środa, 27 maja 2026

Od Soreya CD Mikleo

 Wyjście do ludzi zawszze mnie denerwowało, przejmowałem od nich wszystko to, co najgorsze. Całą tę zazdrość, złość, a nawet nienawiść. Jak to możliwe, że oni wszyscy mają w sobie aż tyle złych emocji...? I do tego wszystkiego dochodziło moje postanowienie o odwiedzeniu Piekła. Nie chciałem, by Mikleo się o tym dowiedział. Oczywiście, mieliśmy niepisaną zasadę, by nie czytać sobie w myślach, ale jeżeli nie będę nad nimi panować, może je usłyszeć, czy tego chce, czy nie. A ja nie mogłem na to pozwolić. Nie spodobałby mu się ten pomysł, i nie dziwię się mu. To jest ekstremalnie niebezpieczne i głupie. Jednakże... musiałem coś zrobić. Coś niespodziewanego, trochę szalonego. Jeśli do demonów dotrze wiadomość, że wyzwałem jednego z pretendentów do piekielnego tronu na pojedynek i wygrałem, dadzą nam spokój, albo chociaż zastanowią się dwa razy, zanim przekroczą moje granicw. Znaczy, jeszcze nic nie wygrałem, ale nie będę miał wyjścia. Jak przegram... cóż, lepiej, bym nie przegrał. 
I właśnie dlatego Mikleo tak bardzo nie może się o tym dowiedzieć.
Chciałem to zrobić w nocy. Dzieciaki będą w domu, Mikleo zmęczony zaśnie, w czym oczywiście dotrzymam mu towarzystwa, jak zawsze, by niczego nie podejrzewał, i jak będzie spał snem twardym, na chwilę go opuszczę. Dosłownie na chwilę dla niego. Dla mnie może to trwać trochę dłużej. 
– Jakie szczęście, że mam ciebie – wymamrotałem, cicho wzdychając. Odkąd upadłem, ataki demonów stały się zdecydowanie częstsze. To przeze mnie? A może przez to miejsce? Aura tego miejsca nie jest najczystsza, nie była już na samym początku, a moja dłuższa obecność tutaj tylko to pogorszyła. Wszystko, co w tej chwili mogę, by mieć spokój, to rozsławić swoje imię wśród demonów. Albo zawsze się bronić, a nie wiem, czy mam na to siły, i czy mogę sobie na to pozwolić. Na chwilę spuszczę gardę, i coś się stanie, Mikleo, albo dzieciakom. 
Musimy wznowić treningi. Martwiłem się tylko o trening Hany. W końcu, Haru będzie miał świetnego nauczyciela, nie wyobrażam sobie lepszego nauczyciela niż Mikleo, świetnie go poprowadzi w panowaniu nad wodą, nawet jeżeli część jego mocy jest zablokowana przez tego głupiego dziada z góry. Ale kto by uczył Hanę? Nie wiem, czy ja bym się nadawał. Też w pewnym stopniu panuję nad ogniem, ale ogień, który szaleje w niej, a ogień piekielny, który buzuje w moich żyłach, to jednak jest różnica. A raczej nie do końca pamiętam, jak to działało kiedyś, jak byłem aniołem. To było tak strasznie dawno temu... A przynajmniej tak mi się wydawało. Lailah jest drugą osobą, która mi przychodzi na myśl, ale nie wiem, czy na moją prośbę tutaj się zjawi. Nasza przyjaźń przestała istnieć w chwili, w której to stałem się demonem, i doskonale to rozumiałem. Nie miałem do niej pretensji, tak to właśnie powinno wyglądać...
– Wydajesz się być zamyślony – zauważył Mikleo. Czyżby zaczął coś podejrzewać? Niedobrze. Nie może się dowiedzieć. 
– Myślę, jak powinien wyglądać trening Hany. Nie wiem, czy byłbym w stanie go poprowadzić... No, ale o tym później. Teraz powinniśmy się skupić na obiedzie. Po coś zrobiliśmy te zakupy – przypomniałem mu, lekko się uśmiechając. 
– A przebierzesz się dla mnie? – poprosił. No tak, chyba mu to obiecałem. Nie wiem, jaki ma to sens, no ale niech mu będzie. 
– W porządku. Przebiorę. I będę uważać, by nie pobrudzić podczas gotowania – dodałem z rozbawieniem. Skoro taki miał kaprys, to go spełnię. Mnie to w sumie wszystko obojętne, jak chodzi o moje ciuchy. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz