wtorek, 26 maja 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Westchnąłem cicho, nie kryjąc lekkiego rozdrażnienia na samą myśl, że ten mały kundel miałby podróżować razem z nami. Przecież mówiłem mu już wcześniej, że nie przepadam za psami. A jednak Elian, uparty jak zwykle, najwyraźniej nie zamierzał odpuścić i uparł się, by pomóc temu biednemu stworzeniu.
Nie żebym był przeciwko ratowaniu zwierząt. Wręcz przeciwnie, uważałem, że skrzywdzonym i bezbronnym istotom należy pomagać, jeśli ma się taką możliwość. Problem polegał na czymś innym. Nie chciałem, żeby ten pies został z nami na stałe. Można mu przecież znaleźć dom, oddać go komuś, kto naprawdę lubi psy i będzie potrafił się nim odpowiednio zająć.
Tak właśnie zrobimy.
Dziś Elian spróbuje uratować szczeniaka, a jutro, kiedy dotrzemy do miasta, poszukamy dla niego nowego domu. Rozwiązanie wydawało się rozsądne i uczciwe dla wszystkich.
- Pomogę ci - Mruknąłem w końcu z wyraźną niechęcią, zerkając na trzęsące się stworzenie. - Ale od razu mówię, nie lubię psów. I nie chcę, żebyś przypadkiem pomyślał, że ten pies będzie z nami podróżował. - Nie czekając na odpowiedź, odwróciłem się i ruszyłem między drzewa. Suche gałęzie chrzęściły pod butami, gdy zbierałem patyki potrzebne do rozpalenia ogniska. Skoro Elian uparł się podgrzać mleko dla szczeniaka, ogień był konieczny.
Kręciłem głową burząc pod nosem, niezadowolony z całej sytuacji.
Bo prawda była taka, że psów nie lubiłem. Nigdy szczególnie za nimi nie przepadałem, a ten dodatkowo był mały, brudny i całkowicie zależny od cudzej pomocy. Mimo to nie potrafiłem przejść obok niego obojętnie. Był sam i bezbronny, a pozostawiony na pastwę losu zapewne nie przetrwałby nawet jednej nocy.
To jednak niczego nie zmieniało.
Pomóc, owszem. Uratować, dobrze. Ale pokochać? Do tego było mi bardzo daleko.
Miałem szczerą nadzieję, że mój partner zrozumie, iż musimy oddać tego psa i że trzecie zwierzę absolutnie nie wchodzi w grę. Owszem, sam przyniosłem kota, ale kot to zupełnie co innego. Jest prostszy w opiece, bardziej samodzielny. Nie domaga się nieustannej uwagi ani towarzystwa, potrafi zająć się sobą i nie przywiązuje się do człowieka w taki sposób jak pies.
Pies… to była już całkiem inna historia.
Psy były zbyt zależne, zbyt uczuciowe i zdecydowanie zbyt mocno przywiązywały się do swoich opiekunów. Poza tym, w moim odczuciu, bardziej brudziły i mniej dbały o higienę niż koty. Sam ich zapach potrafił skutecznie zniechęcić mnie do bliższego kontaktu.
Dlatego naprawdę liczyłem, że Elian spojrzy na sprawę rozsądnie.
Pomóc rannemu czy porzuconemu zwierzęciu? Oczywiście. Nie miałem nic przeciwko temu. Ale zatrzymać je przy sobie i ciągnąć ze sobą przez dalszą podróż? Nie. Na to nie zamierzałem się zgodzić.
Przyniosłem patyki i pomogłem rozpalić ogień, ale na tym kończył się mój udział w całej tej historii. Już samo zatrzymanie się oznaczało stratę czasu, a przez psa nasza podróż niepotrzebnie się przeciągała. To był pierwszy problem.
Drugim pozostawał fakt, że nadal zwyczajnie nie lubiłem psów.
Siedziałem więc nieco z boku, obserwując, jak Elian zajmuje się maluchem. Ciepły blask ognia oświetlał jego twarz, gdy ostrożnie opiekował się drżącym stworzeniem. Patrzyłem na to w milczeniu, z mieszaniną znużenia i lekkiej irytacji. Szczeniak wyglądał żałośnie był mały, słaby i całkowicie zdany na cudzą pomoc, ale nawet to nie sprawiało, że nagle miałem zmienić zdanie.
Pomóc mu przetrwać noc? Dobrze.
Ale jutro znajdziemy mu nowy dom.
Tak było rozsądniej.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz