dodałem, nie chcąc aby moje zachowanie go zawiodło, w końcu jestem taki jaki jestem i tego nie da się czasem już zmienić.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz