środa, 27 maja 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Nie odpowiedziałem na jego słowa. Uznałem, że chyba zwyczajnie nie chcę się w to bawić. Jeśli tak bardzo zależy mu na tym psie, niech sam się nim zajmuje, ja nie zamierzałem brać w tym udziału. Nigdy nie lubiłem psów. Wilków również nie. Sam ich widok, zapach i nieustanna obecność budziły we mnie niechęć, której nie potrafiłem ani zrozumieć, ani stłumić.
A jednak to nie sam pies rozdrażnił mnie najbardziej.
Elian, przypominając mi o tym, że jako wampir sam nie posiadam naturalnego, pięknego zapachu, dotknął czegoś znacznie głębszego. Wiedziałem o tym przecież od dawna. Byłem świadomy swojej natury, chłodu własnego ciała i woni śmierci, która towarzyszyła mi niczym cień. Mimo tej świadomości jego słowa zabolały bardziej, niż chciałem przyznać. Może właśnie dlatego poczułem narastającą złość, nie przez samą uwagę, lecz przez to, że usłyszałem na głos coś, czego sam w sobie nie akceptowałem.
Nie chciałem się kłócić.
A skoro nie chciałem się kłócić, uznałem, że najlepiej będzie po prostu przestać rozmawiać. Milczenie wydawało się bezpieczniejsze od kolejnych słów, które mogły jedynie dolać oliwy do ognia. Tak miało być lepiej. Dla mnie i dla niego.
Niech więc skupia się na swoim kundlu.
Może pies przeżyje. A może nie. Prawda była taka, że niewiele mnie to obchodziło. Jego los pozostawał mi obojętny i nawet nie próbowałem udawać, że jest inaczej. Być może czyniło mnie to potworem.
I może rzeczywiście nim byłem.
Choć potrafiłem okazywać miłość, cierpliwość, ciepło i współczucie, choć nie szczędziłem ich tym, którzy byli mi bliscy, wobec psa pozostawałem niewzruszony. Nie potrafiłem wzbudzić w sobie podobnych uczuć. Była we mnie jedynie niechęć stara, uparta i niewygodna prawda, której nie zamierzałem ukrywać. Nienawidziłem psów i wiedziałem, że będę powtarzał to tak długo, jak długo ten zwierz pozostanie przy nas.
Elian, widząc moje milczenie i niechęć do dalszej rozmowy, nie próbował już nic mówić. Sam również zamilkł. Kierował się w stronę gospody, prowadząc nas ku cywilizacji, abyśmy zdążyli przed nadejściem dnia. Droga upływała w ciszy, ciężkiej, napiętej i niewygodnej, lecz mimo wszystko lepszej od gniewnych słów, które nadal krążyły między nami niczym niewypowiedziane oskarżenia.
Prawdziwą ulgę poczułem dopiero wtedy, gdy dotarliśmy do miasta i odnaleźliśmy gospodę, w której mogliśmy zatrzymać się na dzień lub dwa, zanim ponownie ruszymy w drogę.
Zeskoczyłem z siodła z cichym westchnieniem, ciesząc się na myśl o upragnionym spokoju. Wreszcie mogłem odetchnąć. Nie musiałem patrzeć na psa ani zajmować się jego losem, od tego był mój partner, jeśli tak bardzo mu na nim zależało. Ja natomiast zamierzałem znaleźć sobie znacznie przyjemniejsze zajęcie.
Choćby zimną kąpiel z olejkami.
Na samą myśl poczułem przyjemne rozluźnienie. Tego brakowało mi najbardziej podczas długiej podróży, chłodnej wody obmywającej zmęczone ciało, delikatnych zapachów olejków i tej błogiej ciszy, której nie zakłócały ani rozmowy, ani cudze problemy.
Och, zdecydowanie tego właśnie potrzebowałem.
Dlatego gdy tylko znaleźliśmy się w bezpiecznych murach niewielkiego, choć przytulnego pokoju, nie zwlekałem ani chwili. Zabrawszy swoje olejki, od razu ruszyłem do łazienki. W tej chwili pragnąłem jedynie spokoju.
Potrzebowałem się wyciszyć.
Gniew wciąż tlił się gdzieś pod skórą, ciężki i nieprzyjemny, a zmęczenie po podróży jedynie go podsycało. Czułem, że tylko kąpiel pozwoli mi odzyskać równowagę, chłód wody, samotność i kilka krótkich chwil, podczas których nie będę musiał o niczym myśleć.
I, co być może najważniejsze, z dala od tego przeklętego kundla.
Przekroczyłem próg łazienki z niemal namacalnym poczuciem ulgi, pozwalając, by odgłosy gospody pozostały za zamkniętymi drzwiami. Tutaj panowała cisza. Tylko ona i obietnica upragnionego spokoju.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz