Patrzyłem na martwą sarnę leżącą u moich stóp, i nie do końca wiedziałem, co mam z nią zrobić. Po co ją przyniósł? Nie dość, że aż tyle mięsa nie było mi potrzebne, to jeszcze musiałem się nią zająć. Oskórować, poporcjować, pozbyć się resztek, i coś z nią zrobić. A szczerze, nie chciało mi się. Wolałbym zjeść to suszone mięso i mieć spokój. Chociaż... może za drobną opłatą mógłbym to mięso w mieście dać komuś do suszenia, chociaż by w gospodzie, na pewno tam mają takie miejsca. I będę miał na późniejsze podróże. Tak, chyba w ten sposób do zrobię.
– A ty kolego nie przesadzasz? Nie zjesz nawet jednej dziesiątej tej sarny – powiedziałem do kota, odsuwając go sarny. Tyle dobrego, że to była sarna, a nie łania. Z łanią... nie mam pojęcia, co bym zrobił z łanią. – Dam ci co nieco, ale też bez przesady. To, że się nie porzygałeś po wczorajszym zającu, to w szoku jestem, że twój żołądek to wszystko zdołał pomieścić.
Kot miauknął z oburzeniem, kiedy odstawiłem go na bok. Nie był zadowolony, ale to już nie mój problem. Zaraz też się zabrałem za sarnę, oskórowałem ją i poporcjowałem, ledwo utrzymując oczy otwarte. Już w tej chwili nawet mi nie przeszkadzał głód. Zdecydowałem, że najwyżej jak wstanę coś sobie do jedzenia przygotuję.
Kiedy w końcu wszystko zrobiłem, ostrożnie wszedłem do namiotu, wraz z Futerkiem. Od razu dostrzegłem niezadowolone spojrzenie Serathiona, i nie zrozumiałem, dlaczego.
– Nic nie zjadłeś – powiedział, i wszystko się stało jasne.
– Trochę suszonego mięsa. Nie mam za bardzo siły i czasu na przygotowanie jakiegoś pełnowartościowego posiłku. Później się tym zajmę – odpowiedziałem, poprawiając swoją poduszkę. – Ale teraz ty miałeś coś zjeść.
– Nie odpuścisz mi, co? – mruknął, zbliżając się do mnie. – Tylko... nie wiem, czy to dobry pomysł. Skoro nie jadłeś, jesteś osłabiony.
– Wszystko będzie w porządku. I tak teraz idę spać, nic mi się nie stanie. Mam cię zachęcić? – zapytałem po krótkiej chwili. Bez problemu mogłem się naciąć, jeśli to miało go przekonać. Byleby tylko zjadł. Nic innego w tej chwili nie miało dla mnie znaczenia.
– Okropny jesteś – powiedział, po czym w końcu zbliżył się do mojej szyi i z lekkim wahaniem wbił kły w moją skórę.
Westchnąłem cicho, przymykając oczy. Zawsze był w tym delikatny, więc nic dziwnego, że było to takie... przyjemne. Inaczej sprawa się miała, kiedy był naprawdę głodny. Wtedy faktycznie czułem ból. Ale poza tym, zawsze było przyjemnie. Ciekawe, czy jakoś to kontrolował, czy może był całkowicie nieświadomy, że jego ugryzienie potrafi być takie dobre.
– Czuć, że trochę twoja krew jest inna. Powinieneś w najbliższym czasie zjeść coś porządnego – powiedział, kiedy się ode mnie odsunął.
– Zjem, zjem. Ale to później, teraz chcę tylko spać. Najważniejsze, że ty jesteś najedzony – mruknąłem, przymykając oczy i kładąc się na poduszce. Zaraz też wyciągnąłem rękę w jego stronę chcąc, by się położył obok mnie. Bym mógł się w niego wtulić.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz