Nie za bardzo myślałem o tym, aby go jakoś udobruchać tymi perfumami. Pamiętałem, że je chciał, że o nich wspominał, i że akurat przechodziłem obok takowego stoiska, i że akurat był ten zapach, który tak bardzo chciał, to mu wziąłem. Ale widziałem, że to był dobry ruch z mojej strony. Dostrzegłem ten delikatny uśmiech na jego twarzy, kiedy dotarły do niego buty zapachowe. Co prawda, ten uśmieszek zaraz zniknie, kiedy tylko sunia się obudzi, a niebawem powinna. Zresztą, to nawet lepiej, już mam dla niej przygotowany posiłek.
– Pamiętałem, że je chciałeś. I że były dostępne, to kupiłem – odpowiedziałem, ściągając kurtkę. Zajmię się sunią, i po tym się umyję i w końcu pójdę spać. Strasznie byłem zmęczony. Najchętniej bym zrezygnował z tej kąpieli i po prostu się legnął. Po takiej podróży jednak wypada wziąć porządną kąpiel.
– Tylko dlatego je kupiłeś? – spytał, unosząc jedną brew.
– To, że nie wierzysz w moje szczere intencje, łamiesz mi serce – odpowiedziałem, uśmiechając się lekko. Nie chciałem go spłoszyć, w tej chwili troszkę nasza relacja stała się napięta, przez jedną małą istotkę. Jestem pewien, że da się to jakoś pogodzić.
– Właśnie widzę, jesteś bardzo dotknięty – wywrócił oczami, a kąciki jego ust delikatnie drgnęły ku górze.
I zaraz ten wyraz twarzy zmienił się, bo mała zaczęła się odzywać, domagając się jedzenia... I być może ciepła. To jednak co innego, kiedy leży sobie sama, a kiedy będzie we mnie wtulona. Jeszcze chwilę sobie poczeka na to jednak.
– Już, jestem, jestem. Cichutko – powiedziałem łagodnie, od razu zwracając uwagę tylko i wyłącznie na nią. W końcu, Serathionowi niczego nie brakowało, może jedzenia... Właśnie, powinienem nakarmić i jego. No i niby jeszcze sam coś powinienem zjeść. Dzisiaj jeszcze nic nie jadłem, ale jakoś tak miałem ochoty na cokolwiek. Za dużo się dzisiaj wydarzyło, najbardziej to teraz miałem ochotę się zdrzemnąć, zwłaszcza, że wieczorem muszę wyjść na ulicę, dowiedziałem się, że być może jest tu dla mnie praca. I nagroda od burmistrza. – Jak się umyję, też powinieneś coś zjeść – dodałem do Serathiona, ostrożnie biorąc psinkę na ręce.
– Jak nie będziesz śmierdzieć tym kundlem, zastanowię się – prychnął, siadając w fotelu. I teraz będę musiał zapomnieć o dziennym przytulaniu. Trochę szkoda. Bardzo szkoda. Lubiłem się do niego przytulać, tak właściwie to przy nim dopiero odkryłem, jak taki prosty gest potrafi być przyjemny, i jak bardzo mi było za nim tęskno.
– Dlatego proponuję po kąpieli. Będę pachniał twoją ulubioną różą. Zapas olejków do kąpieli też zrobiłem – dodałem spokojnie, wskazując głową na torbę. – Ależ jesteś atencyjna. Nie lubisz, kiedy cię olewam, co? To brzmi jak ktoś, kogo bardzo dobrze znam – dodałem, przystawiając buteleczkę z podgrzanym mlekiem do małego pyszczka.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz