Nie mogłem się wyspać, bo tak samo jak z kotem, musiałem budzić się co chwila i opiekować się pieskiem. Za każdym razem, kiedy wstawałem, oczywiście zacząłem rozglądać się za Serathionem, ale oczywiście nigdzie go nie było. I to mnie bardzo martwiło. Czy po moich słowach tak właściwie do mnie wróci? Zabrzmiałem ostro i nie zdziwiłbym się, jeśli nie. A jeśli nie wróci do mnie... Będę musiał jakoś nauczyć się żyć bez niego, z jego kofem, koniem i swoim psem. Nie pocieszała mnie ta wizja, ale czy mogłem coś z tym zrobić? Nawet jeśli bym go znalazł, nie zmuszę go do bycia ze mną. Ma wolną wolę, a ja okazałem się debilem.
– Miło widzieć, że chociaż ty jesteś najedzona i szczęśliwa – powiedziałem do niej cicho, ostrożnie masowałem jej brzuszek ręcznikiem zmoczonym w ciepłej wodzie. Lada dzień powinna otworzyć swoje oczka. Jedyna dobra informacja tego dnia. – Teraz będę musiał na chwilę wyjść. Zostaniesz pod opieką kogoś innego. Ale szybko wrócę, mam nadzieję – mówiłem do niej, bo do kogoś mówić musiałem. Trochę we mnie tego siedziało, a zwierzaki mnie nie oceniają. I nie muszą, sam doskonale wiem, że jestem całkowicie beznadziejny. Pewnych rzeczy nie przeskoczę, nie chciałbym, by Serathion gryzł innych, kiedy ja mogę dać mu swoją?
Sunia zamlaskała cicho, wtulając się w moją dłoń. Łagodnie się uśmiechnąłem, po czym opatuliłem ją ręcznikiem. Najwyższa pora w końcu trochę się ogarnąć i opuścić pokój. Zobaczyć, czy pogłoski o wampirze tutaj są prawdziwe. Powinienem jeszcze coś zjeść, ale tak naprawdę nie miałem ochoty. Po tej kłótni nie miałem za bardzo ochoty na cokolwiek, ale wiedziałem, że nie mogę. Muszę działać, coś robić, za darmo przecież nic tu nie dostanę.
– Chodź, Futerko. Posiedzisz sobie na dole. Sam tutaj zostać nie możesz – powiedziałem do kota, kiedy już byłem gotowy do wyjścia.
Dobrze, że gospodyni zaproponowała mi swoją pomoc. Nie wiem, jakbym sobie bez niej poradził. Musiałbym wracać co dwie godziny do pokoju, by zobaczyć, co z kotem i psem. I co ja bym przez takie dwie godziny zrobił? Nawet nie wiem, czy udałoby mi się w dwie godziny zrobić rozeznanie. Jak później będzie większa, będzie mi znacznie łatwiej. I jeszcze to imię... nie miałem ostatnio do tego głowy.
– Dziękuję za pomoc. Postaram się wrócić jak najszybciej – powiedziałem do gospodyni, podając jej małe, śpiące zawiniątko. Futerko na razie stał przy mojej nodze, wpatrując się w kobietę z uwagą.
– Nie przejmuj się, będą tutaj bezpieczne – odpowiedziała kobieta, biorąc ode mnie szczeniaka.
– Przed chwilą oboje były karmieni, więc powinnaś mieć spokój. Chociaż... Futerko trochę żarłokiem jest – odpowiedziałem, zerkając na kota. Oj tak, on może jeść mnóstwo, ale tylko najlepsze kąski, jest zbyt wybredny. Może jednak o tym nie będę wspominał, jeszcze wyjdzie na jakiegoś kociego arystokratę, a jest tylko takim samym przybłędą, jak wszyscy w naszej ekipie.
– W porządku, sierść im z łebka nie spadnie – odpowiedziała z uśmiechem.
Mając pewność, że zwierzaki są w dobrych rękach, mogłem w końcu spokojnie wyjść na miasto i skupić się na robocie.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz