niedziela, 24 maja 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Mimowolnie uśmiechnąłem się pod nosem, gdy wspomniał o swoim „sprzęcie”. Trzeba było przyznać, natura obdarzyła go naprawdę hojnie i tego nie dało się mu odebrać. Co prawda na początku nie potrafił najlepiej wykorzystać swoich atutów, ale szybko się nauczył. A teraz… ach, teraz był w tym naprawdę dobry.
Właśnie dlatego lubiłem się z nim kochać. Wiedziałem, że nie będzie myślał wyłącznie o sobie niczym bezmyślne zwierzę, lecz zadba także o mnie, bym i ja czerpał przyjemność z naszego zbliżenia. To była jedna z tych rzeczy, które naprawdę w nim ceniłem.
- I tylko to cię ratuje. Twój sprzęt. Gdyby nie on, ciężko byłoby nam utrzymać tę relację - Przyznałem z rozbawieniem.
Nigdy nie ukrywałem, że seks jest dla mnie bardzo ważny. Jeśli w łóżku by nam się nie układało, prawdopodobnie nie potrafiłbym z nim być. Cóż, taki już jestem, lubię dobrze się bawić i nie zamierzałem udawać, że jest inaczej.
- Ależ ja mam szczęście - Odparł rozbawiony. - Całe życie myślałem, że mój sprzęt nie ma większego znaczenia, a jednak dla jednego wampira znaczy naprawdę wiele. Dzięki temu mogę mieć go całkowicie na własność, a przyznam, że bardzo mi się to podoba. - Roześmiał się cicho i pocałował mnie w policzek.
W odpowiedzi jedynie uśmiechnąłem się i przewróciłem oczami, nie zamierzając komentować jego kolejnej zaczepki.
W tej chwili chciałem skupić się na czymś zdecydowanie ważniejszym, znalezieniu bezpiecznego miejsca na postój. Na szczęście był ze mną Elian. To on zawsze potrafił znaleźć odpowiedni kąt. Właściwie robił to bardziej dla mnie niż dla siebie.
Ja musiałem uważać.
Dla niego miejsce do spania nie miało większego znaczenia, lecz ja potrzebowałem schronienia z dala od słońca, które mogło mnie unicestwić. Nawet najmniejszy błąd mógł kosztować mnie znacznie więcej niż tylko dyskomfort.
Mój partner szybko wypatrzył odpowiednie miejsce i oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie zmusił mnie do pomocy przy rozstawianiu namiotu.
- Ucz się - Rzucił z rozbawieniem. - Nie zawsze będę obok. - Na wszystkie piekła… naprawdę chciał nauczyć mnie wszystkiego, co sam potrafił. Jakby nie docierało do niego, że przez większość swojego istnienia nigdy nie potrzebowałem takich umiejętności.
A jednak tak bardzo mu na tym zależało.
Niech więc będzie.
Nauczę się… albo przynajmniej spróbuję. Niczego przecież nie obiecuję.
Oczywiście pierwszą rzeczą, którą zrobiłem po tej nieszczęsnej lekcji rozkładania namiotu, było pójście na polowanie.
Elian jak zwykle troskliwy aż do przesady, nalegał, abym najpierw napił się jego krwi. Nie miałem jednak najmniejszego zamiaru się na to zgodzić. Najpierw ja zapoluję, przyniosę mu jedzenie, a dopiero później, kiedy sam będzie już najedzony i zadowolony, pozwolę sobie napić się jego krwi.
Taki układ wydawał mi się uczciwy.
Uparty jak zawsze, zrobiłem więc to, co uważałem za słuszne.
Polowanie nie zajęło mi wiele czasu. Las był łaskawy, a ja znałem swoje zadanie aż nazbyt dobrze. Wracając do obozowiska, byłem cały i zdrowy, a przez ramię przewieszoną miałem dorodną sarnę. To, co zrobi z nią dalej Elian, obdarta skóra, porcjowanie mięsa czy przygotowanie posiłku, nie było już moim problemem. Ja wykonałem swoje zadanie.
Gdy tylko dotarłem do namiotu, rzuciłem zdobycz tuż przed nim.
- Proszę, to dla ciebie. Chętnie bym ci pomógł, ale obawiam się, że czas mi na to nie pozwoli. Muszę uciekać. Miłej zabawy. - Posłałem mu łagodny, odrobinę rozbawiony uśmiech i nie czekając na odpowiedź, zniknąłem we wnętrzu namiotu.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz