niedziela, 24 maja 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Widząc, jak z trudem utrzymuje otwarte oczy i jak niemal bez słów daje mi znać, że chce, abym był blisko, zrobiłem dokładnie to, czego pragnął. Położyłem się obok niego, ostrożnie wtulając w ciało, które kochałem bardziej, niż potrafiłbym ubrać w słowa. Nie wyobrażałem sobie życia bez niego, bez mężczyzny, który jako jedyny potrafił zatrzymać mnie przy swoim boku i sprawić, że nawet wieczność nie wydawała się pusta.
Ostrożnie objąłem go ramieniem, wsłuchując się w jego coraz spokojniejszy oddech.
- Śpij dobrze - Wyszeptałem cicho.
Wiedziałem, że prawdopodobnie już mnie nie słyszy. Sen zdążył go pochłonąć kilka chwil wcześniej, a moje słowa były bardziej dla mnie niż dla niego. Mimo to chciałem je wypowiedzieć. Chciałem wierzyć, że gdzieś pod warstwą snu, pod zmęczeniem i ciężarem dnia, podświadomie je usłyszy. Że będzie wiedział, iż go kocham i że pozostanę przy nim tak długo, jak tylko pozwoli mi los… albo on sam.
W namiocie zapadła cisza.
Mijały kolejne godziny, a ja tkwiłem w bezruchu, wpatrując się na przemian w jego twarz i ciemny materiał nad naszymi głowami. Jako wampir nie potrzebowałem snu, dlatego czas płynął dla mnie inaczej, wolniej, ciszej, momentami nieznośnie monotonnie. Elian regenerował siły jak każdy człowiek, pogrążony w głębokim odpoczynku, podczas gdy ja pozostawałem jedynie obserwatorem tej kruchości.
Nie miałem mu tego za złe.
Wręcz przeciwnie.
Potrzebował snu bardziej niż czegokolwiek innego, a ja mogłem tylko czekać.
Choć prawda była taka, że z każdą godziną ogarniała mnie coraz większa nuda. Nie było jednak niczego, co chciałbym robić bardziej niż trwać przy nim. Zwłaszcza że wiedziałem, iż gdy się obudzi, wypoczęty i najedzony, jego krew znów będzie miała ten znajomy, kuszący smak, którego nie potrafiłem całkowicie ignorować.
Ciepły ciężar otarł się o mój bok.
Spojrzałem w dół i dostrzegłem kociaka, który najwyraźniej również uznał, że noc sprzyja szukaniu czułości. Ułożył się obok mnie, zwijając w małą kulkę. Z lekkim uśmiechem zacząłem głaskać miękkie futerko, wdzięczny za to drobne towarzystwo, które odciągało moje myśli od powolnie ciągnącego się czasu.
W końcu Elian poruszył się przez sen.
Najpierw ledwie zauważalnie, potem przeciągnął się leniwie, a jego oddech zmienił rytm. Poczułem ulgę niemal natychmiast, gdy otworzył oczy i spojrzał prosto na mnie.
- Dzień dobry, Różyczko - Wyszeptał zachrypniętym od snu głosem, przeciągając się i przyciągając mnie mocno do siebie.
Pozwoliłem mu to zrobić bez oporu, wtulając się odruchowo w jego ciepło.
- Chyba dobry wieczór - Odpowiedziałem z lekkim rozbawieniem. - Przespałeś cały dzień. Gdybym mógł umrzeć z nudów, zdecydowanie już bym nie żył. - Nie było w tym jednak pretensji.
Jeśli już, to jedynie ulga i cicha troska.
Niech odpoczywa. Właśnie tego potrzebował najbardziej.
- Wybacz. Na szczęście już się obudziłem. Możemy spędzić razem całą noc - Podróżując i rozmawiając.
Przez chwilę przyglądałem mu się w milczeniu, upewniając się, że naprawdę odzyskał siły. Choć wyglądał lepiej niż wcześniej, nadal dostrzegałem ślady zmęczenia kryjące się pod jego spojrzeniem.
Posłałem mu stanowcze, niemal karcące spojrzenie.
- Obudziłeś się, więc teraz powinieneś wstać i zjeść porządny, pełnowartościowy posiłek. W innym wypadku ucierpi nie tylko twoja krew, ale przede wszystkim twoje zdrowie. - Wyszeptałem, poprawiając kosmyk włosów, który opadł mu na czoło.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz