Naprawdę nie mogłem się już doczekać miasta, gospody, wygodnego łóżka, balii z gorącą wodą i olejków różanych. Po tylu dniach spędzonych w drodze wizja cywilizacji wydawała się niemal nierealna, jak odległy sen, którego nie wolno dotknąć, by się nie rozwiał.
Przebywanie w namiocie nie należało do najgorszych doświadczeń. Każdego ranka, gdy mój partner jeszcze spał, a ja pozostawałem uwięziony pomiędzy bezruchem a czuwaniem, wpatrywałem się w materiał namiotu albo w jego spokojną twarz. Bywało to nawet kojące. Jednak ile godzin można robić to samo?
W mieście wszystko wyglądało inaczej. Gdy spał, mogłem przemknąć się w cieniu wentylacji i obserwować ludzi. Lubiłem patrzeć na ich pośpiech, drobne gesty i zwyczajne rozmowy, których byli zupełnie nieświadomi. Mogłem znaleźć sobie zajęcie, czymś wypełnić bezkresne godziny.
Tutaj było trudniej.
Jako wampir czasem przybierałem postać nietoperza i w ten sposób zabijałem nudę, chowając się w ciemności wentylacji, Innym razem leżałem nieruchomo u jego boku, cierpliwie czekając, aż w końcu się obudzi. Cierpliwość nigdy nie była moją mocną stroną, choć wieki istnienia powinny mnie jej nauczyć.
Cóż… gdybym potrafił spać tak jak ludzie, wiele problemów zwyczajnie by nie istniało.
Niestety medytacja nigdy do mnie nie przemawiała. Próby wyciszenia kończyły się jedynie gonitwą myśli i rosnącą frustracją. Leżenie całymi dniami w łóżku czy namiocie często stawało się irytujące. Chciałem coś robić, gdzieś pójść, czymś zająć dłonie i umysł, ale niewiele mogłem. Słońce świeciło wysoko i jasno na niebie, a dla mnie pozostawało nie tyle pięknym widokiem, co realnym zagrożeniem.
Westchnąłem ciężko, czując, jak narasta we mnie zniecierpliwienie.
- Ja po prostu chcę wrócić do cywilizacji. Jestem przyzwyczajony do wygody i dobrze o tym wiesz - Skwitowałem szybko, ucinając jego pytania i reakcję, która już zaczynała malować się na jego twarzy.
- A ja naprawdę myślałem, że już trochę przywykłeś do namiotu i tych wszystkich codzienności - Odezwał się spokojnie. - W końcu nasze życie, przynajmniej dopóki nie dotrzemy nad morze, właśnie tak będzie wyglądało. Od czasu do czasu zatrzymamy się w gospodzie, trochę popracuję, żeby zarobić na noclegi, bo, o ile dobrze cię znam, ty raczej do pracy nie będziesz się kwapił. Tak więc wszystko pozostaje w mojej głowie. - Na jego słowa lekko się oburzyłem.
Jak to *ja* nie będę się kwapił do pracy?
Przecież z wielką chęcią bym mu pomógł. Nie miałem z tym najmniejszego problemu. Samo założenie, że zamierzałem jedynie korzystać z jego wysiłku, ukłuło mnie bardziej, niż chciałem przyznać.
- Ależ oczywiście, że jestem w stanie ci pomóc, jeśli będzie taka potrzeba - Odpowiedziałem z lekkim pomrukiem niezadowolenia. - Musisz jednak wziąć pod uwagę, że jako wampir nie nadaję się do każdej pracy. Poza tym często muszę udawać słabszego, niż naprawdę jestem. - Przerwałem na moment, marszcząc brwi. - A to bywa wyjątkowo irytujące. Zwłaszcza wśród ludzi, którzy uwielbiają się popisywać i są przekonani, że stoją nade mną tylko dlatego, że nie znają prawdy. - Mruknąłem pod nosem, doskonale wiedząc, jak ciężko przychodzi mi odgrywanie tej roli. Udawanie ostrożności. Powściąganie siły.
Byłem znacznie silniejszy od większości tych, którzy próbowali się ze mną mierzyć i właśnie dlatego musiałem uważać najbardziej.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz