środa, 27 maja 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Oj, obraził się, i to całkiem poważnie. Na te chwilę się jeszcze tym nie przejąłem. Jeszcze. Najwidoczniej musi przetrawić fakt, że najprawdopodobniej ta psinka zostanie z nami. Znaczy się, jak przeżyje, to na pewno. Nawet na moment nie przeszła mi przez głowę myśl, by ją oddać, to Serathion o tym od razu powiedział. Mamy już kota, mamy już konia... więc czemu by nie psa? Oczywiście, nigdy ani nikogo do siebie nie dopuszczałem, ani nie przygarniałem żadnego zwierzaka, bo przywiązanie było czymś złym. Dalej uważam, że jest to problematyczne w moim zawodzie... no, ale najpierw się stało Serathion. A później to jakoś poszło, jak taki klocki domino. Jeszcze chwila i zamiast wiecznie podróżować, to gdzieś się osiedlimy i będziemy sobie żyć życiem zwykłej rodzinki. Oczywiście w miejscu, gdzie jest dobra ziemia, by Serathion mógł uprawiać swoje róże. 
– Nie będziesz teraz wymyślał żadnego imienia dla niej? – spytałem rozbawiony, chcąc trochę rozładować to napięcie pomiędzy nami. 
– A sam se wymyślaj imię dla tego czegoś. Mnie w to nie mieszaj. Nawet nie wiadomo, czy przeżyje najbliższa godzinę, a ty już imię będziesz wymyślać – prychnął, trochę zbyt naburmuszony. To już sobie mógł darować. 
– Z Futerkiem było podobnie. Też był w ciężkim stanie, też nie mieliśmy pewności – odpowiedziałem, zerkając na wtuloną w moją klatkę piersiową sunię. Specjalnie włożyłem ją pod koszulkę, by była jak najbliżej ciała i ciepła, i to raczej działało. 
– Ale Futerko to kot, nie cuchnący pies – syknął. To już nie było miłe. Ostatkiem sił woli powstrzymywałem się od tego, by nie powiedzieć czegoś wrednego. 
– Każde zwierzę ma swój zapach, a zaniedbane cuchnie. Przypominam ci, że ty też naturalnie fiołkami nie pachniesz. Mamy tę przewagę, że możemy trochę zamaskować nasz zapach, uczynić go atrakcyjnym dla innych. O zwierzęta możemy tylko dbać, a jak zrobimy to dobrze, nie będziesz się miał do czego przyczepić. To nie jest żaden wilkołak, daleko jej do niego, to nie jest twój wróg – miałem w sobie naprawdę dużo cierpliwości, że odpowiadałem tak grzecznie i takim spokojem. A może też dlatego, że było mi trochę przykro. Wspominałem mu, że chciałbym mieć psa, że jest to jakieś takie moje małe marzenie z dzieciństwa. A on reaguje na to wręcz taką agresją, obrażając niewinne stworzenie i jeszcze pewnie zaraz mnie zacznie. Nie chciał dać jej szansy, z góry zakładając najgorsze. A kiedy trochę więcej dawałem jej atencji, od razu fukał obrażony. Coś czułem, że jak się będę z nim zajmować, to będzie mi znikać na całe noce. – Jeśli jej się uda... po prostu daj jej szansę. Tylko o tyle cię proszę. Nie chciałbym się kłócić z tak błahego powodu – poprosiłem nieco ciszej, spokojniej, może nawet trochę błagalnie. Chciałbym, żeby choć trochę sal wybrzmieć mojemu szczęściu, nawet jeżeli było ono być może krótkie. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz