Jego słowa były naprawdę słodkie, tylko coś mi się tu nie zgadzało. Skoro do tej pory dbał o siebie, czemu tak słabo wyglądał? Czemu nie jadał więcej? W chwili, w której go poznałem, wyglądał naprawdę... cóż, słabo. Gdyby nie bijąca od niego duma, nie wziąłbym go w pierwszej chwili za wampira wyższego. Teraz, pomimo tego, że nabrał trochę na wadze, wcale nie utracił swojej szczupłości. W końcu moja Różyczka wygląda na zdrową... no, prawie. Bladość skóry mówi co innego, ale to się nigdy nie zmieni. Chociaż, ja tam lubię odcień jego skóry. Widać każdy siniak, który powstawał przez zbyt mocne zaciskanie palców, każdą malinkę, które to zaczęły mi się bardzo podobać, zwłaszcza podczas tego wolnego, spokojnego i bardziej namiętnego seksu. Takiego też dawno nie mieliśmy. Może jak się na chwilę zatrzymamy w mieście, będziemy mieć okazję, by trochę to nadrobić.
– Cieszę się w takim razie, że się pojawiłem w twoim życiu. Bo dbałeś o siebie okropnie – przyznałem zgodnie z prawdą, co go bardzo oburzyło.
– Ja cię przepraszam bardzo, ale co ty mi tu innsynuujesz? Dbałem o siebie jak o największy skarb, bo byłem dla siebie najważniejszy – prychnął, na co uniosłem brew.
– Gdybyś dbał o siebie tak, jak teraz dbasz o mnie, nie wyglądałbyś na zagłodzonego – powiedziałem mu tylko to, co myślałem. – Ale najważniejsze jest, że już tu jestem. I możesz się jakoś prezentować... przynajmniej na tyle, na ile możesz. Nie mamy tu za wiele ubrań dla ciebie, jeszcze teraz jesteś o jedną koszulę do tyłu.
– Na szczęście tylko koszulka. Dobrze, że nie założyłem tej kamizelki, którą mi kiedyś podarowałeś. Och, jej byłoby mi strasznie szkoda – przyznał, wracając do patrzenia na drogę.
– Mnie też. Strasznie dużo on kosztował – odparłem. To była dobra robota. Był wart każdej sztuki złota, jaką za niego dałem. I też wyglądał na nim przecudownie, idealnie podkreślał jego talię... I nie tylko ja to widziałem. Inni mężczyźni też to widzieli. I nie omieszkali się komentować jego wyglądu w zbyt odważnych słowach, a to mnie irytowało bardziej niż cokolwiek innego.
– A ty nic tylko o pieniądzach. Związałem się z wielkim materialistą – pokręcił głową, wzdychając głośno, teatralnie. Mógłby występować w jakimś dramacie. Aktor na scenie byłby z niego naprawdę dobry. Grał większość swojego życia, uwielbiał atencję, przez cały spektakl byłby w centrum uwagi...
– Wielkim materialistą, ale z wielkim chujem. Myślę, że to ci zrekompensuje wszystko – uśmiechnąłem się delikatnie, każąc naszemu wierzchowcowi skręcić. Najwyższa pora rozłożyć po raz ostatni nasz mały obozik. Miałem trochę dosyć tego obozowania, z miłą chęcią bym się położył do łóżka, albo nawet na siano. Całkiem nawet lubiłem spanie na takim świeżym, pachnącym sianku. Miało to w sobie coś magicznego... no, ale do okresu na świeże siano jeszcze nam daleko, a i w takiej stodole byłoby okropnie zimno. No i Serathion, on by na czymś takim nie spał.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz