Zmarszczyłem brwi, czując, że właśnie robi mnie w konia. Co było o tyle zabawne, że faktycznie siedzieliśmy na koniu, jadąc powoli leśną drogą.
Ewidentnie próbował mnie podejść. Chciał, żebym powiedział dokładnie to, co sam chciał usłyszeć, a ja coraz bardziej czułem, że nie mam ochoty mu tego dawać. Elian doskonale wiedział, jak mnie podejść. Jak popchnąć rozmowę tak, żebym w końcu powiedział albo zrobił to, czego pragnął.
- Ty nie zrobiłbyś mi czegoś, czego naprawdę bym nie chciał? - Mruknąłem cicho, zerkając na niego kątem oka. - Czy my dalej mówimy o tobie? Bo szczerze… właśnie ty byłbyś zdolny zrobić mi coś na złość. Podejść mnie tak sprytnie, żebym nawet nie zauważył, kiedy zaczynam robić to, na co ty masz ochotę. I obaj dobrze wiemy, że tak jest. - Elian zaśmiał się pod nosem, tym swoim rozbrajająco spokojnym śmiechem, od którego jednocześnie chciało mi się przewrócić oczami i przysunąć bliżej.
- Ja? Nigdy w życiu - Odparł z udawaną niewinnością. - Przecież jestem fantastycznym mężczyzną. Dobrym, uczciwym, pełnym szacunku i miłości. I nigdy bym cię nie wykorzystał. Możesz być tego absolutnie pewien. - Objął mnie mocniej od tyłu, przyciągając bliżej do swojej piersi. Czułem ciepło jego ciała nawet przez warstwy ubrań. Jego palce leniwie przesunęły się po moim brzuchu, coraz niżej, drażniąc niebezpiecznie wrażliwe miejsce tuż przy podbrzuszu. - Drgnąłem natychmiast.
- Elian… - Westchnąłem ostrzegawczo, łapiąc jego dłoń i przesuwając ją trochę wyżej. - Nie zaczynaj. - W odpowiedzi poczułem tylko jego cichy śmiech tuż przy uchu.
- A kto powiedział, że zaczynam? Przecież ja nic złego nie robię - Uśmiechnął się do mnie zadziornie
- Znam cię. - Fuknąłem, wiedząc że nie chcę doprowadzić do niczego zbereźnego, a jednak mimo wszystko chce trochę mnie podrażnić, tak dla zasady bo przecież to takie zabawne.
- I właśnie dlatego powinieneś wiedzieć, że jestem niewinny. Przecież jestem fantastycznym mężczyzną i doskonale wiesz, że nie zrobiłbym ci na złość - Parsknąłem cicho, gdy jego słowa zabrzmiały w moich uszach.
On naprawdę śmiał sobie ze mnie żartować, a za to, też może mu się oberwać.
- Ty i niewinny to dwie rzeczy, które nigdy nie powinny znaleźć się w jednym zdaniu. - Elian uśmiechnął się tylko pod nosem, a ja nawet bez patrzenia wiedziałem, że był z siebie cholernie zadowolony.
- Wydaje mi się, kotku, że chyba jednak mówisz o sobie - Mruknął z rozbawieniem. - To ty właśnie stawiasz się obok słowa „niewinny”, choć obaj dobrze wiemy, że z niewinnością masz raczej… luźną znajomość. - Ależ mnie drażnił.
Robił to specjalnie, prowokował mnie, popychał delikatnie ku irytacji tylko dlatego, że najwyraźniej sprawiało mu to chorą satysfakcję. Bo przecież dla Eliana wszystko było zabawą. Każde słowo, każde spojrzenie i każda drobna sprzeczka zamieniały się w jego własną małą grę.
Przewróciłem oczami, choć kącik ust i tak drgnął mi niebezpiecznie.
- Uważaj na słowa - Ostrzegłem, szturchając go lekko łokciem. - Bo któregoś dnia mogę cię podgryźć tak mocno, że już się nie obudzisz. - Groźba zabrzmiała bardziej mrukliwie niż groźnie.
I dobrze o tym wiedziałem.
Tak naprawdę nie chciałem go przestraszyć ani zrobić mu krzywdy. Po prostu… dobrze bawiłem się w tę naszą małą grę, w przekomarzanie, rzucanie półżartem ostrzejszych słów i sprawdzanie, kto pierwszy odpuści.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz