czwartek, 21 maja 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Prychnąłem cicho, gdy jego słowa do mnie dotarły.
Oczywiście, że podobała mi się zabawa z dziećmi bardziej, niż chciałbym kiedykolwiek przyznać. Nie zamierzałem jednak mu tego mówić. Jeszcze czego. Dałby mi z tym żyć? Nigdy. Zbyt długo i zbyt uparcie powtarzałem, że nie chcę dzieci i za nimi nie przepadam, żeby teraz nagle wycofać się z własnych słów i przyznać, że to spotkanie wcale nie było takie złe.
To byłoby… niegodne.
A przynajmniej tak sobie wmawiałem.
Poza tym nie pasowałoby to do mojego podejścia do życia. Nie mogłem być prosty ani przewidywalny, bo wtedy miałby ze mną zbyt łatwo, a na to również nie mogłem pozwolić. Ludzie przyzwyczajają się do łatwych odpowiedzi i łagodnych twarzy, a ja nigdy nie chciałem być ani jednym, ani drugim.
- Nie… - Mruknąłem, odwracając wzrok, jakbym rozważał coś zupełnie nieistotnego. - Ale skoro aż tak bardzo zależy ci na posiadaniu dziecka, to… z litości mogę kiedyś przyjąć jedno. - Kącik moich ust drgnął ledwie zauważalnie. - Kiedyś. Gdy naprawdę będzie ci na tym zależało. Ale tylko wtedy i wyłącznie wtedy. I bądź świadom jednego, to ty będziesz spędzał z nim najwięcej czasu. - Słowa opuszczały moje usta chłodno i obojętnie, choć prawda była znacznie bardziej skomplikowana.
Nie miałem zamiaru mówić mu, że gdybyśmy naprawdę mieli dziecko, zaopiekowałbym się nim najlepiej, jak tylko potrafię. Niezależnie od mojego podejścia i opinii, jakie wygłaszałem na co dzień. Nie byłem potworem, choć niektórzy najwyraźniej właśnie za takiego mnie mieli.
Może sam ich do tego przyzwyczaiłem.
Może łatwiej było utrzymywać ten obraz niż pozwolić komukolwiek zajrzeć głębiej.
Dlatego właśnie wciąż sprawiałem pozory człowieka/ wampira chłodnego i nieprzystępnego, takiego, jakiego inni chcieli we mnie widzieć. Bo jeśli uwierzą w maskę, nie będą próbować dotrzeć do tego, co skrywa się pod nią.
Elian z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu zaczął się śmiać.
Zmarszczyłem lekko brwi, obserwując go uważnie. Jakby moja odpowiedź wyjątkowo go rozbawiła, choć szczerze mówiąc, nie widziałem w niej nic zabawnego. Nie powiedziałem przecież nic śmiesznego. Nic, co mogłoby sprowokować taki odruch.
Mówiłem prawdę i tylko prawdę.
A przynajmniej jej część.
Więc dlaczego prychnął? Dlaczego patrzył na mnie z tym rozbawieniem, które zaczynało działać mi na nerwy?
Czyżby coś zauważył?
Ta myśl przemknęła przez mój umysł szybciej, niż chciałem to przyznać.
Czy był świadomy, że nie zawsze pokazuję światu to, co naprawdę myślę? Że czasem pozwalam sobie na drobne kłamstwa i półprawdy tylko po to, by utrzymać ludzi na dystans? Że na twarz nakładam maskę, chłodną, niewzruszoną i ostrą, aby wszyscy wierzyli, że właśnie taki jestem?
Bo było to łatwiejsze.
Ludzie rzadziej zadają pytania, gdy widzą przed sobą kogoś nieprzystępnego. Nie próbują zaglądać głębiej, nie szukają słabości ani powodów stojących za zachowaniem. Przyjmują obraz, który im pokazujesz, i zostawiają cię w spokoju.
A ja od dawna nauczyłem się żyć właśnie w ten sposób.
Dlatego jego śmiech budził we mnie niepokój większy, niż chciałem okazać.
Bo jeśli śmiał się dlatego, że przejrzał moją grę… to oznaczało, że moja maska nie była już tak szczelna, jak sądziłem.
- Co cię tak bawi? - Zapytałem w końcu unosząc jedną brew ku górze.

<Elianie? C;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz